G jak Ghibli #1 – Nausicaä z Doliny Wiatru (1984)

Pomysł na tę serię wyewoluował z innego, który łaskawie pozwoliła mi ściągnąć Rinoasin z bloga Neon – Popkultura w jasnym świetle. Chodzi tu oczywiście o jej znakomity cykl D jak Disney. Odkąd dostałam błogosławieństwo na bezczelne zerżnięcia tej idei (Rinoasin jesteś wielka!) biłam się z myślami, czy się w to angażować, czy nie. Bardzo bym chciała, ale znam siebie i wiem, że nie starczyłoby mi cierpliwości,  aby brnąć przez absolutnie wszystkie pełnometrażowe animacje Disneya, a jest ich 114 (razem z Pixarem, ale bez filmów o Kubusiu Puchatku i Myszce Miki oraz przyjaciołach, do których bym się nie zmusiła, żeby je obejrzeć). Dobrze wiem, że zrobiłby się z tego jeden wielki bałagan, bo chciałabym oglądać tylko ulubione filmy, a resztę odwlekałabym w nieskończoność lub nawet jeślibym obejrzała to patrzyłabym się w migający kursor i nie byłabym w stanie napisać NIC, a jak wielokrotnie zaznaczałam Tylko subiektywnie to moja pasja i przyjemność i nie chciałabym bloga zamienić w swoją drugą pracę. Zresztą dobrze wiem po prowadzeniu Przyjemnostek, gdzie przebiega granica i nie chciałabym jej ponownie przekroczyć.

Skąd w takim razie wziął się pomysł na G jak Ghibli? Głównie stąd, że od dobrych kilku lat chciałam obejrzeć wszystkie filmy tego studia w porządku chronologicznym i jednocześnie powtórzyć swoje ulubione. Poza tym jest ich 22, a nie ponad 100. Jednak głównym elementem, dzięki któremu podjęłam decyzję o nowej serii na blogu jest When Marnie Was There, czyli tegoroczna nominacja do Oscara. Już tradycją staje się, że film Ghibli jest nominowany w kategorii „Najlepszy film animowany długometrażowy”, ale nie dostaje statuetki, jak na przykład zeszłoroczna Kaguya, o której pisałam tutaj. Trochę byłam o to zła, ale teraz wiem, że sama nominacja jest dla Ghibli nagrodą, bo dzięki niej wielu ludzi ma w ogóle szansę, aby o filmie usłyszeć i go obejrzeć. Akademia zawsze będzie nagradzać amerykańskie animacje (zresztą też bardzo dobre), ale dzięki nominacjom zwraca uwagę światu również na genialne Ghibli.

109249-6127

Jeśli słyszymy o Ghibli to pierwsze, co przychodzi nam na myśl to księżniczka Mononoke i Totoro, ewentualnie Grobowiec Świetlików i kilka innych .
Jednak to Nausica była pierwsza i to ona wszystko zapoczątkowała. Czy się zestarzała? Moim zdaniem – troszeczkę tak, ale tylko i wyłącznie dlatego, że po niej motyw wojowniczek księżniczki, która walczy o swój lud lub w imię wyższego dobra i jest gotowa poświęcić w słusznej sprawie życie, został ograny już do granic możliwości. Już sama Mononoke to powtórzenie tej historii, ale w bardziej brutalny sposób.

FABUŁA

Świat został zatruty przez człowieka. Spowija go toksyczna dżungla, pełna ogromnych, niebezpiecznych insektów. Zostało tylko kilka ostoi ludzkości, gdzie możliwe jest rolnictwo i utrzymanie ostatków cywilizacji. Najlepiej z nich zachowanym jest Dolina Wiatru, gdzie królem jest ojciec Nausicci. Naszą księżniczkę wszyscy kochają, bo jest dobrą i pomocną dziewczyną. Wybaczają nawet jej wyskoki do dżungli, gdzie potrafi błąkać się całymi dniami i wydaje się, że może dogadać się nawet z ogromnymi insektami, których ludzie się panicznie boją.

Jednak nie wszyscy wydają się być zadowoleni z dziwacznej równowagi, która zastała na świecie. Inne plemiona patrzą głodnym okien na Dolinę Wiatru i jej zasoby. Aż wreszcie któregoś dnia napadają na nią i zabijają króla. Nausicca musi nie tylko walczyć przeciwko ludziom, ale widzi też buntujące się insekty, które atakowane stają się agresywne i opuszczają dżunglę, kierując się ku ludzkim siedliskom. Zresztą niektóre plemiona są na tyle głupie, że szczują jedni drugich młodymi insektów, co w dorosłych osobnikach wzbudza krwawą żądzę zemsty nie do powstrzymania.

Nausicaä-of-the-Valley-of-the-Wind-1984

MOJA OPINIA

Kreska to typowe lata 80-te – surowa, odrobinkę przypominająca tę amerykańską (nie bijcie! odrobinkę!), oczy postaci nie są tak ogromne jak w anime lat 90-tych. Zresztą filmy pełnometrażowe Ghibli zawsze były trochę obok tego, co aktualnie działo się na rynku anime. Zarówno tematycznie jak i technicznie.

Sama historia jest lekko naiwna i trochę za bardzo mesjanistyczna jak na mój gust. Nausicca to typowa Mary Sue o idealnym charakterze i altruistyczna do granic możliwości. Jest gotowa stracić życie (i zmartwychwstawać) dla pokoju pomiędzy ludźmi i insektami. Mimo wszystko lubię tę postać i w pewnym stopniu rozumiem. Poza tym nie można jej nie cenić, wiedząc jak były pokazywane postacie kobiece w tym okresie w anime. Nausica jest w tym przypadku rewolucyjną bohaterką na rynku japońskiej animacji. Oczywiście jeśli ktoś z Was posiada większą wiedzę na ten temat to zapraszam do dyskusji.

pic2

Nausica z Doliny Wiatru to bardzo dobra animacja, a zestarzała się tylko dlatego, że motyw księżniczki ratującej swój lud został powielony tyle razy i na tak przeróżne sposoby, że paradoksalnie oryginał wydaje się być mało oryginalny… Co nie jest absolutnie jego winą, a raczej mojej głowy przez wiele lat nakarmionej popkulturą. Warto obejrzeć ten film, ale nie jestem do końca przekonana, czy poleciłabym go komuś jako początek przygody ze studiem Ghibli.

A Wy co myślicie na ten temat?

  • Króliczek

    Słuchaj kobieto specjalnie dla ciebie po raz chyba dziesiąty założyłam konto na disqusie żeby móc coś tu napisać 😀 Notorycznie zapominam hasła, loginu i tysiaca innych rzeczy. Serio byłoby lepiej jakbyś miała komenty z fejsa.
    Bardzo czekam na jakiś fanbojów anime którzy by tutaj pisali rozprawki o jednym zdaniu z tego wpisu. O tym mianowicie: „Kreska to typowe lata 80-te – surowa, odrobinkę przypominająca tę amerykańską”. Już widzę jak się nadymają 😀
    Ja myślę ze te animacje wcale się od siebie bardzo nie różnią, bo amerykanie i japończycy mieli taka sama technologie przeciez i wiadomo, ze anime jest troche inne czyli wielkie oczy i tak dalej, ale bez przesady nie ma jakieś przepaści pomiedzy nimi. Granica się zatarła takie mam wrazenie. Czekam na wpis o Mononoke!!!!!!

    • Oj nie zgodziłabym się z tym, że granica pomiędzy animacją amerykańską, a japońską się zatarła. To są jednak dwa absolutnie różne style i mimo podobnej technologii (chyba! bo nie znam się na tym) raczej łatwo ich od siebie rozróżnić. Jednak rozumiem, o czym piszesz, bo na przykład Avatar, czy legenda Korry to produkcja amerykańska, ale tak bardzo przypominająca japońską 😉

      Księżniczka Mononoke jest dopiero jedenastym filmem studia Ghibli, a że będę pisać chronoligicznie to trzeba będzie sobie na nią trochę poczekać 🙂

      • Króliczek

        O nie! Dopiero 11? To nie wiem czy dotrwasz 😀

        • Ej! Trochę wiary we mnie 😉

  • Oooo, jak fajnooo! Ja też kiedyś myślałam o takim cyklu, ale teraz już nie muszę go pisać, muhihihi!:D I dziki Tobie nadrobię kilka tytułów, więc super! A – nie, nie jestem wielka, nie mam nawet 160cm!:D
    „Już tradycją staje się, że film Ghibli jest nominowany w kategorii „Najlepszy film animowany długometrażowy”, ale nie dostaje statuetki” – a Spirited Away, które zgarnęło statuetkę w 2003?
    A samą Nausiceę (yy, tak to się odmienia?:D) to widziałam dawno temu i jakoś niespecjalnie mi w pamięci została, może dlatego, że najlepsze tytuły Ghibli miałam wtedy już za sobą i choć Dolina Wiatru byłą prekursorem, to przy swoich następach wypadła nieco blado. I chyba tyle na ten temat, głupio pisać o czymś czego się nie pamięta:D.
    W kwestii kreski z lat 90-tych i dużych oczu to będę polemizować. Popatrzymy na sławniejsze tytuły z tamtych czasów – Ghost in the shell (1995), Cowboy Bebop (1998), Jin-Roh (1999) czy też Perfect Bule (1995) – w żadnym z nich nie uświadczymy wielkich oczów. Wielkie patrzałki zależą od wizji twórcy czy też mangowego pierwowzoru, nie są obowiązkowe w każdym anime. I w sumie dobrze, bo jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Motoko Kusanagi z oczami na pół twarzy… Nie potrafię też sobie wyobrazić w tej roli Scarlett Johansson, ale to już inna historia;).

    • Wielka duchem w takim razie 😀

      Spirited Away to szlachetny wyjątek, ale mimo wszystko to było 13 lat temu, a ja wspomniałam o tych nowszych Oscarach. To znaczy to miałam na myśli 😉

      Jeśli chodzi o te wielkie oczy, to bardziej mi chodziło o anime telewizyjne jednak niż kinowe produkcje. Trochę wstyd, ale nawet nie pomyślałam o tych klasykach przez Ciebie wymienionych, bo jakoś w mojej głowie funkcjonują jako wręcz oddzielny gatunek od filmów Ghibli. Szał na wielkie oczy to chyba powstał w okolicy powstawania takich anime jak Sailor Moon. Chyba! Bo nie znam się na tym dobrze. Piszę tylko i wyłącznie z perspektywy bardzo przeciętnego odbiorcy 😉

      Tak bardzo jak lubię Scarlett Johanson, tak bardzo nie widzę jej w roli Motoko. No, ale pożyjemy zobaczymy 😉

      • Akurat duże mangowe oczy mają o wiele starszą historię, z tego co wiem ich powstanie przypisuje się Osamu Tezuce, który swoje pierwsze tytuły (w tym Astro Boya) publikował w latach 50tych ubiegłego wieku. Ponoć jego inspiracją były bajki Disneya z Myszką Miki na przedzie:D.
        I jeszcze jako ciekawostkę dorzucam okładkę mangi shojo z lat 70tych. Ach, w tamtych czasach mangowe bohaterki miały w patrzałkach całą drogę mleczną:D https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/0e/c0/e5/0ec0e554a6cd1f65c143040706c92ccf.jpg