Moja Jane Eyre, mój Rochester, moja Cathy i mój Heathcliff, czyli wpis z okazji literackich urodzin Charlotty Bronte

Pyza z bloga Pierogi Pruskie namówiła mnie na wzięcie udziału w akcji, którą przygotowała wspólnie z Ćmą książkową z okazji dwusetnych urodzin Charlotty Bronte. Wszystkie wpisy powstałe z tej okazji dziewczyny będą gromadzić na fanpage’u, na który serdecznie zapraszam.

Pyza zasugerowała, żebym połączyła tematykę książkową i filmową, co sprawiło, że w głowie od razu pojawił się pomysł na wpis. Jak wiecie już z tekstu 10 książek, które miało na mnie wpływ twórczość sióstr Bronte jest dla mnie ważna, a „Jane Eyre” i „Wichrowe wzgórza” to jedne z moich ukochanych książek. Jak to bywa z czymś, co masz w serduchu, w głowie siedzi Twoje wyobrażenie o obiekcie uczuć, a interpretacja kogoś innego zawsze okazuje się ledwie bladym odbiciem. Tak jest z ekranizacjami tych książek. Nie istnieje ich idealne przeniesienie na ekran. Nie ma też aktorów, którzy mogliby stać się twarzą bliskich postaci. Jednak są tacy, którzy mają przebłyski geniuszu i dzięki którym mogę przez chwilę zobaczyć na ekranie moją Jane, mojego Rochestera, moją Cathy i mojego Heathcliffa.

Jane_Eyre_(film_2011)

Ustalmy od razu jedno. Postać, którą wykreowała Mia Wasikowska w filmie Jane Eyre z 2011 roku to nie jest bohaterka książki Charlotte Bronte. To inna dziewczyna, która znalazła się w podobnych, a raczej tych samych okolicznościach. Może nosić to samo imię i nazwisko, może zakochać się w tym samym mężczyźnie, może podejmować te same decyzje, ale to nie jest Jane Eyre. Na pewno nie moja.

Mia Wasikowska ma pewną manierę w graniu, a raczej w sposobie bycia, którego nie umie pozbyć się jako aktorka. To pasuje w bardzo lubianej przeze mnie Alicji Burtona, czy w takich filmach jak Stoker lub Crimson Peak, ale są role, które ten manieryzm uwidaczniają i sprawiają, że nie widzimy postaci, a aktorkę i tak jest w tym przypadku. Jane według Mii to osoba bardzo spokojna, a wręcz stoicka. Mimo, że podejmuje te same decyzje co książkowa panna Eyre, to nie pokazuje jej siły, determinacji, a także rozterek moralnych. Według tego filmu Jane płynie z prądem, rzeczy jej się wydarzają, a nie ona je sprawia.

Jane-Eyre-2-DI

Co do pana Rochestera według Michaela Fassbendera to muszę powiedzieć, że to jest prawie mój Rochester  (choć nie oszukujmy się, jest trochę za ładny ;)). Jednak ogólne wrażenie psuje jedna, ale bardzo ważna rzecz – pomiędzy nią, a Mią nie ma absolutnie żadnej chemii. Te postaci nic do siebie nie czują, tylko recytują kwestie. Nie pomagają piękne zdjęcia i wspaniała muzyka (tutaj mój ulubiony kawałek soundtracku), które sprawiają, że film się zapamiętuje. W żaden sposób nie umiałam się zaangażować w relacje bohaterów, bo one nie zaistniały. Widziałam aktorów, piękne stroje i dekoracje. Doceniam kunszt wszystkich ludzi, którzy nad tym filmem pracowali. Jednak zabrakło im najważniejszego składnika – dobrego castingu. Mimo wszystko polecam tę wersję Jane Eyre, bo warto poznać stronę wizualną i muzykę.

p01l2gzk

Bardzo długo wzbraniałam się przed serialem z 2006 roku, bo bałam się rozczarowania. Słyszałam mnóstwo zachwytów i wiedziałam, że dla wielu wielbicieli książki to właśnie ta wersja jest tą najlepszą. Jednak ze wstydem muszę się przyznać, że patrząc na aktorkę grającą główną rolę miałam mnóstwo wątpliwości i nie widziałam w niej Jane. To dzięki Waszym rekomendacjom, a wręcz prośbom zamieniającym się w groźby (love you all ♥) obejrzałam wreszcie serial i wpadłam. Zakochałam się. To moja Jane Eyre i mój Rochester. Ruth Wilson genialnie pokazała pasję drzemiącą w Eyre. Pod grzecznością, dobrym wychowaniem i wykształceniem tej bohaterki drzemie gorąca krew, która tętni życiem i pragnieniem. Jej walka ze samą sobą, a także z najtrudniejszym wyborem, czy pójść za tym, co łatwe i przyjemne, czy zrezygnować ze szczęścia i miłości w imię zasad moralnych, przejmuje nas oglądających do głębi. Rozumiemy jej rozterki, zauważamy zmiany jakie w niej zachodzą i dobrze wiemy, co czuje.

najlepsi

Chemia pomiędzy aktorami jest niesamowita. I chyba to właśnie dzięki temu Rochester w wersji Toby’ego Stephensa stał się moim Rochesterem. Dobrze przedstawił gbura, zamkniętego w sobie człowieka, który otwiera się dzięki Jane, a raczej dla Jane. Poznając jego tajemnicę, widzimy człowieka zdeterminowanego, który chce wreszcie być po ludzku szczęśliwy z kobietą, którą pokochał. Nie proponuje jej bycia kochanką tylko dlatego, że chce ją mieć. Chce oszukać swój los i udawać, że kobieta na strychu nie istnieje, a gdzieś dalej, w innym kraju z Jane u boku może zacząć nowe życie.
Ani przez chwilę podczas oglądania nie zwątpiłam w istnienie tych postaci. Jednak mam jedno „ale”.
Dobrze wiemy, że uczucie pomiędzy Jane i Rochesterem zaczęło się od ich rozmów. Od tego, że panna Eyre nie bała się wyrażać swojego zdania i wdawała się z nim w długie dysputy na argumenty. Dzięki temu szukali siebie nawzajem, bo po prostu uwielbiali ze sobą rozmawiać i dzięki temu poznawać się lepiej. Więc jak mnie cholernie wkurzało, kiedy w scenach przy kominku Jane podczas rozmowy ograniczała się prawie do „Tak, panie Rochester” i „Nie, panie Rochester”. Później to naprawiono, ale początkowy niesmak pozostał. Tym bardziej, że te pierwsze rozmowy były bardzo ważne dla bohaterów.

Fiennes-and-Binoche-in-WH

Wichrowe wzgórza z 1992 roku to zarówno dobry film jak i ekranizacja. Jednak coś mi w nim nie grało. Głównie postać Cathy według Juliette Binoche, która jest bardzo utalentowaną aktorką, ale do roli 15-18 letniej dziewczyny pani prawie 30-letnia po prostu nie pasuje i jest brzydko mówiąc za stara. Niestety, ale to bardzo rzuca się w oczy. A właśnie młodość i naiwność bohaterki tłumaczy wiele jej czynów i zachowań. Zresztą w przypadku Ralpha Fiennesa sprawa wygląda podobnie, ale on przynajmniej miał też do zagrania starszego Heathcliffa, co zrobił genialnie. W tym aktorze drzemie jakieś szaleństwo, które świetnie przelewa na postacie (Voldemort, Francis Dolarhyde, Pająk, czy właśnie Heathcliff). Myślę, że właśnie on jest najbliżej mojego Heathcliffa.

tumblr_mzm0m3PCjj1s2luwko1_1280

Wichrowe wzgórza z 2011 roku to chyba moje największe filmowe rozczarowanie w życiu. Czekałam na ten film ze dwa lata, odkąd tylko ruszyły pogłoski o jego powstawaniu. Cieszyłam się jak głupia z obsadzenia Kayi Scodelario, bo po jej roli w Skins wydawała mi się idealną Cathy. Zaraz potem cieszyłam się jeszcze bardziej, bo do roli Heathcliffa długo był brany pod uwagę Ed Westwick (niezapomniany Chuck Bass z Gossip Girl). Nagle gruchnęła wieść, że Heathcliffa zagra jednak nieznany szerszej publiczności czarnoskóry aktor. Wydawało mi się to ciekawym pomysłem. Książkowy Heathcliff jest Cyganem, więc jego wykluczenie społeczne mogło być ciekawie pokazane poprzez jeszcze ciemniejszy kolor skóry i wyróżnianie się na tle bladych Anglików. Jednak wizja reżyserki okazała się jedną wielką klapą. Wizualnie było ładnie i ciekawie. Najbardziej podobał mi się wiatr i pokazanie, że wzgórza naprawdę były wichrowe. To niestety jedyny element, który w tym filmie wyszedł.

14James-Howson-1

James Howson zagrał bardzo przeciętnie. Jednak nie mogę mu się dziwić, bo to była jego pierwsza i jak dotąd jedyna rola w życiu. Dlaczego reżyserka podjęła taką decyzję? I to po castingu trwającym rok? Totalnie tego nie rozumiem. Jednak najbardziej jestem zła na Kayę Scodelario. Jej Cathy jest po prostu nudna i mdła, a przecież Kaya pokazała już swoją rolą Effy w Skins, że potrafi być szalona, zakochana, wściekła i nieszczęśliwa. Co sprawiło, że nagle wszystkie te emocje wyparowały? Mam podejrzenie, że to wina reżyserki. Andrea Anders często w swoich filmach stawia na naturszczyków i to, co wyszło w Fish Tank, nie zadziało w Wichrowych wzgórzach. Wielka szkoda. Przynajmniej udało jej się narobić szumu przed premierą. Jednak słaby jest film, o którym można powiedzieć, że najlepiej w nim wypadł wiatr.

MAMMOTH SCREEN FOR ITV. WUTHERING HEIGHTS 30TH AND 31ST AUGUST 2009 The haunting and gothic novel is a shocking and passionate portrayal of ungoverned love and cruelty across desolate landscapes with two of the most memorable lovers in literature. Tom Hardy plays dark and brooding Heathcliff alongside newcomer Charlotte Riley as Cathy. Acclaimed television actress Sarah Lancashire takes on the role of housekeeper Nelly, while Andrew Lincoln is Edgar, CathyÕs forlorn husband. Burn Gorman stars as CathyÕs brother Hindley, and Kevin R. McNally plays Mr Earnshaw. Pictured: TOM HARDY as Heathcliff and CHARLOTTE RILEY as Cathy. For more Pictures please contact Patrick.smith@itv.com or John Manthorpe@itv.com This photograph is (C) ITV Plc/Kudos and can only be reproduced for editorial purposes directly in connection with the programme or event mentioned above, or ITV plc. Once made available by ITV plc Picture Desk, this photograph can be reproduced once only up until the transmission [TX] date and no reproduction fee will be charged. Any subsequent usage may incur a fee. This photograph must not be manipulated [excluding basic cropping] in a manner which alters the visual appearance of the person photographed deemed detrimental or inappropriate by ITV plc Picture Desk. This photograph must not be syndicated to any other company, publication or website, or permanently archived.

Na serial Wichrowe wzgórza z 2009 roku trafiłam dzięki Waszym polecankom na blogu. Za co jestem niesamowicie wdzięczna, bo wreszcie trafiłam na moją ekranizację ukochanej książki. Co nie zmienia faktu, że ma kilka wad. Na przykład całkowite pominięcie ghost story i cudownej, gotyckiej atmosfery, którą tak dobrze znamy z jedynej książki Emily Bronte. Nie podobał mi się też Tom Hardy jako Heathcliff w pierwszej części serialu. Mało w nim było Heathcliffa, a więcej rozlazłej buły. Dlatego ogromnym zaskoczeniem było dla mnie, że jako Heathcliff powracający, mszczący się był absolutnie genialny. W wyniku czego Hardy jest moim Heathcliffem w połowie, a dokładnie w tej drugiej połowie ekranizacji.

Za to moją Cathy w stu procentach jest Charlotte Rilley. Zarówno pod względem wyglądu jak i zachowania, a nawet ruchów, czy sposobu mówienia. Oto jest ta dzika, piękna dziewczyna z wrzosowisk, która utknęła w dziwacznym, toksycznym uczuciu do Cygana bez przyszłości i która jednocześnie pragnie innego, lepszego życia u boku spokojnego Lintona. Jej żądza wolności, ale jednoczesne zamknięcie się w klatce skłębionych emocji do tych dwóch mężczyzn sprawia, że dostajemy na ekranie postać rozdartą, niezdecydowaną, kierującą się tylko i wyłącznie uczuciami i próbującą też wpasować się w normy społeczne, aby mieć dobre życie. Charlotte Rilley wszystko to pokazała genialnie.

ay_100154700-e1357486100130

Pisząc o tym serialu nie mogę nie wspomnieć o bardzo dobrej roli Andrew Lincolna jako Lintona. Andrew znam głównie z roli Ricka w The Walking Dead i utknął mi w głowie jako mściwy twardziel, więc widząc na ekranie najlepiej przedstawionego Lintona ever, byłam w głębokim szoku. W innych filmach na podstawie „Wichrowych wzgórz” to wielka miłość (a moim zdaniem uzależnienie) Cathy i Heathcliffa wysuwa się na pierwszy plan i przyćmiewa wszystkie inne postaci i wydarzenia. W serialu z 2009 został stworzony świetny drugi plan – rodzeństwo Lintonów (Andrew Lincoln i Rosalind Halstead), Nelly (świetna Sarah Lancashire), a także Hindley wypada ciekawie (w tej roli Burn Gorman). Jednak to właśnie Linton wreszcie pokazany jest jako postać tragiczna i która również przeżywa trudne emocje. Kocha Cathy, chce jej szczęścia, ale nie jest ślepy na relację z Heathcliffem. Chce uchronić żonę przed tym uczuciem, bo widzi, że Heathcliff nie przynosi jej nic dobrego, tylko ją wyniszcza. Jest też po ludzku zazdrosny i czuje się gorszy jako mężczyzna przy silnym, gwałtownym Heathcliffie. Czuje też, że bardzo różni się od tej dwójki, że oni są swoim dopełnieniem, a on wkroczył w sam środek burzy. To wszystko widzę w wykonaniu Lincolna i dzięki temu spojrzałam na postać Lintona z szerszej perspektywy i zrozumiałam go lepiej.

MV5BYjI5ODU1YmEtZTc2Yy00OWY5LTlhM2MtYjQzNzhmODYwMDBlXkEyXkFqcGdeQXVyMzk3NTUwOQ@@._V1_SY576_SX1024_AL_

 

A czy Wy macie jakieś swoje ulubione ekranizacje prozy sióstr Bronte? Macie swoją Jane Eyre, swojego Rochestera, czy Cathy i Heathcliffa? Co sądzicie o moich wyborach?

  • Muszę przyznać, że nie cierpiałam bardzo na tej ekranizacji „Jane…” z Mią Wasikowską — głównie dlatego, że ona mi bardzo estetycznie pasowała do roli, chociaż podzielam Twoje zdanie na temat samej wizji tej postaci. Za mało jest w niej „w środku”, ale wydaje mi się, że to chyba też przez to, że jednak główną osią filmu nie jest emancypacja Jane, ale romans z Rochesterem. W ogóle, mam wrażenie, ekranizacje próz Bronteańskich cierpią, kiedy widzi się je wyłącznie na osi romansowej, bo to jednak w dużej mierze romanse nie są (na przykład uczucie Cathy i Heathcliffa to raczej współuzależnienie niż miłość, moim zdaniem).

    Zdarzyło mi się też widzieć „Wichrowe…” w teatrze i och, co to była za męka. Przyznaję, strasznie źle wspominam tamten spektakl, chociaż bardzo się na niego cieszyłam (no bo taka proza na scenie!) ;).

    • Mnie też wkurza wyciąganie z książek sióstr Bronte tylko wątku romansowego i budowania na tym całej fabuły. To są tak barwne, ciekawe bohaterki, że o każdej z nich powinien powstać oddzielny serial. BBC najlepiej 😉

      Mnie Wasikowska totalnie nie pasowała również z wyglądu. Ona jest śliczną, eteryczną, delikatną dziewczyną, ale nasza Jane to zarumieniona dziewuszka, która biegnie jak szalona do okna, żeby zobaczyć, kto przyjechał z Rochesterem do zamku, pod której skórą aż kipią emocje, ale dusi je grzecznością i próbuje się uspokoić. Mia tego nie umiała pokazać.

      „Miłość” Cathy i Heathcliffa to toksyczne współuzależnienie. Oni nie są dla siebie nawzajem dobrzy, oni siebie niszczą. Dlatego nie lubię ich relacji nazywać miłością. Szczególnie w przypadku Heathcliffa, który nie pozwalał Cathy być szczęśliwą, chyba że w swoim towarzystwie. Jeśli nie była jego – robił z jej życia piekło. To jest chore.

      Nie zaryzykowałabym, żeby pójść do teatru na „Wichrowe wzgórza”, gratuluję odwagi 😀

      • Mnie się podoba taka nieoczywista dość uroda Wasikowskiej i to do mnie osobiście w jej Jane przemówiło. Blisko jest jej też do Jane z powieści Fforde’a (jeśli nie znasz serii o Thursday Next, której zawsze coś nie pasowało w panu Rochesterze i całej tej historii — gorąco polecam!).

        Widzę, że co do Cathy i Heathcliffa się zgadzamy :). Tym bardziej zawsze jak natrafiam na takie zdanie w rodzaju „co to była za miłość!” to się zastanawiam, że ten byronizm miłosny w naszej kulturze trzyma się mocno i jest jednak dość niebezpieczny.

        • Kot Bury

          Ja byłam ogromnie zdziwiona, kiedy pierwszy raz czytałam „Wichrowe Wzgórza”, które ktoś mi polecił jako książkę o wielkiej, pięknej miłości, bo dla nastoletniej mnie to była przede wszystkim książka o wielkiej nienawiści, a choć miłość też była, to piękna za cholerę nie umiałam się w niej dopatrzyć ;).

  • Kot Bury

    O mój losie, ktoś się zgadza ze mną w kwestii „Wichrowych Wzgórz” 2009 roku. Wszyscy okropnie ten serial krytykują i ja się absolutnie zgadzam, że nie wszystko w tej ekranizacji wyszło, ale wszystko jestem w stanie wybaczyć twórcom za to, że oddali te emocje i za tę Cathy. Bo to genialnie odwzorowana Cathy, wreszcie taka, jaka powinna być. Heathcliff Hardy’ego też jest świetny, chociaż rzeczywiście nie na samym początku serialu, a dopiero w następnej części.
    (I chociaż nie shippuję par w prawdziwym życiu – zresztą, Heathcliffa i Cathy też nigdy nie shippowałam, bo ich relacja jest jednak… chora – to jakoś mi tak serduszko rośnie na myśl, że w realnym świecie Tom i Charlotte są parą i to nie taką creepy, jak bohaterowie, których przyszło im zagrać)

    Co do „Jane Eyre”, to w moim przypadku zdziwienia nie ma, bo jestem ogromną fanką serialu z 2006 i wracam do niego stanowczo za często.
    Miałam też okazję zobaczyć retransmisję „Jane Eyre” z NT Live i właściwie do dziś nie wiem, co mam o tej adaptacji myśleć. Z pewnością tej Jane pasji nie brakowało, ale miałam wrażenie, że Madeleine Worrall okropnie szarżuje i tej pasji było wręcz za dużo. W jej wykonaniu to już nie była bohaterka o ognistym temperamencie, który usiłuje powściągnąć, która toczy wewnętrzną walkę, tylko egzaltowana, rozdygotana nastolatka (Jane w istocie nastolatką jeszcze była, gdy przyjechała do Thornfield, ale chodzi mi tu raczej o to, że Jane w wykonaniu Worrall to już nie była może trochę nieznająca świata, nieco naiwna Jane, ale już Jane bardzo niedojrzała). Rochester był po prostu groteskowy, wiele scen, które w książce i ekranizacji z Ruth Wilson uwielbiam i budzą we mnie emocje, tutaj wyglądało dość komicznie. Może to wszystko były celowe zabiegi, żeby pobawić się trochę konwencją powieścią i poigrać z widzami ale nawet jeśli, to przecież wcale nie musiały mi się one podobać ;). Niemniej jednak, jak się ma bzika na punkcie „Jane Eyre”, to warto tę wersję zobaczyć.

    Ach i przypomniało mi się jeszcze, że jak pierwszy raz oglądałam „Wichrowe Wzgórza”, to Andrew Lincoln wydał mi się strasznie znajomy i uświadomiłam sobie, że on przecież grał w „Love Actually” tego bohatera zakochanego w żonie najlepszego przyjaciela. I trochę mnie rozbawiło, bo nie miałam wpływu na to, że sobie pomyślałam „200 lat później i twoja ukochana w sumie nadal woli kogoś innego” 😉

    • Też jak się dowiedziałam, że Hardy i Rilley są małżeństwem w prawdziwym życiu, to zrobiło mi się jakoś miło. Piękna para 🙂

      Haha zapomniałam, że Lincoln grał tego nieszczęśliwie zakochanego w Love Actually. Rzeczywiście ma chłop pecha 😀

      Podchodzę bardzo nieufnie do prozy (i to takiej prozy!) na deskach teatru. To nie są teksty stworzone do teatru. Już w filmie/serialu jest problem, aby wszystko pomieścić i nic nie spłycić. Jednak zainteresowałaś mnie tą wersją, więc jak gdzieś znajdę to na pewno obejrzę 😉

      • Kot Bury

        No właśnie, wydaje mi się, że tekst powieści został świetnie przeniesiony na deski teatru. Skróty były sensowne (zresztą, niewykluczone, że skrótami zostali uraczeni tylko ci, którzy widzieli retransmisję, a ta była okrojoną wersją przedstawienia wystawianego przez dwa wieczory z rzędu), nie przeszkadzała mi minimalistyczna scenografia (która była bardzo fajna, tak na marginesie), jedyne z czym miałam problem to aktorstwo i to w jaki sposób aktorzy zinterpretowali swoje postaci.