Książkowo #2 „Lolita” Vladimir Nabokov

Na pewno wszyscy już wiecie, albo chociaż słyszeliście o sławnym już fanpage’u Recenzje z Lubimy Czytac, na którym jego twórcy pokazują opinie ludzi, którzy często w niewybrednych słowach krytykują klasykę literatury. Internety podzieliły się na tych, którzy krzyczeli „świętokradztwo” i na tych, którzy rozsądnie podeszli do sprawy, poczytali opinie, przemyśleli sprawę i doszli do wniosku, że to ciekawa obserwacja reakcji przeciętnych czytelników, którzy są przyzwyczajeni do innych (można powiedzieć nowoczesnych, ale też przesiąkniętych już popkulturą) rozwiązań fabularnych, dynamiki wydarzeń, charakterystyki bohaterów itd. Moim zdaniem najlepiej na ten temat wypowiedział się Misiael na swoim blogu Mistycyzm Popkulturowy. O fanpage’u wspomniała też ekipa Myszmasza w 121 odcinku swojego podcastu. Mysz z Kamilem przyznali się też do tego, że żadne z nich nie przeczytało „Lolity” i zapaliła mi się lampka w głowie, że ja niby kiedyś czytałam, a raczej wściekle przekartkowałam, ale i tak nie myślę, że ta książka jest arcydziełem, a uważam się za czytelnika obeznanego, a na pewno entuzjastycznego i zakochanego w literaturze. Ten trochę przydługi wstęp pokazał Wam ciąg przyczynowo-skutkowy, który doprowadził mnie do sięgnięcia po „Lolitę” i przeczytania jej tym razem uważnie od deski do deski.

Pierwszy raz czytałam „Lolitę” jako bardzo młoda osoba. Miałam 15-16 lat i bardzo chciałam tę książkę polubić, bo była ulubioną mojej koleżanki, która na gadu-gadu i gronie (hehe ach magia starych internetów) umieszczała piękne cytaty i twierdziła, że to najpiękniejsza książka o miłości jaka istnieje. W tym czasie zaczytywałam się w sadze o Wiedźminie, kochałam całym serduszkiem Tolkiena (dalej mi nie przeszło) i wysunięcie nosa spoza fantastyki wcale nie było łatwe i komfortowe. Jednak zacisnęłam zęby i postanowiłam zmierzyć się z Nabokovem. Dziwię się, że żadnego sobie nie ukruszyłam, bo musiałam zgrzytać okropnie i męczyć się niemiłosiernie. Mało nie powyrywałam kartek z wysłużonego, bibliotecznego egzemplarza, przekładając je szybko i gwałtownie, omijając po drodze mnóstwo opisów, ale takie obrzydzenie wzbudzały we mnie malownicze zachwyty głównego bohatera nad dziecięcym ciałem, że nie mogłam inaczej. Znienawidziłam książkę. Znielubiłam koleżankę. Nasza znajomość szybko się rozwiała, a ja z oddechem ulgi wróciłam do fantastyki. Zresztą i tak niedługo później zakochałam się w klasyce za pomocą Tołstoja, sióstr Brontë i Margaret Mitchell.

Jakieś 2 lata temu złapałyśmy kontakt ze wspomnianą wcześniej koleżanką na Facebooku i w rozmowie wyszła sprawa nieszczęsnej „Lolity”, a ona się przyznała, że tak w gruncie rzeczy to wcale jej nie czytała, tylko widziała film i on był taki piękny o miłości i cytaty takie ładne i jak ją spytałam o książkę to jej się zrobiło głupio, że nie przeczytała i tak jej się trochę skłamało, że to jej ulubiona powieść i mi ją poleciła, bo jak film taki fajny to książka na pewno też, nie? Uświadomiłam ją w tym momencie, że to właśnie Nabokov był winny temu, że przestałam się z nią wymieniać „Złotymi myślami” i strzeliłam focha. No cóż… pośmielim się, pośmielim, powspominalim i tyle. Jeśli to czytasz to pozdrawiam 😉

Od mojej pierwszej lektury minęło dziesięć lat i oto jestem – już całkiem dorosła, o dziesięć lat mądrzejsza (mam nadzieję), z niejednego pieca chleb jadłam (no że tyle książek przeczytałam ^^) i naprawdę po takim czasie pochłaniania dóbr popkultury mało, co mnie szokuje. Tym razem miało być inaczej. Tym razem miałam poznać się na kunszcie mistrza i zachwycić światowym arcydziełem.

Nienawidzę Humberta. Doceniam „Lolitę”. Nabokov Ty szczwany lisie.

collage

Co jest nie tak z mężczyzną, który nie jest w stanie zbudować związku z kobietą w swoim wieku? Obawia się odpowiedzialności, odrzucenia? Jest niedojrzały i nie ma czym takiej kobiecie zaimponować? Jaka jest normalna różnica wieku, która nie zahacza o zboczenie? 10, 12, 20 lat? Kiedy zaczyna się pedofilia?

Humbert Humbert nie jest typowym niedorajdą życiowym, który zainteresowania szuka u małolat. Nie jest zakompleksionym, nieatrakcyjnym zboczeńcem. Nabokov stworzył postać faceta, którym nie znudziłaby się kobieta na poziomie. Wręcz odwrotnie – Humbert cieszył się powodzeniem i był nawet żonaty. Inteligentny, wykształcony, oczytany, a także wysoki, przystojny i elegancki mężczyzna bez problemu mógłby założyć rodzinę i cieszyć się uprzywilejowanym miejscem w społeczeństwie. Jednak jego życie przepełniał głód… głód nimfetek – dziewczynek, które ledwo, co weszły w okres dojrzewania i daleko im do bycia kobietą.
Swoją chorą skłonność próbował ukrywać z całych sił i szło mu to całkiem nieźle. Czasami zadowalał się godziną w ramionach młodej prostytutki, a czasami wystarczało mu tylko muśnięcie, przypadkowy dotyk dziewczynki wracającej ze szkoły lub biegającej po parku.
Po porzuceniu przez żonę postanawia zmienić swoje życie i udaje się do Stanów Zjednoczonych, gdzie miałby dokończyć wreszcie prace nad swoją książką. Trafia do miasteczka w Nowej Anglii, gdzie przez zbieg okoliczności musi wynajmować pokój w domu pewnej wdówki. Nie jest zadowolony z warunków, które tam zastaje i planuje szybko znaleźć nowe lokum, ale zmienia decyzję po kilku sekundach, kiedy zobaczy leżącą na trawie córkę właścicielki.

„Lolito, światłości mojego życia, ogniu moich lędźwi. Grzechu mój, moja duszo. Lo-li-to: koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu, przy trzecim stuka w zęby. Lo. Li. To. Na imię miała Lo, po prostu Lo, z samego rana, i metr czterdzieści siedem w jednej skarpetce. W spodniach była Lolą. W szkole – Dolly. W rubrykach – Dolores. Lecz w moich ramionach zawsze była Lolitą.”

Dolores Haze wydaje mu się reinkarnacją jego dawnej miłości Annabel Leigh, która zmarła na tyfus zostawiając jego pożądanie niespełnionym. Ona miała wtedy lat 12, on 13 i nigdy mu to niezaspokojone pragnienie nie przeszło. Dolly szybko staje się w jego myślach Lolitą – jeszcze doskonalszą od Annabel.

collage2

Humbert oczywiście bardzo podoba się matce Dolores i kiedy obiekt jego westchnień znajduje się na letnim obozie sportowym, zostają małżeństwem. Oczywiście ten ruch został przez niego dobrze przemyślany. Przyznaje się nam czytelnikom wprost, że przez matkę chce dostać się do córki. Zrządzenie losu sprawia, że pani Haze ginie pod kołami samochodu, a Humbert staje się prawnie „ojcem” Lolity. Jedzie, żeby ją odebrać z obozu sportowego, kłamie o tym, że jej matka jest w szpitalu i gwałci jeszcze tej samej nocy we wspólnym, hotelowym pokoju wynajętym dla „ojca” i „córki”.

Oczywiście moi drodzy nie zostało to napisane w tak prosty i wulgarny sposób. Nabokov pisze pięknie, a jego bohater twierdzi, że to Lolita go uwiodła. Jednak my jako rozsądni ludzie, przecież nie damy się nabrać na to, że dwunastolatka postanowiła uprawiać seks z czterdziestolatkiem (około, Humbert miał 36-37 lat). Wiemy, że główny bohater jest pisarzem, wiemy też, że uważa się za artystę i często porównuje do największych : „Lolito, mam w Tobie słodkie swe dziewczę, jak Beę miał Dante, Vigę zaś – Poe.”
Możemy się tylko domyślać kiedy Humbert kłamie, a kiedy tylko koloryzuje. Jednak nawet i on przyznaje, że Lo nie była zachwycona nocą z nim spędzoną.

„Ty młocie (…). Ty chodząca ohydo. Byłam świeża jak stokrotka, i coś mi zrobił? Powinnam zadzwonić na policję i naskarżyć, żeś mnie zgwałcił. Ty stary, śmierdzący świntuchu.”

Później jednak zaznacza, że Lolita przyznała mu się do figli z kolegą z obozu i że wcale nie była taka niewinna i nietknięta. Rzeczywiście, bo dziecięce odkrywanie swojego ciała jest tym samym, co stosunek płciowy dwunastolatki z dorosłym mężczyzną.
Nabokov daje nam Humberta do oceny, podrzuca fakty do naszego przemyślenia, a jednocześnie każe tkwić w umyśle „zakochanego” mężczyzny, który opisuje swoje uczucie tak pięknymi słowami, że aż się proszą do cytowania. Jednak słowa są piękne, a czyny obrzydliwe.
Humbert wyrusza ze swoją przybraną córką/kochanką w podróż samochodem po Stanach. W międzyczasie mówi jej o śmierci matki. Dolorez Haze uświadamia sobie, że nie ma nikogo na świecie i jest skazana na tego człowieka. Inaczej trafi do sierocińca, którego panicznie się boi.

collage3

Nie twierdzę, że Lolita była tylko i wyłącznie niewinną ofiarą. Życie w chorej relacji z opiekunem nauczyło ją chorych zachowań. Szybko omotała „staruszka” i nauczyła się zarabiać pieniądze lub zyskiwać różne przywileje za usługi seksualne. Wykorzystywanie w „związku” tych dwojga stało się obustronne, a w głowie Lolity rósł pokrętny plan.

Co ciekawe ich „relacja” nigdy nie wyszła na jaw. Nawet, kiedy osiedli w małym miasteczku, gdzie Lo chodziła do szkoły, a sąsiadki były wścibskie i ciekawskie, nikt nigdy nie przyłapał Humberta na jego obrzydliwych czynach. Żyli sobie w miarę spokojnie, a dopóki zarówno Humbert jak i Lolita dostawali od siebie to czego chcieli (Humbert seks, a Lo pieniądze i pozwolenie na uczestnictwo w kółku teatralnym) wszystko było we względnym porządku. Oczywiście nie obyło się bez problemów wychowawczych, a największym strachem Humberta, oprócz przyłapania, było to, że straci nad Lolitą kontrolę.

„Tyleż naiwna, ile kłamliwa, tyleż urocza, ile wulgarna, równie skora do mrocznych dąsów, jak do różanej radości, Lolita potrafiła stać się arcynieznośnym bachorem, gdy miała taki kaprys. Niezbyt sobie radziłem z jej napadami rozprzężonej nudy, z zapalczywym, namiętnym zrzędzeniem, z luzackim, mętnookim tumiwisizmem, z tak zwanym „świrowaniem”, czyli ogólnie błazeńskim stylem, który uważała za „charakterny” – w chłopięco chuligańskiej manierze. Pod względem umysłowym okazała się obrzydliwie konwencjonalną panienką. Słodki hot jazz, sqnare dancing, maziste melby z czekoladą, musicale, czasopisma filmowe i tym podobne bzdury obowiązkowo trafiały na listę jej ukochań. Bóg raczy wiedzieć, iloma drobnymi monetami nakarmiłem wielobarwne szafy grające, obecne przy każdym naszym posiłku!”

Jednak mimo wszystko Humbert żył wręcz w bajce pedofila. Było mu tak dobrze, że wybiegał myślami daleko wprzód i myślał, co to będzie jak Lolita się zestarzeje i będzie miała te 15-16 lat. Wymyślił sobie, że wtedy wyjadą gdzieś daleko za granicę, ożeni się z nią i (uwaga!) spłodzi sobie następną Lolitę…
W tym momencie chyba ktokolwiek kto miał choć strzępki sympatii do Humberta pojął, że jest on potworem. Dobrze przemyślane panie Nabokov. Tak długo budujesz bohatera czarującego, wykształconego, oczytanego, rzucającego nawiązaniami do wielkiej literatury na prawo i lewo, żeby trudniej było nam go znielubić i manipulujesz naszymi uczuciami i sprawiasz, że czujemy się mocno nieswojo.
Nie ze mną te numery, ale ja byłam od samego początku nastawiona anty do Humberta, ale ogromnie to doceniam i widzę dokładnie, co autor tu robi i jaki jest w tym błyskotliwy i cwany.

6acd162b8a01365302dc32451cd2447a

[teraz to już naprawdę SPOILERY bardzo, ale serio można spoilerować książkę, która została wydana 61 lat temu?]

Wybiegnę sporo wprzód i zdradzę Wam, że Lolicie udało się uciec, ale tylko po to, aby trafić w łapy kolejnego pedofila. Zrobiła to świadomie, bo był znanym scenarzystą, a Lo zakochana w kinie marzyła o zostaniu gwiazdą filmową. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Za trzy lata wysyła list do Humberta i prosi o pożyczkę, bo spodziewa się dziecka, a jej mąż dostał bardzo dobrą ofertę pracy, ale nie mają pieniędzy nawet na podróż.

Zrozpaczony Humbert jedzie zobaczyć 17-letnią Lolitę.

„Żądam, żeby świat dowiedział się, jak bardzo kochałem moją Lolitę, tę Lolitę, bladą i zbrukaną, brzemienną cudzym dzieckiem, ale wciąż jeszcze szarooką, sadzorzęsą, kasztanową i migdałową, wciąż tę samą Carmencitę, wciąż moją…”

Daje jej wybór, czy chce pieniądze, czy chce z nim odejść. Lolita wybiera pieniądze, a także zdradza mu nazwisko mężczyzny, dla którego odeszła. Humbert postanawia go zabić. Scenarzysta był znany z orgietek w swojej willi, w której brali udział także nieletni i Humbert go właśnie w tym domu morduje. Szybko zostaje złapany przez policję, przed którą się wcale specjalnie nie krył, a cała książka jest jego pisemnym wyjaśnieniem dla sądu, dlaczego dopuścił się zbrodni.

To tyle. To cała „Lolita”. Przybliżyłam ją jak mogłam najlepiej dla wszystkich tych, którzy jej nie czytali, albo czytali dawno temu i nie bardzo wiedzą, co o niej myśleć.

Czy jest arcydziełem? Tak. Nabokov to genialny pisarz i świetny manipulant, a także trochę kłamczuch. Nie jest to książka przyjemna, ani miła w czytaniu. Jednak, czy arcydzieła mają być tak banalne, żeby można je określić takimi przymiotnikami jak „przyjemny”, czy „miły”? Absolutnie nie! To książki, które wkręcają się w mózg, zostawiają nas skonfundowanymi i które wymuszają na czytelniku przeżywanie skrajnych emocji. Taka jest właśnie „Lolita”.

„Pewne łagodne duszyczki uznać mogą „Lolitę” za książkę pozbawioną znaczenia, ponieważ nie płynie z niej żadna nauka. Nie jestem czytelnikiem ani autorem prozy dydaktycznej, a za „Lolitą”, wbrew twierdzeniu Johna Raya, nie wlecze się żaden morał. Utwór prozatorski istnieje dla mnie tylko o tyle, o ile daje mi coś, co bez ogródek nazwę rozkoszą estetyczną.” – Vladimir Nabokov

 

Czytaliście „Lolitę”? Co o niej sądzicie? Ile razy podchodziliście do tej lektury i jakie Wam towarzyszyły emocje podczas czytania? Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń.

P.S. Wszystkie okładki różnych wydań „Lolity” pochodzą ze strony Goodreads, a nagłówek i gif znaleziony na Tumblr.
P.S.2 Poprzedni wpis z serii „Książkowo”.

  • „Nienawidzę Humberta. Doceniam „Lolitę”. Nabokov Ty szczwany lisie.” — podpisałabym się ;). Chociaż może „nienawidzę” przeplatało się u mnie z „przeraża mnie” i „żal mi go” (tak, tak, złapałam się początkowo na haczyk narracji prowadzonej przez HH), i to są wszystko rzeczy zaprojektowane przez pisarza, ale mimo wszystko „Lolita” to taka powieść, która mnie autentycznie zmęczyła, przeraziła i było mi po niej niedobrze.

    • W trakcie lektury pisałam nawet na Twitterze, że wzbiera we mnie obrzydzenie podczas czytania „Lolity”, ale zawzięłam się i doczytałam do końca 😉
      Za pierwszym razem czytało mi się ją bardzo ciężko, ale teraz poszło mi całkiem szybko, bo kurczę to jest świetnie napisana książka i Nabokov to utalentowany szczwany lis ^^

      Też miałam momenty, kiedy było mi Humberta szkoda. Po czym przywoływałam się do porządku 😀

      • Hm, może kiedyś się skuszę na powrót, bo czytałam dawno temu, chociaż jak myślę o „Lolicie” to wszystkie te uczucia mam na świeżo — także jeśli się skuszę, to za czas jakiś :).

  • Króliczek

    Bardzo lubię, że nie piszesz tylko o samej książce, ale też przedstawiasz jakąś historie jak na nią trafiłaś. To jest naprawdę super! Tak samo jak pisałaś o 10 ważnych dla ciebie książkach czy jakos tak. Dotąd pamiętam historię z Harrym Potterem 😀 Nie czytałam tej książki i raczej nie będę. Fajnie, że jednak coś tam o niej teraz wiem dzięki twojemu wpisowi. No i jak zawsze tak wszystko ładnie i estetycznie wygląda z tymi okładkami książek. Rosyjska chyba najładniejsza! Jeśli na samej górze trzecia od lewej to rosyjska 😀

    • Mi też właśnie ta okładka najbardziej się podoba! Tak to wydanie rosyjskie 🙂
      Miło mi to czytać, bo o to mi właśnie chodziło w tym wpisie, że jeśli ktoś „Lolity” nie czytał to dzięki niemu może się o niej dowiedzieć więcej, dokładniej, a przy okazji poznać moją opinię 🙂

      Jeśli jakaś książka i moja droga do jej przeczytania ma ciekawą historię to zawsze staram się ją umieścić we wpisie. Chyba, że jest zbyt prywatna 😉

  • Nie czytałam i żałuję, muszę to szybko nadrobić! Dwanaście lat powiadasz…? Na samą myśl robi mi się nieprzyjemnie. A ja myślałam, że Kawabata z jego upodobaniem do piętnastolatek jest dziwny…
    Filmu też nie widziałam, ale jak tak patrzę na te screenshoty to Lolita na dwunastolatkę mi tam nie wygląda – może stąd też inny odbiór? Ten zachwyt Twojej koleżanki? 🙂 Romans dorosłego mężczyzny z 16-latką jeszcze jakoś bym przełknęła, ale 12-latka to dziecko, bohater jest pedofilem, koniec kwestii :P.

    • Aktorka, która gra Lolitę w filmie miała wtedy 17 lat, ale w filmie jest jasno powiedziane, że Lo ma 14 lat, a więc dużej różnicy nie ma… Zresztą nawet jeśliby miała te 16… moim zdaniem to dalej obrzydliwe wykorzystywanie młodziutkiej osoby przez starucha. No taka prawda. Moim zdaniem pedofilia nie kończy się na określonym wieku. Tym bardziej, że to nie tylko wykorzystywanie fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne i łamanie komuś życia.

      Film jest rzeczywiście ładny, pięknie zrobiony i po prostu dobry. Jednak to książka daje nam możliwość odkrycia tego jakim człowiekiem jest Humbert i mamy tylko jego słowa, tylko jego „prawdę”. Film pokazuje, że Lolita była małą uwodzicielką. Naprawdę polecam Ci przeczytać, bo to jednak tego typu „klasyka”, którą trzeba raz w życiu przeczytać i samemu się do niej przekonać, a także odkrywać kolejne „warstwy”.

      Aha i jeszcze jedno. Humberta gra Jeremy Irons i z tym swoim zachwytem i rozkochanym spojrzeniem zmiękczył serce mojej koleżanki do czego sama się przyznała 😀

      • Haha, nie dziwię się! 😀 Chociaż ja mam w pamięci filmwebowe wyznanie jakiejś dziewczyny, która zobaczyła Ironsa po raz pierwszy właśnie w „Lolicie” i został jej po tym uraz na całe życie – w jakiej roli by go nie oglądała, zawsze wydawał jej się obleśny ;).

        Z tą pedofilią masz rację, oczywiście. Chodziło mi tylko o to, że przy mocnym wytężeniu umysłu i dużej dawce dobrej woli jestem w stanie, tak hipotetycznie, uwierzyć, że związek między 40-latkiem a 16-latką mógłby być zdrowy. Musiałyby to być baaardzo specyficzne warunki, ale – no może jakoś by dało radę. Oczywiście nie jeśli sytuacja w książce wygląda tak, jak to opisujesz, bo w takiej sytuacji dokładny wiek Lolity nie robi różnicy. Ale nie znam tekstu, więc niewiele tu mogę powiedzieć :). Za to romans z 12-latką – nie, nigdy, przenigdy, pod żadnym pozorem nie ma prawa być czymś „normalnym”. Znaczy, nie muszę nawet znać tekstu ani zagłębiać się w wyznania bohatera, żeby móc to ocenić.

        A z tym, że „Lolita była małą uwodzicielką” – to dziwne w kontekście tego wszystkiego, co piszesz, bo ta Twoja interpretacja wydaje się zupełnie naturalna i oczywista, ale czy to nie właśnie taki obraz – Lolitki-uwodzicielki – utrwalił się w masowej świadomości? Myślisz, że to w ogóle mozliwe, że czytelnicy tak mylnie zinterpretowali sobie tę powieść, czy to raczej film miał większą siłę przebicia i tak się utarło…?

        • Racja, po tej roli można się do Ironsa uprzedzić, ale to jest bardzo dobry aktor i dla mnie utknął w głowie jako papież Borgia, gdzie też grał człowieka o wątpliwej moralności, ale JAK grał.

          Rozumiem, co mi chciałaś przekazać. Oczywiście „romans” pomiędzy dorosłym facetem, a 12-latką to coś absolutnie złego i obrzydliwego. Zresztą Humbert w książce określa nimfetki (dziewczynki, które są dla niego atrakcyjne) wiekiem od 9 do 14 lat. Dla nas współczesnych, ludzi Cywilizacji Zachodu to jest jawna pedofilia i rzecz absolutnie godna potępienia i kary. Moim zdaniem ta kara jest śmiesznie mała i nieproporcjonalna do krzywd jaką pedofil wyrządza dziecku i to jeszcze na całe życie. Jednak lata 50-te, czyli czasy, w których książka była wydana, nie były jeszcze tak kategoryczne. Granica była dosyć płynna, mężczyźni mogli więcej, zresztą o sprawach seksu się nie rozmawiało.

          Nie chcę wnikać w temat głębiej. Może gdybyś chciała kiedyś w jakiejś wiadomości prywatnej, czy przez mail, ale pedofilia nie kończy się na wieku 15-16 lat, bo stare, za przeproszeniem, capy, które manipulują młodymi, ledwo wchodzącymi w dorosłość płciową dziewczynami to jeszcze inny, obrzydliwy rodzaj zbrodni.

          Co do „Lolity” uwodzicielki. Możliwe, że filmy miały duży na to wpływ. Możliwe też, że ludzie odczytali słowa Humberta jako prawdziwe. Bo on wprost pisze „Lolita mnie uwiodła”.
          Ale też jest inna sprawa – od kilkudziesięciu lat ta książka jest takim trochę owocem zakazanym, a kiedyś dosłownie była zakazana i określona jako pornografia. Myślę, że seksualne zachowania podlotka rozpalały myśli, co po niektórych i uznali Humberta jako bohatera tragicznego, nieszczęśliwie zakochanego.
          Sama wiesz, że w Japonii motyw Lolity jest bardzo popularny, ale tamta kultura ma w sobie ogromny kult młodości i tolerancyjne podejście do pedofilii w popkulturze. To nic dziwnego, że facet w metrze czyta mangę, gdzie gwałcona jest mała dziewczynka. W ich mentalności dopóki coś jest w sferze wyobraźni i nie robi nikomu krzywdy jest ok.

          Podsumowując mój długi wywód – „Lolitę” trzeba czytać jako osoba dorosła, moralnie i mentalnie dojrzała, a także z otwartym umysłem na interpretację tej książki 🙂

          • Rozumiem – ja chyba też nie chcę się w to bardziej zagłębiać. Temat jest ode mnie (na szczęście!) odległy i musiałabym się głębiej zastanowić, żeby napisać coś mądrego na ten temat, a jakoś czuję wewnętrzne fuj na myśl o tym wszystkim… więc może jednak niekoniecznie ;).

            Ja też widzę Ironsa tylko jako papieża Borgię! 😀 Przy czym (co do tej jego wątpliwej moralności) zawsze miałam wrażenie, że twórcy serialu bardzo starają się go wybielić; no niby czasem go poniesie, ale przecież nikt nie jest idealny, takie czasy, to nie jego wina etc. Na początku jeszcze stylizowali go (w myśl haseł promocyjnych…) na mrocznego ojca chrzestnego, ale z czasem zrobił się z niego taki sympatyczny dziadek, co to w sumie chce dobrze, tylko ci przebrzydli kardynałowie mu w tym przeszkadzają. A jeżeli już było w życiorysie prawdziwego Rodriga coś, czego nijak nie dało się wybielić, to to na pewno była wina Juana! Więc ja tego filmowego papieża Borgię lubiłam nawet jako postać, niezależnie od tego, że Irons był w tej roli świetny. Przed prawdziwym pewnie uciekałabym z wrzaskiem ;).
            Przepraszam za offtop, trochę za entuzjastycznie reaguję na hasło „Borgia” ^^.

            O japońskiej popkulturze nawet nie chce pisać, bo takie podejście do sprawy, w narodzie tak dbającym o odpowiednie pozory, jest dla mnie niepojęte. Tylko jedna rzecz – nie wiadomo, na ile takie historie są prawdziwe. Zachód lubi przekoloryzowywać Japonię i robić z niej dziwadło nie z tej ziemii. Może ktoś kiedyś zobaczył kogoś, kto czytał, i zrobiło się z tego „a ci Japończycy to czytają publicznie…!”. Nie wiem, ale ostrożności nigdy za wiele. Ja w każdym razie na własne oczy podobnego widoku nie widziałam. Nudziarze, spali tylko w tych metrach ;).