Jesienne powroty serialowe 2015 #1

Ostatnio na blogu króluje Doctor Who i dobrze wiem, że nie wszyscy z Was oglądają, czy jarają się tym serialem, więc postanowiłam sięgnąć po kolejną po Doktorze tradycję, która wraca w każdym roku na Tylko subiektywnie, czyli jesienne powroty serialowe oraz jesienny sezon nowości serialowych. Dzisiaj zacznę od tych pierwszych. Zapraszam na moją opinię o Castle, The Walking Dead, iZombie i Once Upon a Time.

Castle – o tym, że Stana Katic chce opuścić obsadę mówi się od co najmniej dwóch sezonów. Od zdecydowanie dłuższego czasu plotkuje się o konflikcie pomiędzy nią a Nathanem Fillionem, czyli tytułowym Castle’m i ich wzajemnej niechęci. Podobno Filion zwracał produkcji uwagę na to, że serial nazywa się Castle, a nie Beckett, a od dłuższego czasu to właśnie dla niej pisany jest ciekawszy i bardziej angażujący widownię storyline. Aktorsko to jest dla nich na pewno wyzwanie, żeby grać zakochaną parę. Nie wiem, czy te wszystkie plotki są prawdziwe, ale jakieś ziarno prawdy w tym musi być skoro w mediach społecznościowych zarówno Katic jak i Fillion pokazują się na zdjęciach z planu ze wszystkimi kolegami aktorami oprócz siebie nawzajem. Możliwe, że to po prostu zmęczenie, bo tkwią ze sobą ponad sześć lat, albo ambicja i pragnienie rozwijania się w innych projektach, a nie tylko w tym serialu.

Nie można nie zauważyć, że scenarzyści w ósmym (!) sezonie nakierowują fabułę w taki sposób, że Beckett praktycznie mogłoby nie być. Owszem jest obecna, jest drama z tym, że poluje na nią jakaś grupa asasynów (LOL) i z tym, że aby rozwikłać sprawę musi chwilowo rozstać się Castle’m, co jakoś specjalnie szokujące nie jest, bo on z kolei zdecydował, że chce ją odzyskać, więc i tak za nią lata i pomaga rozwiązywać sprawy. Niby nic się nie zmieniło, ale Castle nie jest już od Beckett zależny. Jeśli naprawdę się rozstaną (mam wielką nadzieję, że tak się stanie), albo Stana postanowi odejść z serialu, czyli pewnie uśmiercą jej postać, to Castle i tak dalej może rozwiązywać tajemnicze morderstwa, bo ma własną firmę detektywistyczną, a jego partnerką jest Alexis, którą widzowie bardzo lubią. Jednak czy będzie w stanie zastąpić Beckett? Nie wiem, ale widzę jakiś potencjał w tym pomyśle. Wreszcie mielibyśmy coś nowego, inną relację pomiędzy głównymi bohaterami, a nie znowu nudny romans.

Szczerze mówiąc to oglądam Castle’a z przyzwyczajenia. Już dawno minęło mi emocjonalne zaangażowanie do serialu, ale czasem miło posiedzieć w wygodnych, starych kapciach. Może brak Beckett wniósłby powiew świeżości i zmusił scenarzystów do bardziej kreatywnego myślenia.

castle

The Walking Dead – ruszyło w szóstym sezonie z przytupem. Pierwszy odcinek był bardzo emocjonujący i zostawił nas na tydzień w takiej niepewności i zawieszeniu, że czekanie tydzień na kolejny było prawdziwą torturą. Tradycyjnie zapraszam do Owcy, gdzie już kolejny rok rozkładamy w komentarzach pod jej recapami TWD każdy odcinek na czynniki pierwsze i jaramy się jak typowe fangirls.

Mimo, że jestem zachwycona fabułą to strasznie przeszkadzało mi zastosowanie czarno-białego obrazu dla retrospekcji. Sorry, ale to jest rozwiązanie dla debili. Rozumiem, że w US podniosły się głosy, że oglądanie TWD jest za bardzo męczące (?!), bo ludzie nie ogarniają, kiedy jest akcja właściwa, a kiedy retrospekcje, ale błagam… niech twórcy ciągną w górę, dla widzów, których bardziej ciekawią relacje pomiędzy bohaterami, ich motywy zachowań, zmiany psychiczne wytworzone w nowym, przerażającym świecie, a nie dla wielbicieli rozwalania mózgów zombiakom. Dla tych drugich jest wiele innych dzieł popkultury i wcale nie muszą TWD oglądać skoro ich tak bardzo nudzi. Jednak i tak uważam, że równowaga pomiędzy rozwojem postaci, a malowniczym zabijaniem szwendaczy jest zachowana. Mam nadzieję, że chwyt z black & white był jednorazową akcją, bo naprawdę nie chcę siedzieć przed ekranem telewizora i czuć się tak, jakby twórcy serialu uważali mnie za idiotkę.

Wiem, że to zabrzmi okrutnie, ale bardzo cieszę się z masakry, która wydarzyła się w Aleksandrii w drugim odcinku. Wreszcie coś wstrząsnęło tymi ludźmi i nie będą patrzeć na naszych Ricków jak na morderców, ale zaczną się ich słuchać, bo przeszli dużo więcej i w tym momencie tylko oni mogą nauczyć ich przetrwania. Poza tym bardzo podobał mi się motyw „nauki”. Ludzie uczą się skutecznie tylko przez doświadczenie. Możesz strzelać do butelek, czy teoretycznie wiedzieć jak zachować się podczas ataku zombie, ale dopóki tego nie przeżyjesz to dalej jesteś przerażoną kluską chowającą się za Rickami. I chociaż Rick mnie od dłuższego czasu przeraża to widzę logikę w jego zachowaniu, nawet tym okrutnym, bo wszystko ma swoje konsekwencje.

Aha i bardzo boję się o Glenna. I Maggie. I Tarę. Serio niech nic złego im się nie stanie!

the-walking-dead-season-6-cci-key-art-1200x-707-1

iZombie to taki przyjemny czasoumilacz, który jako jeden z dwóch seriali z zeszłorocznych jesiennych nowości serialowych został ze mną na dłużej. Co ciekawe, potraktowałam go tak po macoszemu, że nawet o nim nie napisałam rok temu. Byłam pewna, że to taka głupotka na jeden wieczór. Obejrzałam pilot i na długo o nim zapomniałam. Dopiero po wpisie zachwalającym ten serial na blogu Myszy dałam mu drugą szansę i wpadłam jak śliwka w kompot.

Początkowo pomysł na świadomymi zombie wydawał mi się najgłupszy na świecie. Tym bardziej, że dla mnie jedynym słusznym wizerunkiem tej popkulturowej postaci jest ta z powyżej opisanego serialu The Walking Dead. Jednak iZombie jest na tyle sympatyczne, ma fajnych aktorów i pomysł na fabułę, że już dawno przeszły mi uprzedzenia. Twórcom nawet udało się umiejętnie ograć procedural, który jest gatunkiem po jakimś czasie nużącym (jeden odcinek = jedna sprawa do rozwiązania) i trzeba być naprawdę kreatywnym, żeby utrzymywać uwagę widzów.

Bohaterowie, którzy wcześniej wydawali mi się jednowymiarowi dostają głębię w drugim sezonie. Na przykład taki Major, czyli typ dobrego, amerykańskiego chłopca, który ratuje uciśnionych, teraz pokazuje swoją drugą twarz. Wmanipulowany w sytuację bez wyjścia, musi zabijać zombie z listy stworzonej przez Vaughna, bo inaczej ktoś inny zlikwiduje Liv. Major nie radzi sobie z tym psychicznie i zaczyna brać Utopię. Z kolei nasza główna bohaterka, czyli Liv Moore (uwielbiam tę grę słów ^^) dalej rozwiązuje tajemnicze morderstwa jako pani patolog, która pożywia się mózgami ofiar. I tutaj nie można nie pochwalić zdolności aktorskich Rose McIver, która jest świetna w każdym wcielaniu się w charakter ofiar. Za to Blaine jako człowiek trochę skapciał. Niby znowu knuje coś złowrogiego, szantażuje ludzi na lewo i prawo, ale stracił coś z tego swojego dawnego czaru.

Strasznie tęsknię za Lowellem i nie mogę wybaczyć twórcom serialu, że go uśmiercili. Bez niego już nie jest tak fajnie. Jednak Ravi nadrabia swoimi błyskotliwymi odzywkami i ogólnie byciem słodkim misiaczkiem. Mam nadzieję, że wrócą do siebie z Peyton. Niech chociaż ta dwójka zazna trochę szczęścia.

izombie-new-header

Once Upon a Time mnie trochę rozczarowało w poprzednim sezonie. Najbardziej pierwsza część czwartego sezonu (o którym pisałam tutaj), na którą twórcy mieli świetny pomysł, ale wykonanie wyszło przeciętnie. Nawet nie wiem, co poszło nie tak, bo aktorki do roli Elsy i Anny dobrane były idealnie, storyline z Królową Śniegu też był w miarę ciekawy, ale mimo tego, że wszystko było takie ładne i wymarzone to wyszło bez większych emocji i trochę nudno.

Dużo bardziej podobała mi się druga część, gdzie swojego szczęśliwego zakończenia szukały Cruella, Ursula i Maleficent. Efekty specjalne były oczywiście koszmarne. Czy mi się wydaje, czy producenci więcej sypnęli pieniążkiem na storyline z bohaterami z Frozen? Jednak sama historia ciekawiła i była angażująca. Finał to już w ogóle idealne zagranie, bo nasza Wybawicielka Emma Swan stała się Mrocznym w zamian za Rumpelstiltskina.

Bałam się o umiejętności aktorskie Jennifer Morrison i czy podoła roli Tej Złej. Spodziewałam się, że będzie strasznie przerysowana, a przez to śmieszna, a nie straszna. Jednak jak na razie jestem pod wrażeniem, bo szczerze mówiąc Dark Swan jest dużo ciekawsza od swojej dobrej wersji.

Poza tym jest Merida! Amy Manson jest idealnie dobrana do tej roli. Wygląda jak Merida, mówi jak Merida (ten wspaniały szkocki akcent!) i zachowuje się jak ona. Czekam na odcinek poświęcony tylko jej i cieszę, że mamy już do czynienia z kobietą, a nie zbuntowaną nastolatką.

Cieszy mnie bardzo wprowadzenie do serialu legendy o królu Arturze. Tutaj też obawiałam się, że dostaniemy kolejnego, idealnego Prince Charming, ale Artur ma sporo za uszami i wcale nie jest kryształową postacią. Ciekawie też została rozwiązana sprawa romansu Ginewry z Lancelotem. W tym przypadku również nie miałam zaufania do twórców i spodziewałam łopatologicznej pogadanki o wierności i przedstawienie Ginewry i Lancelota w złym świetle. Jednak należą im się brawa za to w jaki sposób poprowadzili ten wątek.

once-upon-a-time-season-5

Jedyne, co mnie na razie drażni w piątym sezonie to postać Zeleny. Serdecznie jej nie cierpię i w momencie, kiedy się pojawia mam wrażenie, że poziom serialu spada. Niech się jej wreszcie pozbędą i wyślą gdzieś daleko. To, że jest w ciąży w Robinem to zdecydowanie najgłupszy wątek serialu. Szczerze mówiąc to nie spodziewam się, że rozwiążą tę sytuację w rozsądny sposób. Pewnie znowu biedna Regina będzie cierpieć, Robin będzie miał rozterki, a przed byłą Złą Królową stanie po raz kolejny wybór pomiędzy dobrem i złem. Nuuuuuuuda. Za to reszta zapowiada się ciekawie, więc już więcej nie narzekam, tylko patrzę z nadzieją na przyszłość Once Upon a Time.

 

Czy moje powroty serialowe to też Wasze umilacze jesiennych wieczorów? Jeśli tak to jak podobają się Wam nowe sezony? A jeśli nie to do jakich seriali powracacie jesienią i dlaczego właśnie do nich?

  • Pełna zgoda co do tych czarno-białych wstawek w TWD. Ugh, pamiętasz tę beznadziejną sepię we wspomnieniach Abrahama? :/ Obawiam się niestety, że te uproszczenia staną się normą, nie będą ryzykować utraty widzów (choć patrząc na numery tego spadku wcale nie widać, wręcz przeciwnie, premiera sezonu miała dwudziestomilionową oglądalność). Zresztą zauważ, co się dzieje z serialami, które próbują równać w górę: AHS miało za niskie słupki i Murphy popełnił „Coven” :/ Hannibal – no, różnie to było z poziomem, ale pod koniec dnia, to był jednak inteligencki serial – padł, bez nadziei na wskrzeszenie :c Ech, szkoda.
    Wiem, że to zabrzmi okrutnie, ale bardzo cieszę się z masakry, która wydarzyła się w Aleksandrii
    Nie okrutnie, a akuratnie 😀 Zbierało im się. I Carol mogła raz jeszcze uratować dzień 😀

    Kurczę, muszę dać jeszcze jedną szansę iZombie. Tak jak Ty, Pilot obejrzałam, o Pilocie zapomniałam. Potem próbowałam oglądać, ale kompletnie mnie ten serial nie wciągnął, wydawał mi się w wielu aspektach sztampowy i przez to męczący. Ale ciężko pozostać obojętnym wobec Twoich i Myszowych zachwytów 🙂

    • No właśnie nie wiem o co do końca chodzi, bo nie widać spadku oglądalności TWD, a oni i tak dmuchają na zimne. Sepia była obrzydliwa, ale tłumaczyłam sobie tym, że to nowa postać i może dlatego tak -_- Jednak czarno-biały obraz jest jeszcze gorszy i tak mnie to wytrąca z oglądania… Nie podoba mi się to, no ale cóż.

      AHS z sezonu na sezon jest gorsze. Freak Show nie dało się oglądać. Hotel widziałam tylko pierwszy odcinek, ale też jakoś mi nie pasuje. Za mało horroru, za dużo dobrze przemyślanego „szokowania”.

      Carol, która w sekundę z housewife zamienia się w badassa <3
      Haha i jeszcze zapiekanka się zdążyła elegancko upiec 😀

      Daj iZombie szansę koniecznie! Ja się świetnie bawię przy tym serialu i jeszcze są naprawdę fajne nawiązania do popkultury 🙂

      • czarno-biały obraz jest jeszcze gorszy i tak mnie to wytrąca z oglądania…
        Dokładnie! Tak strasznie wyrywa to z immersji, kompletnie nie pasuje do dotychczasowej konwencji serialu i wygląda to dosłownie jakby nałożyli sobie dla jaj filtr z Instagrama >.<

        Wciąż nie obejrzałam Freakshow, nie widziałam też nowych odcinków z Hotel, jakoś zupełnie mnie nie ciągnie. Ano właśnie, to tanie szokowanie było imho jednym z największych problemów Coven :/

        I to, jak Melissa McBride przenosi te zmiany na ekran, nigdy nie przestanę się zachwycać jej kunsztem aktorskim <3

        Będę miała iZombie na uwadze, kiedy wpadnie mi trochę więcej wolnego czasu 😀

  • Kot Bury

    iZombie jest znakomite, też obejrzałam pilot w czasie premiery serialu i potem na długi czas o nim zapomniałam. Ale wygrzebałam go znowu, kiedy szukałam czegoś na odtrutkę po fatalnym sezonie Hannibala (i w nosie mam to, że plecy Richarda były bardzo ładne, skoro po frajersku licząc na epicki sezon, dostałam to, co dostałam) i okazało się, że iZombie daje tyyyle radości :D.

    • Oj tak iZombie to taka urocza przyjemnostka 🙂
      W ostatnim sezonie Hannibala Fuller mocno popłynął ze swoim zwyczajem przypodobania się fandomowi. Zresztą tak jak napisałam we wpisie o książkach o Hannibalu ( http://www.tylkosubiektywnie.pl/2015/09/ksiazkowo-1-czerwony-smok-milczenie-owiec-hannibal-hannibal-poczatek.html ) to ta seria ma pecha w tym, że jej twórcy, czyli zarówno Harris w książkach jak i Fuller w serialu za bardzo skupiają się na żądaniach/pragnieniach fanów, a za mało na konsewentnym i logicznym prowadzeniu postaci.
      Miałam zresztą napisać o trzecim sezonie, ale tak mnie zdegustował, że mi się odechciało -_-

  • „Once” taki dobry <3 Każdy kolejny odcinek coraz lepszy! Chociaż co do Zeleny się nie zgodzę – ja ją uwielbiam 😛

    • Sporo fanów serialu lubi Zelenę, ale ja za nią nie przepadam. Trochę z winy tego, że nie darzę sympatii aktorki, która ją gra (ale lubiłam ją w LOST i tylko tam), ale w dużej mierze też dlatego, że ogromnie rozczarowało mnie lenistwo scenarzystów, gdzie ZNOWU okazało się, że główny „zły” jest rodziną, któregoś z naszych bohaterów. Nuuuuuuda. Poza tym postać, której jedynym motywem działania jest zazdrość mnie nie przekonuje.

  • Ojej jakoś zupełnie przegapiłam powrót „iZombie”, a pierwszy sezon tak bardzo mi się podobał. Dzięki za przypomnienie 😉
    Jeżeli chodzi o „Once Upon a Time” to również uwielbiam postać Meridy i mam nadzieję, że będzie miała do odegrania dość sporą rolę, bo jak na razie to trochę jest jej mało w serialu. Zelenę lubiłam kiedy była „tą złą” sezonu, a teraz scenarzyści chyba nie wiedzą co z nią zrobić, przez to i postać Robina jest strasznie irytująca, do niego też niestety powoli tracę sympatię. Ale za to zgadzam się z Tobą co do Jennifer Morrison, „Mroczna Emma” w jej wykonaniu jest naprawdę świetna 🙂