Doctor Who s09e06 | The Woman Who Lived [SPOILERY]

Kolejny serial w tym tygodniu, który zostawił mnie zrezygnowaną i zniechęconą. Pierwszy to The Walking Dead, o którym rozpisałam się w komentarzach u Owcy, a drugi to niestety Doctor Who. Mimo absolutnie różnych wydarzeń zdenerwowało mnie dokładnie to samo, czyli stare chwyty scenarzystów, które bardzo dobrze znamy i swoją powtarzalnością rozczarowują. The Woman Who Lived to dobry odcinek z ciekawą fabułą, ale nie liczy się sama historia, ale przede wszystkim to w jaki sposób została opowiedziana. Niestety, ale wydaje mi się, że gdzieś po drodze twórcy zgubili magię serialu. Mają dużo większy budżet na efekty specjalne i Doctor Who w 2015 roku wygląda zdecydowanie lepiej niż w 2005, ale nie widać już serca i miłości, jaką kiedyś wkładali w swoją pracę.

Nie lubię Dwunastego w tym odcinku. Nie lubię jego braku odpowiedzialności i że przez 800 (!) lat nawet nie sprawdził, jak sobie radzi Ashildr. Przecież sam dobrze wie jakim ciężarem jest nieśmiertelność, ile bólu przynosi tracenie bliskich i patrzenie jak wszystko, co kochasz umiera. Dla niej to było nawet jeszcze większe brzemię, bo nie może sobie hasać po Wszechświecie, ale brnąć dzień po dniu przez kilkaset lat.
Doktor ma jeszcze czelność wołać oburzony, że przecież uratował jej życie. Nie mój drogi kosmito, ty ją uwięziłeś i jeszcze spodziewałeś się, że będzie po kilku stuleciach tą samą, wesołą dziewuszką? Gdzie jakakolwiek empatia Doktora? Skoro jest aż tak bardzo alien to czemu Clara mu nie zwróciła uwagi, że może wypadałoby Ashildr odwiedzić, co jakiś czas i jej po ludzku pomóc. Ba… on nawet nie planował jej ponownie zobaczyć, bo przecież w tym odcinku ich spotkanie to był przypadek.

Dobra stało się, Doktor jest dupkiem, spoko. Jest też tchórzem, bo boi się wziąć na pokład TARDIS istoty prawie, że mu równej. Łatwiej jest co jakiś czas zmieniać towarzyszki i jako zwykłym „jętkom” imponować im ogromem swoich możliwości. Kobieta prędzej, czy później umrze, albo ze starości, albo podczas jednej z niebezpiecznych przygód, albo utknie w równoległej rzeczywistości. Ashildr byłaby z nim „zawsze”, więc mógłby się nią znudzić, albo zapragnąć towarzystwa nowej osoby i wtedy rozstanie przebiegałoby trudniej. Oczywiście rozumiem fakt, że Dwunasty nie chce jej jako towarzyszki, bo jest „zła”. Dlaczego, więc nie wziął jej wcześniej, kiedy jeszcze była dobra?

p035ws3q

Przykro mi to pisać, ale Maisie Williams nie dała rady. Jej postać jest absolutnie fascynująca, ale ona nie umiała tego aktorsko oddać. Przez cały odcinek myślałam, że przebaczyłabym wszystkie wady The Woman Who Lived, gdyby Lady Me zagrała inna, bardziej utalentowana aktorka. Kurczę to mogła być niesamowicie intrygująca bohaterka, a ja jej nie widziałam. Jedyne, co zobaczyłam to kawał świetnego pisania (Ashildr jest napisana genialnie!) i starającą się Maisie Williams. Dopóki grała rezolutną, sympatyczną dziewuszkę w The Girl Who Died to było dobrze, ale jak już przyszło do większego wyzwania to niestety Maisie zawiodła. Absolutnie jej nie obwiniam, bo to młodziutka dziewczyna, która się uczy i dopiero wychodzi z typowo dziecięcych ról (głównie dzięki Grze o tron). Jednak ani na chwilę nie uwierzyłam, że ta osiemnastolatka (a wygląda młodziej) rozpacza nad stratą swoich dzieci, czy wielu ukochanych, mężów i tak dalej. Bardzo ją lubię, ale na taką rolę jest dużo za wcześnie. Tym bardziej, że jej postać jest dopisana do serialu trochę na siłę i obawiam się, że chodzi o sławę Maisie i że może przyciągnie do DW fanów Gry o tron.

Smutne spojrzenia Doctora rzucane na Clarę „delikatnie” sugerują, że na nią już pora i musimy przygotować się na odejście kolejnej towarzyszki. Trochę smutno, ale i tak już dawno showrunner nie ma pomysłu na tę postać.

Lew Leo był kompletnie zbędny. Na jego miejscu mógłby być jakikolwiek inny kosmita.

Aha no i oczywiście w zwiastunie kolejnego odcinka możemy zauważyć, że Moffat znowu, po raz już nie zliczę który, ożywia bohaterkę, która była martwa. Tracę cierpliwość do tego serialu.

 

A Wy co uważacie o The Woman Who Lived? Widzę, że zdania fanów są bardzo podzielone i skrajne. Jaka jest Wasza opinia?

  • aktorsko to była porażka i ze strony doktora i ze strony Maisie. Kompletnie nie przekonująca postać, jak dla mnie wyglądająca na 12 latkę a nie 18 latkę…. Fajny pomysł, ale wykonanie beznadziejne. I jeszcze ta końcówka że doktor zobaczył ją na zdjęciu, powinien się ucieszyć, spotkać się z nią cokolwiek a nie od niej uciekać i jeszcze nie mówić o niej Clarze, która na pewno chciałaby ją odwiedzić. Myślę że ten odcinek miały o wiele więcej do zaoferowania gdyby tam była Clara, która mogłaby troszkę bardziej empatycznie podejść do postaci Maisie.

    • Nareszcie oglądasz nowy sezon 😀
      Maisie wygląda bardzo młodo i dałabym jej w porywach piętnaście lat. Dlatego ten cały wątek z dziećmi wydawał mi się mocno nie na miejscu i niezwykle okrutne było ze strony Doktora unieśmiertelnić tak bardzo młodą osobą, która nie ma szansy dorosnąć fizycznie (trochę podobnie jak w Wywiadzie z Wampirem, gdzie też jest kobieta uwięziona w ciele dziewczynki). Ta postać jest bardzo ciekawa i kurczę gdyby ją zagrała taka Natalie Dormer (<3) na przykład to mógłby być jeden z najbardziej fascynujących odcinków serialu. Wiliams nie ma jeszcze odpowiedniego doświadczenia do tej roli i fizycznie też nie pasuje. To jest po prostu bardzo zły casting, ale myślę, że zdecydowała popularność aktorki, a nie jej predyspozycje.
      Dwunasty to już nie jest Doktor, którego lubię. Prowadzenie jego postaci jest tak niekonsekwentne i tak zrobione na odwal, że mam go powoli dosyć. Może Moffat myślał, że wystarczy świetny aktor i on odwali za niego całą robotę? No cóż nie wyszło.
      Też nie rozumiem, czemu robi tajemnicę przed Clarą. Teraz Ashildr będzie pewnie tą "złą" i w jakiś sposób będzie przyczyną odejścia Clary.

      • nieee… nieee tylko nie to… mam nadzieję że tego moffat nie zrobi bo mu nie wybaczę. Zgadzam się w 100%%% że Natalie Dormer byłaby o milion razy ładniejsza 😉 znaczy lepsza od niej 😀

        • Hehe nikt mnie nie zna tak dobrze jak Ty 😛

  • Wiem, że zaraz nowy odcinek, ale jak widać jakoś mam takie delikatne spóźnienie w oglądaniu tej serii ;). Ale nadrobiłam! Mogę od razu o dwóch odcinkach tutaj?

    Zgadzam się, że „The Girl…” to był taki odcinek od początku, gdzie człowiek siedział i robił coś w rodzaju „przygoda! Wikingowie! dziwni kosmici! juppi!” ;). A motyw z twarzą Doktora był bardzo chwytający za serce, ech :). Przy czym tak, też zauważyłam, że tych załatwionych wikinków z początku nikt nie opłakuje, bo najpierw się boją, co będzie, potem się cieszą, potem opłakują Ashildr… No, to taka trochę amnezja dla wygody. Swoją drogą szkoda, że nie było nawiązania do wizyt u Wikingów z Classic Who — zawsze mi brakuje czegoś takiego, skoro ma się te 60 lat serialu, to można kombinować.

    Natomiast co do „The Woman…” to kilka spraw mnie tam też zastanowiło: czy Ashildr serio mogłaby w ogóle mieć dzieci? I czy twórcy zapomnieli, że Doctor nie tyle jest nieśmiertelny, co długowieczny? Trochę to tak, jakby zachwycił ich pomysł, ale nie do końca zaplanowali całe rozwiązanie (mimo wszystko jednak odcinek mi się podobał, był nawet super kiczowaty obcy ;)).

    I tak sobie jednak myślę, że Williams zagrała to tak, jak dostała w scenariuszu: nie rozpacza, bo nie pamięta albo wypiera, stąd te uczucia są dość chłodne. Zastanowiło mnie za to co innego: ta przemiana niemal deus ex machina (ależ jednak jej zależy! Bo…?) i to, że nikt nie pamięta, że niemal Swifta nie ukatrupiła. Wszyscy doznają takiej zbiorowej amnezji „obcy – ratunku – o, już dobrze, więc oklaski”. Takie to tło jest zbyt… stoickie?

    • Przeszkadza mi w tym serialu, że często jest tak, że są pewne postacie, które są przeznaczone na stracenie (na przykład Wikingowie na początku odcinka) i mogą ginąć tragicznie całymi tabunami, a jest jedna postać, którą koniecznie trzeba ratować i jej życie jest ważniejsze od życia innych.
      Nie podoba mi się też ta amnezja Doktora, kiedy zapomina o rodzinach dawnych towarzyszy, albo nawet nie wspomni, że już był u Wikingów. Kurczę scenarzyści mają w rękach taki pisarski rarytas, że mogą korzystać z 60 lat serialu, a oni o tym zapominają i cały czas tworzą coś nowego, co będzie bardziej epic i cool.

      No właśnie też się tak zastanawiałam co z tymi dziećmi. Po pierwsze Ashildr w „The Girl…” jest przestawiona bardziej jako dzieciak, a nie kobieta. No i spoko fizycznie pewnie mogła mieć dzieci, ale ten bardzo młody wygląd aktorki i posiadanie dzieci… jakieś to było dla mnie niesmaczne.

      Poza tym ten kamyk/przycisk, dzięki któremu została nieśmiertelna miał ją zawsze „naprawiać” i sprawić, że jej ciało stanie się nieśmiertelne, a więc też nie widzę to logiki, że mogłaby mieć dzieci skoro jej organizm działa zupełnie inaczej niż w naturalny sposób i stała się podobno hybrydą, co zaznaczył Doktor.

      Doktor nie jest nieśmiertelny, ale Ashildir też nie. Oboje nie umrą z naturalnych przyczyn (starość), ale jeśli ktoś ich skutecznie zabije to wtedy tak.

      Zakończenie odcinka było mega dziwne. Nagle zła kobieta, która dla swojego celu chce zabić Swifta i nie ma z tym problemu, a nagle BUM i jednak nieeee… jednak jest dobra. Głupie.

      Ludzie w wiosce też zareagowali jakby wizyty kosmitów to nie było wielkie halo. Takie ludziki jak tło z gry komputerowej – ktoś nas atakuje to krzyczymny i uciekamy, a jak ktoś nas ratuje to bijemy brawo i idziemy do karczmy na jednego 😉

      • Właśnie, właśnie. Dlaczego potem nikt o tych „randomowych” postaciach nie wspomina? To mnie tak razi. Jakby inne postaci w ogóle nie były z nimi związane w jakikolwiek sposób.

        A właśnie, a propos epic i cool — mam wrażenie, że odcinki z Ashildr mimo wszystko mi się podobały, bo to były takie odcinki „niefinałowe”. Bo to jest taka seria składająca się ciągle z finałów (Doctor ginie! Ostateczny przeciwnik! Zagłada! Wybuchy!). Jeszcze stacja podmorska właściwie taka nie była — a przynajmniej nie do końca — ale oglądając dzisiaj Zygonów już nie mogłam się powstrzymać przed tym uczuciem. Nie wiem, jak uważasz?

        Z tymi dziećmi — dokładnie, chodziło mi właśnie o to, że skoro ta obca technika dziewczynę „naprawia”, to niekoniecznie znaczyłoby to, że ciąża w ogóle przebiegłaby u niej normalnie. Stąd jakoś ten wątek mnie zastanowił (bo to, że Ashildr wygląda jak dziecko, to nawet stanowiłoby ciekawy kontrapunkt — coś jak z „Wywiadu z wampirem”). A z hybrydami to chyba coś będzie w finale, bo ciągle się przewijają ;)?

        Uwaga o tle jak z gry — no, dokładnie, w dodatku z takiej raczej słabej gry.

        • Nie oglądałam najnowszego odcinka, jutro spróbuję znaleźć czas i żeby wreszcie wpis był w miarę na czas 😉

          No tak hybrydy to chyba taki temat sezonu. Pewnie spróbują to połączyć z zejściem/odejściem Clary.

          Uwaga o „finałowych” odcinkach. Też te je tak odbierałam. Mimo wszystko, że „The Girl…” i „The Woman…” takie nie były to i tak mi się średnio podobały. Szczególnie ten drugi, który mnie zostawił rozżaloną na ten serial, a raczej jego nowe, moffatowe wydanie.

  • Alumfelga

    No, pierwsza część zapowiadała lepszą drugą niż ta, którą faktycznie dostaliśmy. Mam wrażenie, że wszystko w tym odcinku podporządkowano Ashildr (o niej zaraz), a reszta poszła metodą odznaczania kwadracików. Doktor? No, nic nie robi, ale jest. Kosmita? Stereotypowy jak w najgorszych czasach Classic Who, ale odhaczony. TARDIS? Na końcu jedna scena, nie możecie powiedzieć, że nie ma. Towarzyszka? A musi być koniecznie, bo mi nie pasuje do fabuły? No dobra, też niech się pojawi na końcu, nieważne, że wcześniej chciała przygód jak ktoś uzależniony, niech teraz będzie, że nie ma czasu, bo się poświęca pracy. Humor? Hm, spróbuję ponaśladować Moffata, w efekcie jest niegrzeczny, obrażający ludzi Doktor i nieśmieszne seksualne żarty. Ludzie złoci, to są ci najlepsi z najlepszych, tak licznie podobno chcących pisać do Doktora Who?

    A Ashildr została napisana nieźle, chociaż dałoby się nieco bardziej odkrywczo. Jednak aktorsko… Nie wiem, jak wielką gwiazdą jest pani Williams, ale w niektórych scenach po prostu grała kompletnie obok serialu, obok odcinka, obok wszystkiego. Może reżyser nie dał rady dać odpowiednich wskazówek, może scenariusz mógłby być lepszy, fakt faktem, że jak na tak szeroko reklamowaną postać, wręcz będącą szyldem tego sezonu, Lady Me jest rozczarowaniem. Miała parę dobrych scen i w tym odcinku, ale łańcuch jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo.

    Taki piękny XVII wiek i nic żeśmy z niego nie zobaczyli!

    • Nareszcie ktoś się ze mną zgadza i to jeszcze dodaje argumenty, o których nie miałam pojęcia, ale też się z nimi zgadzam!

      Dokładnie. Pierwsza część zapowiadała lepszą drugą, a wyszedł klops i to niesmaczny na dodatek. Ashildr była na pierwszym planie, a reszta postaci i to do cholery głównych, czyli Doktor i towarzyszka zostali do niej „dopasowani”. Twórcy serialu okazali tym brak szacunku wobec wieloletnich fanów serialu, bo znamy Doktora, wiemy jaki jest i na pewno nie jest kimś, kto daje człowiekowi nieśmierteloność i zostawia go samemu sobie na 800 lat!

      Lubię Williams, ale co raz częściej widzę jej braki w aktorstwie. Jako Arya w Grze o tron jest cały czas taka sama, z jednym wyrazem twarzy, z jedną jedyną motywacją, ale obarczałam winą scenarzystów. W „The Woman…” pokazała, że jest aktorką bardzo średnią. Możliwe, że źle poprowadzoną, ale upieram się przy tym, że ten odcinek z bardziej utalentowaną aktorką byłby dużo lepszy w odbiorze.

      W ogóle mało widzimy z dawnych czasów, do których cofa się Doktor, bo zaraz pojawiają się kosmici plus drama plus szaleństwo i dana epoka staje się jedynie rozmytym tłem i ładnymi strojami. Wyjątek stanowiły chyba jedynie Pompeje. Szkoda, że nie dostajemy odcinków, gdzie Doktor po prostu pokazuje towarzyszce konkretną epokę/czas/sławną postać.

      • Alumfelga

        W ogóle to bardzo zależy od tego, o czym jest dany odcinek – ten o Szekspirze skupia się, z definicji, na Szekspirze (chociaż tam jest tyle świetnych scen Doktor-Martha, że przez długi czas byłam przekonana, że napisał go RTD! Ale one są w tle i chyba gdzieś dopiero za piątym razem wyłapałam wszystko, co się pomiędzy nimi dzieje) i dostajemy jakąś tam trochę przetworzoną wersję tamtych czasów. Pompeje też pod to podpadają (ta rodzina jest cudownie współczesna i jednocześnie uniwersalna z tym „jak tyś się ubrała, nie wyjdziesz tak na miasto”, „wszystkie dziewczyny w Rzymie tak chodzą”:D ), z kolei Human Nature/The Family of Blood daje nam wierne odwzorowanie czasów, w których się odbywa, z pozytywną postacią Joan wygłaszającą rasistowski komentarz i drugą pozytywną, Johnem, udzielającą zgody na to, żeby większy chłopak pobił młodszego, bo właśnie ludzka natura (i czym się od człowieka różni Doktor) jest tematem odcinka. Także ja tutaj stoję na stanowisku, że w odcinkach historycznych przedstawienie świata zależy od tego, co się chce opowiedzieć (dlatego nijak mi nie przeszkadzają te węże elektryczne i rogi w hełmach u wikingów) i wcale w nich nie trzeba wiernie czy dogłębnie oddawać epoki, jeśli dobro historii tego wymaga.

        Ale tak, znikły nam jakoś te odcinki historyczne, nie?

        Ten konkretny odcinek mógł odbywać się wszędzie. Dla charakteru Ashildr nie ma znaczenia, czy będzie się dział w XVII, XXI czy XXV wieku, odpowiedni wybór daje jednak dużo dodatkowych możliwości – Ashildr nudząca się w – dla nas ciekawej – przyszłości ma zupełnie nowy wydźwięk, Ashildr wyzbyta z uczuć inaczej wygląda w epoce romantycznej, a inaczej w wiktoriańskiej. Więc dało się tu stworzyć jej jakieś tło, skontrastować ją – albo nie – z ludźmi danej epoki, tymczasem nijak to nie zostało wykorzystane. A szkoda.