Nieposiadanie bloga to ulga

W moim przypadku chwilowa, bo jednak wróciłam (znowu!), ale jednak ulga. Dlaczego? Bo mogłam wreszcie czytać książki i oglądać filmy bez tej nieustępliwej czujki w głowie, która mówiła: „napisz o tym!”, „zanotuj tę i tę myśl”, „no zrób pauzę i zanotuj, bo inaczej zapomnisz”, „zacznij pisać wreszcie, bo zapomnisz o wszystkich swoich przemyśleniach”. Ten głosik obowiązku sprawiał, że straciłam przyjemność z odbierania fikcji i postanowiłam bloga porzucić. Poza tym sama blogosfera mnie ostatnio męczy. Ten pęd do profesjonalizacji swoich stron i coachingowe porady „blogerów, którym się udało” (rozumiem przez to utrzymywanie się z bloga, bo chyba o to im głównie chodzi?), co zrobić, aby twój blog był lepszy/ładniejszy/bardziej znany i jak budować „markę”… eh. Nie znoszę coachingu wielkim kawałem serducha. Jestem pewna, że za kilka lub kilkanaście lat przyszli studenci psychologii będą śmiać się w kułak z tych dziwacznych metod motywacji i tłumaczeń „jak żyć, żeby być tak zajebistym jak ja”. Dlatego przykro mi patrzeć, że ten sposób zarabiania pieniędzy staje się modą w blogosferze.

Bardzo tęsknię za czasami, kiedy pisaliśmy zupełnie anonimowo tworząc swoje internetowe „ja” poprzez awatar i treść bloga. Nieważne były standardowe „brzydkie” szablony” i to, że komentarze nie były podłączone pod social media. Nieważna była „marka” i „wizerunek”. Blog to był kawałek miejsca w sieci, gdzie mogliśmy pogadać o rzeczach, o których nie było z kim porozmawiać w realu. Może dlatego tak wielbię Pyzę? Bo jest tajemnicza i nie bije po oczach zdjęciami dzieci, męża, wujka, chomika, tego, co zjadła o danej godzinie, gdzie była, czemu zrobiła zdjęcie i ile lajków pod nim zebrała.* Pyza skupia się na pisaniu i widać, że ma z tego frajdę. Trochę jej tego zazdrościłam i zastanawiałam się nad założeniem nowego bloga, pod pseudonimem i bez spiny, że jakiś „znajomy” coś przeczyta bez zrozumienia, a potem będzie miął ozorem jaka jestem głupia i nie mam co robić, bo wypisuję bzdety w internecie. Jednak po przemyśleniu uznałam, że tylkosubiektywnie to moje kochane miejsce, gdzie poznałam i rozmawiałam z fantastycznymi ludźmi o zainteresowaniach podobnych do moich i byłoby mi smutno to wszystko stracić.

Aha i jeżeli już w tym momencie coś Ci ściska dupkę to serdecznie radzę rozluźnić pośladki i wziąć parę głębokich oddechów. Absolutnie nie uważam, że powyższe blogerskie zachowania są czymś złym lub gorszym. Myślę, że to po prostu nie dla mnie. Ja się w tym nie odnajduję i gdybym się w taki sposób zachowywała to grałabym kogoś kim nie jestem. A po co i dlaczego? Zarówno na poprzednim blogu jak i na tym podkreślałam i cały czas podkreślam, że moim celem nie jest zarabianie na nim. Blog to nie jest moja praca, ale przyjemność. Dlatego nie muszę być systematyczna, wymyślać chwytliwych tytułów wpisów, płacić za reklamę na facebooku, czy dbać o integrację z ważniejszymi od siebie blogerami lub jeździć na blogerskie spędy. Mogę być tak introwertyczna jak tylko pragnę.

Serio podziwiam, że są ludzie, którzy to wszystko robią i tworzą ze strony internetowej małe przedsiębiorstwo, na którym zarabiają pieniądze. To fantastyczna sprawa, że mogą utrzymywać się ze swojej pasji i robią to co lubią. Jednak widzę, że to bardzo ekstrawertyczny świat.** Poza tym tam gdzie pojawiają się pieniądze tam zaczyna się obowiązek i praca, a z czasem przymus, a tego bym bardzo nie chciała, bo to miejsce jest dla mnie odpoczynkiem i mam nadzieję, że chwilą oddechu i przyjemności również dla Was. A przymus i kalkulację w pisaniu bardzo szybko da się wyczuć.

Aha i chciałabym napisać o jeszcze jednej sprawie. Usunęłam swoje konto z ask.fm, bo fajnych pytań było coraz mniej, a natarczywe dopytywania o moje sprawy osobiste, a wręcz intymne były po prostu głupie i bezczelne. Ogromnie cenię swoją prywatność, więc nie będę się nią dzielić z obcymi ludźmi. Jeżeli chodzi o moje konta na Twitterze i Instagramie to oczywiście możecie prosić o pozwolenie na obserwację i z chęcią Was zatwierdzę w gronie moich znajomych. Oczywiście pierwszeństwo będą mieli Ci, których kojarzę z bloga/blogosfery i z kim zamieniłam choć kilka słów. Z góry uprzedzam, że nie będę pozwalać na obserwację pustym kontom. Chyba, że komuś bardzo zależy to niech do mnie po prostu napisze prywatną wiadomość lub mail na tylkosubiektywnie@gmail.com
Większość Was Dziubaski, z którymi rozmawiam pod wpisami lub na Facebooku bardzo dobrze kojarzę, więc nie będzie żadnego problemu. I dziękuję, że jesteście tu z powrotem.

*Oczywiście nie myślę, że dzielenie się tym wszystkim w social media jest złe itd. Przeszkadza mi nadmiar. Jest sporo blogerów, których pochowałam z tablicy na Facebooku, bo mnie najzwyczajniej w świecie męczyli nadmiarem informacji, które mi do niczego nie są potrzebne i wcale nie chcę ich znać.
**Po raz kolejny zaznaczam, że nie uważam, że jest to świat, który uważam za gorszy. Po prostu nie jest dla mnie.

  • Króliczek

    Nie bierz za złe ludziom ze chcą wiedzieć więcej o blogerze. Ja czytam blogi ciekawych ludzi i czasami tematyka nie do końca mnie ciekawi, ale i tak przeczytam bo lubię tą osobę. Fajnie ze nie spamujesz duperelami ze swojego życia ale może tak całkiem się nie zamykaj bo sama tematyka bloga może znudzić a bloger to już chyba nie raczej. Szkoda ze usunęłaś aska, bo lubiłam sobie poczytać chociaz nie mam tam konta. A co do couchingu to blogerzy dopiero zaczynają ale pół jutuba zarabia szmal w ten sposób. Mnie to nie przeszkadza niech sobie mają ale te całe wykłady to nie są po to żeby motywować tylko ludzie na nie idą bo chcą spotkać znanego jutubera.

    • Oj coaching to temat rzeka. Słusznie zauważyłaś/łeś, że jeśli chodzi o „wykłady motywacyjne” gwiazd youtube to większość ludzi przychodzi ze zwykłej ciekawości i pragnienia spotkania tej osoby z internetów, którą lubią.

      Jeśli chodzi o zamykanie się to tego nie robię. Jestem otwarta na dyskusję, ale na temat. Prywatność to moja sprawa. Jeśli ktoś chce wiedzieć o mnie więcej to niech napisze, a ja z chęcią porozmawiam. Mamy wybór jako rozmówcy, o czym chcemy rozmawiać i wcale nie mamy obowiązku odpowiadać na pytanie, na które nie chcemy z różnych powodów udzielić odpowiedzi.

  • Tak sobie czytam i muszę powiedzieć, że bardzo się z Tobą zgadzam. Mam wrażenie, że gdzieś tam duża grupa blogerów zapędza się w korzystaniu z tych wszystkich poradach wprost z wesoło płonącego miejsca w salonie, które chciało być „internaszynal” i gdzieś powoli w tym zanika idea pisania z przyjemności. Tak jak i Ty nie wiem, czy to dobrze, czy też źle – ale wiem, że to nie dla mnie. Jasne, pewnie mam trochę za uszami (bywa, że trochę spamuję na FB, ale to z ekscytacji popkulturowymi wiadomościami), ale tym takim czynnikiem nadrzędnym w moim pisaniu jest pasja. Czasem pasja zbyt szeroko zakrojona (która prowadzi do siedzenia po kilka godzin dziennie nad jednym recapem), ale jednak pasja. I bardzo lubię miejsca, w których ta pasja jest widoczna – tak jak u Ciebie.
    Innymi słowy – cieszę się, że wróciłaś i wspieram Cię w Twojej decyzji 😉

    • Awwwwww bardzo mi miło po przeczytaniu Twoich słów 🙂
      Oj tak pasja i przyjemność z pisania to coś wspaniałego, a także widocznego również przez odbiorców. Podziwiam Cię, że poświęcasz tyle czasu i pracy na swoje wpisy. Raczej rzadko piszę komentarze (bo mam mało dodania do tematu), ale jestem i czytam regularnie.
      Coś mi zgrzyta z tą profesjonalną stroną blogosfery. Tym bardziej, że widać, że głównie jest prowodyr, a za nim następcy itd. Gdzieś w tym wszystkim gubi się przyjemność z pisania, a rodzi poradnictwo biznesowe. Sporo blogów porzuciłam przez podobną kalkulację, bo widziałam niekorzystne dla mnie zmiany, czyli tak bardzo przemyślane słowa kluczowe, że aż puste, większy wkład w wygląd bloga niż treść i tyle wpisów pod sponsorów, że znikały te „normalne”.

      O spamowanie to chodziło mi o prywatę, czyli tematy dotyczące życia osobistego (gdzie kto był, z kim, co zjadł, ile zapłacił, ile fotek zrobił, lajków zebrał itp.). Jeśli śledzę czyjś blog to głównie przez jego tematykę, a prywatne sprawy można załatwiać na prywatnym profilu. Jednak ostatnio to się zaciera jakby ludzie nie chcieli prywatności, a wszystko przeżywali na pokaz, bo dane wydarzenie się nie liczy bez opisu/zdjęcia na facebooku i zebrania pod nim satysfakcjonującej liczby lajków.

      • No, to teraz jest nam obojgu bardzo miło, dzięki 😉
        Chyba trafiasz w punkt, pisząc: „Gdzieś w tym wszystkim gubi się przyjemność z pisania, a rodzi poradnictwo biznesowe.” Ale kto wie, może takie rzeczy sprawiają niektórym przyjemność?
        A z tą prywatnością to prawda. To trochę, jakby ten szeroko rozumiany „celebrytyzm” przenosił się też na blogerów. I ok, jeśli jest się osobą publiczną (a wielu „tych” blogerów, się takimi powoli staje), to niby wiadomo, że gdzieś ta prywatność wyłazi. Ale zawsze można jej przecież zamknąć drzwi.
        W każdym razie – czuję się rozgrzeszony ze spamowania 😉

        • Ależ kim ja jestem, żeby rozgrzeszać 😛
          To fakt, że pewnie ci ludzie czują przyjemność z rozwijania marki i tak dalej, ale nie na Boga nie podpinają swojej filozofii pod całą blogosferę i niech nie ogłaszają swoich prawd objawionych jako jedyne słuszne. To mnie najbardziej w tym wszystkim razi, bo KAŻDY kto zakłada bloga robi to tylko po to, żeby być tacy jak oni, wielcy celebryci blogerzy.

          • Ej, nie, ja zakładałem, żeby móc się z kimś podzielić tym, co myślę 😛

  • Kot Bury

    Twoje przemyślenia nt. blogów i coachingu każą mi się zastanawiać, czy jesteś moją zaginioną bliźniaczką, czy mam Ci wyznawać miłość :D. Ostatnio doszłam do wniosku, że są dwie* rzeczy, które mnie strasznie drażnią w blogosferze: atakujące zewsząd „zrób wszystko, żeby Twój blog był lepszy, nietuzinkowy, bardziej profesjonalny, opiniotwórczy, poczytny i Buka wie co jeszcze” i dziwna tendencja do pisania kontrowersyjnych wpisów na siłę. Mam wrażenie, że część blogerów pisze niekoniecznie dla własnej przyjemności, tylko siedzi i pół dnia wymyśla, co by tu mocnego i sarkastycznego napisać, żeby się dobrze klikało. Wszyscy naśmiewają się z nastolatek, które piszą o nieistotnych rzeczach, o tym, że mierzyły sandały w Zarze i zjadły rogalika z nutellą, tymczasem dla mnie wpisy takich dzieciaków, nawet jeśli nie porywają stylem i nie są zbytnio ciekawe, są bardziej ujmujące od kolejnego „10 typów Janusza na wakacjach” albo „Nie podchodź do mnie, pasztecie”.
    I podobnie jak Ty, nie uważam, taki model blogowania jest czymś złym, bo nie jest, bo jedynego słusznego modelu nie ma. Po prostu mnie się nie podoba i tyle ;).

    * no dobra, jest tego więcej, ale to są same pierdoły 😀

    • Wyznania miłości i innych gorących uczuć są zawsze mile widziane 😀
      Oj też jak widzę te mega dopracowane wpisy, które silą się na kontrowersyjność to myślę tylko o tym człowieku, który głowi się przez pół dnia jak to napisać, żeby było podawane dalej jako coś tak bardzo kontrowersyjnego i później czeka z napięciem na pierwsze lajki i udostępnienia. A najbardziej rozwala mnie jak jest niesamowicie intrygujący tytuł, a treść to jedno wielkie lanie wody i dużo zdjęć. I też nie lubię wyśmiewania się z nastolatek i ich internetowej twórczości. Kurczę każdy był nastolatkiem i każdy przeżywał wszystko dziesięć razy bardziej. Nawet jak tego nie czytam to jak mignie mi gdzieś w internetach taki wpis to się uśmiecham, bo przypominam sobie swoje szczeniackie lata. I co jak co, ale pasja to w tym jest 🙂

  • Właśnie się zorientowałam, jak jest gorąco, kiedy spędziłam dobrych kilka minut na kontemplacji obrazka z panią przy wiatraku, zanim przeszłam do dalszej części tekstu. Kurczę, jak on kojąco działa!

    Tak sobie od czasu do czasu myślę, że to chyba jest problem szerszy w ogóle (o samej blogosferze nie mam się o czym wypowiadać, bo jestem tu krótko), to znaczy kiedy hobby staje się pracą, kiedy praca, która była hobby może nas zacząć uwierać i tak dalej. Może w pewnym momencie zawsze przychodzi jakiś przesyt? A może to zależy od charakteru? Bo to pewnie jest rzecz mocno względna, no i subiektywna :).

    A tak na marginesie: ostatnio dopiero przeczytałam o coachingu. Chyba kwestia mów motywacyjnych jest stara jak świat, tyle że wykorzystywana po prostu do różnych celów. Raz do zagrzewania rycerzy do bitwy, raz do tego, żeby powiedzieć „możesz zarabiać”. Kontekst się zmienia, metody się zmieniają, ale zjawisko jest i ewoluuje. Ostatnio może przesadzam z widzeniem wszystkiego w takim długim kontekście, ale jak to uspokajająco działa, w gruncie rzeczy ;).

    • Oto głos rozsądku 🙂 Masz rację moja droga Pyzo, najlepiej być człowiekiem empatycznym i zrozumieć obie strony, a nie zaperzać się w swoim zdaniu. Jednak blogosfera to miejsce w wielkim internecie mi najbliższe. Pierwszego bloga założyłam w wieku 13 lat i tak do teraz skakałam po platformach blogowych, na jednych zagrzewałam miejsce dłużej, na innych krócej, ale wszędzie odnajdywałam wspaniałych ludzi i w pewnych momentach byłam z nimi mentalnie bliżej niż ze znajomymi w realnym życiu. Przez lata obserwuję jak blogosfera się zmienia, ale ostatnio (dwa, trzy lata?) idzie w kierunku ostrej profesjonalizacji i z tego, co widzę dawne blogowanie dla czystej przyjemności odchodzi do lamusa i jako niezarobkowe jest wyśmiewane przez tych, dla których nie otrzymywanie środków pieniężnych z pisania na swojej stronie jest po prostu naiwne i bezcelowe. W pewnym momencie bloger przeistacza się w copywrightera, który pisze teksty na zamówienie. Po raz kolejny zaznaczę, że nie uważam, żeby to było złe. To po prostu nie dla mnie i nie jestem dla takich blogów odbiorcą.

      Coaching stawał się w Polsce mocno modny kiedy zaczynałam studia (psychologia,sześć lat temu) i pamiętam ten szał na kursy coachingu i że to się będzie opłacało i będzie popularne tak jak w Stanach dziesięć lat temu. Sporo się na ten temat dowiedziałam i dla mnie wygląda to jak zwyczajne pranie mózgu przez charyzmatycznego wykładowcę. Najgorsze w tym jest to, że dosłownie każdy może takie wykłady motywacyjne wygłaszać i nie ma żadnej kontroli nad ich treścią. Teraz rok po obronie widzę, że zapał moich kolegów coachingowców opada, bo zrobiło się tego za dużo, a i ludzie wolą pójść na spotkanie z celebrytą, z którym przy okazji zrobią sobie zdjęcie niż na przemyślane gruntownie spotkanie z psychologiem.

      A gif znalazłam dawno temu na tumblr, albo soup.io i bardzo go lubię w takie upalne dni. Szkoda tylko, że nie mogłam nigdzie znaleźć autora 🙁

      • Niestety nie mam za bardzo wiedzy, żeby się wypowiadać jakoś mocno merytorycznie, ale może trochę jest tak, że to idzie falami akcja-reakcja? To znaczy najpierw małe blogi na platformach przy dużych firmach, zwykłe szablony, więc reakcja: duże blogi, duże zdjęcia, własne domeny, potem znowu akcja: szukanie tego, czy ktoś pisze dla frajdy, czy zarobkowo, czy może jakoś pośrodku albo zupełnie dla czegoś innego… I tak dalej :). A przy okazji Twojego wpisu poszperałam sobie w Sieci i dowiedziałam się różnych ciekawych rzeczy (tak w temacie tej profesjonalizacji i ładności blogów), na przykład co to jest flat design i że jest strasznie modny ;).

        O coachingu czytałam w „Tygodniku Powszechnym”, wcześniej jakoś nie doceniłam skali zjawiska — ale czy to znaczy że jest też na psychologii taka specjalizacja? Czy to się robi tak jakoś przy okazji — bo jak rozumiem można, ale nie trzeba być przy tym psychologiem?

        • Coaching w Polsce to w tym momencie samowolka. Coach może, ale nie musi być psychologiem. Coach może, ale nie musi mieć wiedzy czy wykształcenia na temat, który wykłada. Formalnie i według polskiego prawa coachem może zostać absolutnie każdy.

          Na psychologii nie ma takiej specjalizacji, ale mieliśmy możliwość zapisania się na kursy i szkolenia z tej dziedziny.

          Opisana przez Ciebie akcja-reakcja to coś nad czymś się zastanowiłam i przyznaję Ci rację. Co nie zmienia faktu, że bardziej lubię część blogosfery, dla której blogowanie to pasja i przyjemność, a nie kalkulacja i sposób na utrzymywanie się. Oczywiście są wyjątki, są ludzie, którzy potrafią łączyć oba te światy i fajnie im to wychodzi 🙂

  • Też mnie ta pseudo-profesjonalizacja blogosfery męczy. Niedawno miałam rozmowę na temat mojego „złego” szablonu – bo można przeczytać posty na jednej stronie i nie generuję sobie ruchu (o zgrozo!!) i różnych innych „błędów” efektywnego blogowanie. Wielkie ech z mojej strony. Bo już nic nie można robić dla przyjemności, wszystko musi być życiowym sukcesem i karierą.
    Nie mam nic przeciwko budowaniu marki z bloga, jak ktoś takie pasje ma, ale przeszkadza mi, że jakoś wszyscy zapominają o treści (chyba że mówią o słówkach do pozycjonowania).

    • Dokładnie. Zastanowiłam się nad tematem i doszlam do wniosku, że profesjonalni blogerzy chcą mieć jak najwięcej wyświetleń, lajków, więc chcą dotrzeć do jak największej grupy osób, w tym takich ludzi, którzy blogow nie czytają, tylko różne portale (informacyjne/plotkarskie/inne) i oni właśnie się do tych portali upodobniają, a tak wszyscy krzyczą, że są inni, wyjątkowi i oryginalni ;] Stąd bierze się szczególne dbanie o wspomnianych przez Ciebie słówkach do pozycjonowania, a także chwytliwych, „kontrowersyjnych” tytułach wpisów i tak dalej.

      I nie przejmuj się nigdy uwagami dotyczącymi szablonu, bo serio jak ktoś lubi Twój blog to możesz go mieć różowy ze skaczącym jednorożcem za kursorem a i tak ten ktoś nędzie czytał 😉
      Jeden z blogów, który bardzo lubię ma białą czcionkę na czarnym tle, a i znalazłam sposób na czytanie: przeklejam do worda, albo wchodzę z bloglovin w telefonie, bo moje oczy takiego połączenie nie tolerują, co mnie nie zniechęci do czytania 😉

  • Mnie te profesjonalne blogi jakoś omijają. Chyba po prostu ich unikam, może nawet nie do końca świadomie. Ja chyba w ogóle niewiele blogów śledzę, siedzę sobie we własnym światku i tylko raz po raz odkryję jakiegoś kolejnego sympatycznego bloga, który ląduje w zakładkach… I wśród moich „śledzonych” pisanie dla przyjemności ma się dobrze, a szczytem „zarabiania na blogu” są książki od wydawnictw ;).

    O coachingu mam podobne zdanie, zwłaszcza że sama miałam parę lat temu szał na wszystkie te blogi o samorealizacji, a tam ciągle tylko… Jak wykorzystać każdą wolną chwilę? Na jakie fantastyczne kursy, które zaprocentują w przyszłości, ostatnio się zapisałam? Jak odnieść zawodowy sukces? Oczywiście wszystko to pisane w najlepszym razie przez studentów dorabiających po zajęciach, ale zakochanych w coachach. Dotyka mnie to osobiście, bo sama w to na krótko wdepnęłam i dopiero mojemu wtedy-jeszcze-nie-mężowi udało się mnie przyhamować. Teraz, kiedy jestem trochę starsza i widzę dokładnie, że to nie ja, nie zgadzam się z tą całą filozofią życiową i w ogóle to do mnie nie pasowało, wścieka mnie, kiedy słyszę, że MUSZĘ wykorzystać każdą wolną chwilę na rozwój, bo MUSZĘ myśleć zawsze i wszędzie o mojej karierze, MUSZĘ zarabiać na blogu i MUSZĘ stosować minimalistyczny szablon, bo kolory to wieś i zero profesjonalizmu, i że KAŻDY powinien… Wścieka mnie to zwłaszcza, że sama dobrze wiem jak to może na człowieka wpłynąć. Koszmar. Wolę już Paulo Coelho z jego złotymi radami.

    Anyway, cieszę się, że jesteś z powrotem – właśnie się ostatnio zastanawiałam, gdzie Cię wywiało :). Ja właśnie wróciłam z urlopu i, świeżutka i wypoczęta, też szykuję się do pierwszego od dłuższego czasu posta. Jednak mała przerwa w blogowaniu dobrze człowiekowi robi :).

    • Bo tak jest najlepiej. Wybrać kawałek internetu, który się lubi i gdzie czuje się dobrze i nie stresować się tą częścią, która działa na nerwy i wkurza.

      Coaching to zło. Spoko jeśli komuś to pomaga, pobudza do działania, motywuje, ale łatwo wpaść w spiralę pod tytułem MUSZĘ, o której napisałaś. Poza tym dość szybko zmienia się to też w wielbienie coacha (co się wiekszości coachów oczywiście bardzo podoba). Jest to też jedno wielkie poczucie winy, a później złość, a nawet nienawiść do siebie jeśli nie wykonujesz wszystkich kroków „treningu” lub, na którymś się zatrzymałaś, albo trudno Ci te wszystkie porady wprowadzić w życie. Wtedy człowiek czuje się gorszy, bo kurczę przecież dostał przepis na sukces, a i tak nic z tego nie wychodzi, więc pewnie jest po prostu beznadziejny i pogrąża sam siebie jeszcze bardziej.
      Bardzo dobrze, że z tego zrezygnowałaś, ale pewnie najpierw musiałaś poczuć na własnej skórze na czym to polega, spróbować i dopiero później wyciągnąć rozsądne wnioski. Super, że miałaś bliską osobę, która pomogła spojrzeć Ci na to wszystko z innej perspektywy. Brawa dla Was obojga 🙂

      Pewnie, że przerwa dobrze robi 😉
      Ja też właśnie wróciłam z urlopu i szykuję nowy wpis 😀
      Buziaki :*******