Filmowo #1

Nieobecność na blogu nie oznaczała mojego odcięcia się od dóbr popkultury. Fikcja to jest jednak pasja. Zanurzanie się w nieistniejące światy stworzone przez ludzki umysł, które w jakiś sposób stają nam się bliskie. To prawie jak magia. Oto coś, co nie istnieje staje się nam bliskie i powoduje emocje, których prawdopodobnie nie moglibyśmy przeżyć w rzeczywistości. Dzięki popkulturze żyjemy więcej, poznajemy więcej, chłoniemy więcej i chcemy więcej. Nie wyobrażam sobie swojego dnia bez choćby fragmentu książki, odcinka serialu/anime lub fragmentu filmu. Któreś z nich uzupełniają moją codzienność, która staje się wtedy pełniejsza. Przez okres mojego blogowego niebytu obejrzałam dużo filmów, trochę seriali i przeczytałam kilka książek (czy kolejność nie powinna być odwrotna?). Planowałam to wszystko umieścić w mojej starej serii W Wielkim Skrócie, ale uznałam, że warto chyba stworzyć coś nowego i bardziej uporządkowanego. Dzisiaj pierwszy odcinek nowej serii Filmowo, a planuję jeszcze Serialowo i Książkowo. Będziecie wiedzieć przynajmniej, czego się spodziewać.
W dzisiejszym wpisie zapraszam na moje opinie o Jupiter Ascending, Force Majeure, Clouds of Sils Maria i Kingsman: The Secret Service.

Jupiter Ascending to przyjemna i ładna bajeczka, choć nieco głupawa. Wachowscy są jak duże dzieciaki, które napisały dawno temu coś bardzo złego, ale tak przez nich kochanego, że w przeciwieństwie do większości grafomanów nie opublikowali tego w necie tylko wykorzystali dużo pieniążków na stworzenie z tego „dzieła” filmu. Bardzo dużo pieniążków. Co ciekawe nie uważam, żeby te miliony monet zostały wyrzucone w błoto. Oczywiście zamiast Jupiter Ascending za te pieniądze mogłoby powstać z co najmniej tuzin ambitnych filmów niszowych, ale… wtedy nie mielibyśmy pięknej Mili Kunis w fantazyjnych sukniach, cudownych widoków kosmosu, wymyślonych planet, dobrych aktorów (Eddie Redmayne! ♥), którzy tak szarżują, że aż grzechem jest spuścić jest z nich wzrok nawet na sekundę i wiele innych szczegółów, za które film pokochało tylu ludzi na całym świecie. Aha i Tumblr szaleje na jego punkcie, a to już jest coś. Co tam Oscary i Złote Globy. Oto Tumblr namaścił Jupiter Ascending na jednego ze swoich ulubieńców.

Spójrzcie tylko na poniższe fotosy. Przecież to prawdziwa uczta dla oczu! Co z tego, że cała historia jest nieco naiwna, a główna bohaterka to przez większość filmu damsell in distress, która zakochując się swoim etatowym wybawicielu podrywa go na tekst „ale ja zawsze kochałam psy!”. Kosmiczny żołnierz jest hybrydą człowieka z wilkiem, więc wiecie, że musiał stracić głowę po usłyszeniu takich słów.

tumblr_nnh4i6G5Lr1qfoyvno1_1280

tumblr_nnh4i6G5Lr1qfoyvno2_1280

tumblr_nnh4i6G5Lr1qfoyvno4_1280

Jak już się pewnie domyślacie, dialogi nie są najlepsze, portrety psychologiczne postaci też raczej nie. Wszystko jest nakreślone bardzo grubą kreską, ale ten film wcale nie udaje, że jest czymś poważnym i na serio.

To może troszeczkę o fabule. Nasza główna bohaterka, czyli śliczna Jupiter jest rosyjską emigrantką w USA i zarabia na życie czyszcząc kible. Oczywiście żadna praca nie hańbi, ale Jup (chce, żeby ludzie tak na nią mówili, ale nikt tego nie robi) nienawidzi swojego życia i marzy o czymś lepszym. Z dnia na dzień okazuje się, że sprzątaczka awansuje na coś w rodzaju królowej wszechświata. Jest reinkarnacją nestorki najbogatszego kosmicznego rodu, więc teoretycznie jest właścicielką Ziemi tylko najpierw musi dotrzeć do planety matki gatunku homo sapiens (okazuje się, że człowieki bezczelnie odbiły Ziemię dinozaurom) i tam odwalić papierkową robotę związaną z przyznaniem należnego jej tytułu. Brzmi niedorzecznie? To dopiero początek.
Dzieci jej wcześniejszej reinkarnacji dochodzą do wniosku, że najlepiej byłoby zabić dziewczynę, bo nie chcą dzielić się swoimi planetami. Jupiter przy wielkiej pomocy wcześniej wspomnianego kosmicznego żołnierza ucieka przed mordercami i w międzyczasie podróżuje od córki do syna i próbuje rozgryźć, co zrobić. Córka dzieli się nią sposobem na wieczne życie i młodość, syn chce się z nią ożenić (to się nazywa mummy issues!), a najstarszy syn chce ją ponownie zabić.
Oto zarys fabuły. Teraz już wiecie, na co się porywacie jeśli zdecydujecie się na seans.

Aha i jest to jedyny film jaki znam, w którym bez spiny pokazana jest zakrwawiona podpaska. W tym przypadku użyta została jako opatrunek, ale to i tak niecodzienny widok w świecie, gdzie miesiączka jest tabu, a w reklamach podpasek krew ma kolor niebieski. Brawo Wachowscy!
Zakończenie zdradza, że to wcale nie musi być koniec tej historii, więc kto wie, może będzie druga część?

Poza tym czy już wspomniałam, że ten film to piękne widowisko?

tumblr_nnh4i6G5Lr1qfoyvno5_1280

tumblr_nnh4i6G5Lr1qfoyvno6_1280

tumblr_nnh4i6G5Lr1qfoyvno10_1280

Po seansie Clouds of Sils Maria miałam jedno pytanie: Kristen czy to ty? Czy ktoś cię dziewczyno podmienił, że nagle umiesz grać? A może to europejskie powietrze tak dobrze na ciebie wpływa? Ale jak to, że czasami nawet zamykasz usta? (dowód na zdjęciu poniżej)

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem hejterką. Bardzo lubię Kristen Stewart jako osobę. Z wywiadów i jej wypowiedzi  z różnych okazji wynika, że to inteligentna dziewczyna, którą za szybko wrzucono w świat ogromnej popularności i wielkich pieniędzy. Naprawdę ją podziwiam, że jakoś funkcjonuje i pracuje po wylaniu na nią wiadra pomyj po znanej wszystkim aferze. Jednak od dawna uważam, że jest kiepską aktorką, albo w najlepszym razie bardzo przeciętną. Nigdy nie zapomnę jak zmasakrowała rolę Śnieżki w Królewnie Śnieżce i Łowcy i jak ostatnia scena tak bardzo nie wyrażała absolutnie nic, a miała być zagrana mimiką aktorki. Kojarzycie ostatnie sekundy Catching Fire, gdzie widzimy tylko i wyłącznie twarz Jennifer Lawrence, która przechodzi od rozpaczy i zagubienia w gniew i wściekłość? Oto jest dobra aktorka! Kristen w bardzo podobnej scenie nie pokazała nic. Jej twarz była obojętna jak u modelki na wybiegu. Wtedy sobie pomyślałam, że oj dziewczyno… nic z ciebie aktorsko nie będzie. Aż zobaczyłam Stewart w Clouds of Sils Maria i zauwazyłam bardzo widoczny progres. Oczywiście nie jest lepsza od Juliette Binoche i nie wyzbyła się do końca swojej maniery, ale wreszcie uwierzyłam w jej bohaterkę i widziałam postać, a nie aktorkę.

sils maria tumblr

tumblr_nnc75nzI6h1s441n1o4_1280

O czym jest film? To dosyć symboliczna historia. O walce młodości z dojrzałością, o przemijaniu i stałości, a także o tym, czy warto sobie odpuszczać.

Znana aktorka Maria Enders (Juliette Binoche) razem ze swoją asystentką Valentine (Kristen Stewart) podróżują do Szwajcarii na uroczystość rozdania nagród. Maria ma odebrać statuetkę w imieniu swojego przyjaciela, wielkiego pisarza, dzięki któremu stała się sławna. To właśnie w jego sztuce zagrała swoją przełomową rolę. Jej bohaterka była piękną, młodą dziewczyną, która z wyrachowaniem uwodzi starszą kobietę i niszcząc jej życie skłania do samobójstwa.
Niestety, w trakcie podróży kobiety otrzymują informację, że pisarz umarł i uroczystość zamieni się w memoriał jego twórczości. Na imprezie po rozdaniu nagród Valentine nakłania Marię, żeby porozmawiała z popularnym młodym reżyserem, który chce wystawić sztukę na nowo. Jednak tym razem Maria miałaby grać starszą kobietę, a w bohaterkę od której zaczęła swoją karierę miałaby wcielić się młoda gwiazdka uwielbiana przez internet Jo-Ann (Chloe Grace Moretz).
Marii bardzo ciężko jest pogodzić się z propozycją. Nie utożsamia się z tą bohaterką. Jednak zgadza się na udział w spektaklu. Wyjeżdża z Valentine w góry, żeby pracować nad rolą. Kobiety mają oddzielne zdania na temat sztuki, bohaterek i ogólnego zamysłu pisarza. Dochodzi między nimi do spięć. Próbują się zrozumieć.

To dobry film, który skłania do przemyśleń. Podobają mi się długie ujęcia, które już stały się wizytówką kina niezależnego. Lubię przenikanie się słów ze sztuki z realną rozmową bohaterek. Trochę rozczarowało mnie zakończenie i pewne zniknięcie. Rozumiem zamysł reżysera, ale zostawił nas z tajemnicą. Oczywiście ta decyzja sprowokowała widzów do niesamowitych wręcz analiz (polecam poczytać dyskusje na imdb) i sprawia, że film zostaje w głowie na trochę dłużej niż chwila.

tumblr_nnc75nzI6h1s441n1o7_1280

tumblr_nnc75nzI6h1s441n1o6_1280

Force Majeure to bardzo dobry film. Jednak posiada wszystkie „wady” kina niezależnego, które sprawiają, że przeciętny widz może szybko się zniechęcić. Nawet mnie momentami przeszkadzały bardzo długie ujęcia i troszeczkę zirytowało niejasne zakończenie. Za to główny temat filmu to fantastyczny pomysł sprawiający, że spojrzymy inaczej na coś, co wydaje nam się jasne i wiadome.

Tomas (Johannes Kuhnke) i Ebba (Lisa Loven Kongsli) razem z dziećmi wyjeżdżają na wakacje w Alpy. Drugiego dnia pobytu jedząc obiad w restauracji z bajecznym widokiem na góry są świadkami lawiny. Na początku się nie przejmują, bo wiele kontrolowanych lawin występuje codziennie w okolicach hotelu. Jednak tym razem jest inaczej. Wydaje się, że masy śniegu zaraz zawalą taras, na którym ludzie kręcą telefonami zjawisko. Wybucha panika. Ebba rzuca się na dzieci, żeby obronić je własnym ciałem. Tomas ucieka zostawiając rodzinę.
Okazuje się, że nic się nie stało. Zrobiło się tylko na chwilę biało i przysypało śniegiem stoliki. Ebba stara się uspokoić dzieci i siada z powrotem do stolika. Po chwili wraca Tomas i siada z nimi do obiadu jak gdyby nigdy nic.

Jak żyć po takim wydarzeniu? Jak poradzić sobie kiedy najbliższa osoba w momencie zagrożenia życia zostawia ciebie i wasze dzieci na pastwę losu? A jak ma poradzić sobie z tym Tomas? Jak ma funkcjonować, kiedy w momencie najważniejszej próby zawiódł jako ojciec i mężczyzna? Jak ma sobie wybaczyć ten moment słabości?

Film próbuje odpowiedzieć na te pytania i również pokazuje skandynawską mentalność. Początkowo zarówno mąż jak i żona udają, że nic się nie stało. Dopiero później pod wpływem alkoholu Becca wybucha. Wydaje mi się, że polska kobieta od razu wykrzyczałaby z siebie cały strach, zawód i ból. Skandynawowie jednak bardziej trzymają nerwy na wodzy. Polecam ten film bardzo gorąco.

FORCE MAJEUROE TUMBLRRRRRRRR

force majure tumblrr

Ojej i przyszła pora na kilka słów o filmie Kingsman: The Secret Service. O mój Boże jaki to głupi film.

Ja rozumiem, że to parodia filmów o Bondzie, angielski humor i tak dalej, ale jakim cudem nawet Colin Firth nie ratuje tej szmiry? Chyba zagrał tam tylko i wyłącznie dla przyjemności pobycia przez chwilę szpiegiem dżentelmenem.

Ogólnie pomysł jest całkiem ciekawy. Grupa brytyjskich szpiegów, która swoich członków nazywa imionami rycerzy Okrągłego Stołu, musi znaleźć nowego członka po stracie Lancelota. Każdy z dżentelmenów musi przedstawić swojego kandydata i dzięki testom zostanie wybrany jeden z nich. W międzyczasie światu zagraża zły milioner, który dzięki udostępnieniu wszystkim śmiercionośnych kart z darmowym internetem chce zniszczyć ludzkość i zostawić tylko najbogatszych i wybranych przez siebie ludzi.

Co mi przeszkadza aż tak, że uznałam film za niewarty oglądania przez nikogo? Już wyliczam.
Po pierwsze – to, że fabuła jest głupia i naciągana to już chyba wiadomo, prawda?
Po drugie – podczas szkolenia na Kingsmana każdy z kandydatów musi zaopiekować się przydzielonym mu psem. Głównemu bohaterowi trafia się akurat przesłodki mops (jedyny plus tego filmu). Ostatnim zadaniem jest zabicie tego psa. Oczywiście później jest wyjaśnienie, że heloł to tylko taki test i naboje to były ślepaki. Spoko, ale zwyciężyła osoba, która pociągnęła za spust, czyli zdecydowała się na zabicie niewinnego stworzenia. Dziękuję dobranoc, już was nienawidzę, nie musicie robić nic więcej.
Po trzecie – wiadomo, że główny bohater ratuje świat. Skandynawska księżniczka proponuje mu w zamian za uwolnienie seks analny z czego chłopak ochoczo korzysta. Sero? Serio?!

Całkiem niezły pomysł na film i BARDZO złe wykonanie. Colin Firth w idealnie skrojonym garniturze strzelający z parasolki nie sprawi, że widzowie staną się ślepi na całą górę idiotyzmów.
Poniżej przedstawiam Wam jedyny fajny kadr z filmu, więc naprawdę nie musicie go oglądać.

tumblr_njszbnlCuF1sbl8zvo1_500

Jakie filmy ostatnio oglądaliście? Macie coś godnego polecenia? A może chcecie ostrzec przed jakąś szmirą?

Oglądaliście filmy, o których napisałam? Może macie inne zdanie na ich temat?
Tradycyjnie zapraszam do dzielenie się przemyśleniami w komentarzach.

  • O ‚Clouds of Sans Maria’ słyszałam już jakiś czas temu i czytałam właśnie, że ponoć Kristen ujawniła tam wreszcie jakiś talent aktorski, ale póki nie zobaczę – nie uwierzę ;). Za to ‚Turysta’ (co za dziwne tłumaczenie i chyba mało związane z treścią filmu…) do tej pory mnie w ogóle nie ciekawił, bo, po pierwsze, ten tytuł, a po drugie, byłam przekonana, że to jakiś kolejny film katastroficzny. Zaskoczyłaś mnie bardzo tym opisem, zupełnie nie tego się spodziewałam…! Brzmi jak coś bardzo dla mnie i z przyjemnością obejrzę, jeśli tylko będę miała okazję.

    Ja ciągle siedzę w starociach i zdążyłam je już w międzyczasie bardzo polubić (no, przynajmniej w większości), ale na film, który aż koniecznie chciałabym dalej polecać, jeszcze nie trafiłam. Takie „prawdziwe” filmy zaczynają się chyba dopiero po 1915 roku, a ja ciągle jeszcze jestem jedną nogą w tych najwcześniejszych krótkometrażówkach…

    Pozdrowienia!

    • Kristen nie jest tam nagle wielkim objawieniem, ale byłam w szoku, bo dla mnie ona kompletnie się do tego fachu nie nadawała, bo zawsze była sobą recytującą tekst, a nie postacią. W Clouds of Sils Maria zobaczyłam wreszcie bohaterkę, w którą uwierzyłam i Stewart naprawdę do tej roli pasuje. Serio europejskie powietrze jej sprzyja 😉
      Może wreszcie poszła do jakiejś szkoły aktorskiej? Jeśli tak to naprawdę to widać 🙂

      „Turysta” to głupie tłumaczenie, ale kilka krajów europejskich wyświetlających film przed nami nadało taki tytuł i polski dystrybutor poszedł na skróty i też taki tytuł zastosował. Straszna szkoda, bo to wprowadza widza w błąd, a „Siła wyższa” byłaby intrygująca.
      Obejrzyj, bo myślę, że warto. Tylko nie zraź się tymi dłuuuuuuugimi ujęciami, bo ja przysypiałam w pewnych momentach jak ktoś szedł i szedł i szeeeedł, albo szusował, szusował i szusooooował 😉

      Bardzo Cię podziwiam za te szperanie w starociach. Ja z filmów niemych oglądałam tylko te z Polą Negri, a to też tylko dlatego, że był pokaz na mojej uczelni i miałam darmową wejściówkę 😛 To zupełnie inny świat, inny biznes, inny odbiór dla widza, fascynujące kino, ale wymaga cierpliwości widza. Tak mi się przynajmniej wydaje 🙂

      Pozdrowionka również!

  • Widziałam 3 z 4 opisanych to i moje wrażenia:
    – Jupiter – wizualnie śliczna bzdura z genialnym Eddiem Redmaynem. Aktor chyba jako jedyny z całej obsady zorientował się w jakiej głupocie gra i dopasował się swoją grą do poziomu filmu. Gdy mówił szeptem i nagle podnosił głos, powalało mnie na łopatki, zupełnie jakby ktoś miał do niego pilota i raz pogłaśniał a raz przyciszał 😀 Eddie, jesteś wielki! A, tatę Jupiter grał Jarvis z Agentki Carter, szkoda że tak szybko go ubili!
    – Sils Maria – też jestem pozytywnie zaskoczona Kristen, przez cały seans przecierałam oczy – ona czy nie ona? Podejrzewam, że gdy ma nad sobą reżysera, który będzie potrafił ją poprowadzić, to z miejsca porzuca drewno, z którym jest powszechnie kojarzona. Sam film bardzo mi się podobał, wspomniane przez Ciebie przenikanie sztuki z życiem bohaterek, przepiękne widoki i ten klimat… lubię filmy, których niby nic się nie dzieje, a oglądasz je jednym tchnieniem. Z Sils Marią tak miałam.
    – Kingsman – obejrzałam wczoraj i im więcej czasu mija, tym bardziej zniesmaczona jestem ostatnią sceną z księżniczką. I reżyser może się tłumaczyć jak chce, dla mnie to był paskudny seksizm, bez którego film byłby o wiele lepszy. Na plus cudowny mops (aww, te gif!:D) i Colin Firth, który pokazał że elegancki gentelmen w garniturze w niczym nie ustępuje mięśniakowi w trykocie;). A, właśnie, napisałaś o złym wykonaniu i tu też popieram, przed seansem wiele słyszałam o scenie w kościele, jaka to wspaniała bijatyka tam będzie i oczekiwałam czegoś na miarę Johna Wicka a dostałam pociętą młućkę, bez ładu i składu, aż od tego montażu mnie oczy rozbolały, ała.

    • Mam straszny problem z Kingsman. Tym bardziej, że tyle ludzi pisze, że jak komus się nie podoba to nie rozumie konwencji bla bla bla. On jest po prostu głupi. Osobiście nie widzę w nim żadnej zalety (wyjątkiem jest Colin Firth w idealnie skrojonym garniturze, ale on też tam grał na jakimś autopilocie). Też naczytałam się o scenie w kościele, a ja się w tym momencie najzwyczajniej w świecie nudziłam 😉

      [SPOILER do SILS MARIA]
      A co myślisz o zniknięciu Valentine? Bo czytałam teorię, że ona jest niby młodszą wersją/wyobrażeniem Marii i że ona niby nie istniała. Ale heloł przecież miała interakcje z innymi postaciami. Ja myślę, że po prostu już nie wytrzymała i chciała pokazać Marii, że zniknięcie nie równa się śmierć (podobnie jak postać ze sztuki zniknęła, a nie jest opisane, że popełniła samobójstwo), a do tego i tak chciała rzucić tę robotę 😉

      Eddie w Jupiter Ascending to skarb nad skarby ♥!

      • Grr, jak ja strasznie nie lubię zarzutu: NIE ZROZUMIAŁEŚ! Nieważne, czy się tyczy Kingsmana, Siódmej Pieczęci czy Pi. Każdy ma prawo odbierać film na swój sposób i uznawać, czy mu się podoba czy nie. Kingsman miał parę udanych pomysłów, ale od drugiej połowy z każdą minutą nudził coraz bardziej, końcowe sceny oglądałam już jednym okiem, nuda!

        Hym, ciekawa teoria z Sils Marią, ale tak jak zauważyłaś, Valentine miała kontakt z innymi postaciami, więc to raczej niemożliwe. Cały wątek z zniknięciem nieco mnie rozbił – z jednej strony super, że odwołali się do sztuki i w ogóle o dziewczynie nie wspomnieli do końca filmu, ale z drugiej strony człowiek jednak chciał wiedzieć co się z nią stało i teraz może tylko zgadywać:)

        • Masz rację. To jak odbieramy filmy i popkulturę w ogóle to składowe naszego gustu, naszych doświadczeń i wielu innych osobistych cech. Dlatego argument „nie zrozumiałeś” jest głupi, ale widzę, że też używają go osoby, które mają jakąś wiedzę na temat kina i uważają, że możesz ocenić film tylko wtedy, kiedy obejrzałeś nie wiem 100 najlepszych filmów według Amerykańskiej Akademii Filmowej na przykład, albo przestudiowałeś historię kina itd.

          Nie podobało mi się zniknięcie Valentine. Niby to ciekawe, ale dlaczego nikt później o niej nawet nie wspomniał? Przecież Val dużo rzeczy dla Marii załatwiała i ogarniała, a także była w ciągłym kontakcie ze wszystkimi tymi ludźmi z otoczenia Marii, a nagle jakby nikt jej nie pamiętał.

  • Jupiter Ascending to wizualnie przepiękna piramidalna bzdura. Mnie niestety nie ujął chłopak w latających butach, pszczoły wyczuwające królową, absolutnie nie do kupienia wątek miłosny, jak i opiewany przez Ciebie Eddie Redmayne, który w całym tym irytującym filmie stworzył najbardziej irytującą postać. Wszystko to razem jest tak słabe, że aż trudno uwierzyć, że Wachowskim ktoś to wszystko przysponsorował. Mniemam, że ostatni raz.

    Ale sam blog całkiem fajny. 🙂