Bo to wszystko z miłości, czyli dlaczego narzekamy na Avengers: Age of Ultron?

Podobno nie ważne, co piszą, a ważne jest to, żeby pisali i ta stara prawda sprawdza się w przypadku Avengers: Age of Ultron. Internet zalewają negatywne recenzje, a Tumblr prawie, że oficjalnie znienawidził reżysera. Dziennikarze, recenzenci, blogerzy rozkładają nowych „Avengersów” na czynniki pierwsze i zwracają uwagę na każdą linijkę tekstu. Nie ma przebacz dla potknięć scenarzystów! Obrońcy z kolei oburzają się na to, że ci którym film się nie spodobał „nie zrozumieli go” i że za dużo wymagają od popcornowej rozrywki. Przeczytałam już masę wpisów na blogach i długich statusów na Facebooku na temat filmu, a także reakcji na niego. Ten temat rozpala umysły i zmusza palce do śmigania po klawiaturze w tempie i mocy, które zmazuje literki na klawiszach i wprawia w drgania konstrukcję sprzętu, na którym piszemy. Dlaczego to robimy? Po co poświęcamy tyle czasu i energii na obronę lub atak tego blockbustera? Odpowiedź jest prosta: z miłości. Nie ważne, czy jesteśmy fanami komiksów, czy postacie znamy tylko z filmów. Kochamy uniwersum Marvela i jego bohaterów.

Filmowe uniwersum Marvela przywiązało nas do siebie, sprawiło, że z każdym filmem bardziej poznawaliśmy bohaterów, byliśmy dumni z tego, że nie jesteśmy przypadkowym widzem w sobotni wieczór, ale mamy za sobą lata z tymi postaciami, wiemy o nich wszystko, co tylko się ukazało. Pewnie nie jeden z nas miał przed Avengers: Age of Ultron rewatch poprzednich filmów, albo i nawet uzupełnienie i przygotowanie do premiery w postaci serialu Agents of S.H.I.E.L.D.. Dlatego już z góry wymagaliśmy więcej, a tu BĘC… film nie okazał się doskonały. Pewnie, że to boli, bo od czegoś, co kochamy wymagamy więcej.

Dlatego przez te great expectations zapominamy o jednej ważnej rzeczy – to jest blockbuster, który ma zarobić miliony monet. Nie jest stworzony tylko i wyłącznie dla wiernych fanów, którzy analizują każdy fragment. Ma być też czytelny dla weekendowych widzów, którzy chcą iść do kina, pochrupać popcorn, pośmiać się i pozachwycać efektami specjalnymi. Avengers: Age of Ultron tę rolę wyśmienicie spełnia. Byłam na seansie w sobotę, kiedy sala wypełniona była ludźmi. Oni się śmieli na każdym żarcie, które według nas „blogerów recenzentów” były wymuszone (na słynnym już „rape joke” również). Wychodząc z kina mówili, że to fajny film i na pewno polecą swoim znajomych i o oto chodzi. W ten sposób film zarabia pieniądze. Myślę, że twórcy mają głęboko i szeroko te wszystkie negatywne recenzje, bo dzięki nim zainteresowanie „Avengersami” rośnie i przysparza im jeszcze większej popularności. Business is business.

Ja też dobrze bawiłam się w kinie i zdaję sobie sprawę, że ten film ma wady, ale także i zalety, dzięki którym nie mogę powiedzieć, że to film zły. Zacznę od tego jak odebrałam „rape joke” i „nie mogę mieć dzieci, więc jestem potworem” Czarnej Wdowy. Później napiszę, co mi się nie podobało, a co nie.

Na pewno będą SPOILERY!

DR80YpV

Jest taka scena, którą wszyscy kojarzymy z materiałów promocyjnych, czyli kiedy nasz avengersowy team popija razem piwko i znajduje sobie zabawę w próbie podniesienia młota Thora. Wiadomo, że ten kto go podniesie może ogłosić się królem Asgardu. Tony Stark rzuca suchara, że gdyby mu się udało to przywróciłby prawo pierwszej nocy. O te kilka słów rozpętała się burza. W kinie ludzie się śmieli, a taki był prawdopodobnie zamysł scenarzysty, żeby śmiano się z żartów, które napisał.
Mi ten żart się nie spodobał. To raczej taki nieudany suchar, który się w towarzystwie ignoruje. Wydaje mi się, że każdy z nas brał udział w imprezie, gdzie ktoś rzucił seksistowski żarcik, który został olany, bo znamy tę osobę i wiemy, że naprawdę tak nie myśli tylko chciała być zabawna i jej nie wyszło. Zdarza się. Co nie zmienia faktu, że żart jest niesmaczny.

Kolejny shitstorm poleciał na głowę Whedona za scenę z Czarną Wdową, gdzie podobno twierdzi, że jest potworem, bo nie może mieć dzieci. Szczerze? Gdybym wcześniej o tym nie przeczytała to nie zwróciłabym uwagi na te słowa, bo w kontekście sytuacji, w której znajdują się Czarna Wdowa i Bruce Banner (Hulk jakby ktoś nie wiedział) chodzi o coś zupełnie innego. Między nimi rozwija się romans/flirt. Chyba chcą być ze sobą, ale do końca jeszcze tego nie wiedzą. Wcześniej Scarlett Witch namieszała im w głowach swoją mocą i Hulk rozwalił wielką część miasta, gdzie zginęli przez niego ludzie, a Black Widow miała wizję/wspomnienie ze swojej młodości, gdzie była szkolona na morderczynię, a ostatnim elementem tej tresury była kastracja. Na razie są bezpieczni w domu Hawkeye’a i rozmawiają, że może mogliby uciec od tego wszystkiego. Jednak Bruce twierdzi, że nie może się nigdzie z nią ukryć, bo może się stać, że w następnym ataku szału zabije ją, albo kolejnych ludzi, a poza tym nie może stworzyć dla niej domu jakiego by pewnie chciała, bo nie może mieć dzieci. Ona mówi, że ona też nie może mieć dzieci i że Hulk wcale nie jest jedynym potworem wśród Avengersów. Nie uważam, że chodziło jej o to, że jest potworem, bo nie może mieć dzieci. Chodziło jej o to, że ona też podobnie jak on została stworzona na morderczynię i wiele zła popełniła w przeszłości i że rozumie jego rozterki, że są do siebie podobni.

movies-avengers-age-of-ultron-trailer-gif-01

Nie sądzę, że postać Czarnej Wdowy została źle napisana. Może nie do końca przemyślano wszystkie linijki tekstu, ale nikt nie chciał ukazać jej w złym świetle. Podobnie jak to w jaki sposób odnosi się do dzieci Hawkeye’a. Widać, że je kocha i jest ciocią Nat, ale ma trudności z okazywaniem czułości. Dlatego kiedy dostaje MMSa ze zdjęciem nowo narodzonego synka Clinta nazywa go grubaskiem. Nie jest kobietą, która ustałaby nad zdjęciem i szczebiotała, że ojej jaki on ślićniusi i kochaniusi. Mówi słowo „fat”, ale z czułym uśmiechem.

Wielu widzów jest niezadowolonych z romansu Nataszy i Bruce’a. Bo ona przecież w pierwszej części wspominała o tej sławnej akcji w Budapeszcie z Hawkeyem, a w kolejnym filmie miała naszyjnik ze strzałką, więc wiadomo… love forever. Widzieliśmy, że im nawzajem na sobie zależy, ale nigdy nie było zasugerowane, że łączy ich związek romantyczny. W Avengers: Age of Ultron relacje ich łączące są świetnie pokazane. Natasza i Clint są bliskimi przyjaciółmi, bo tylko ona wiedziała o istnieniu jego rodziny i to jeszcze była jej częścią (dzieciaki Hawkeye’a, które z radością witają ją okrzykiem „ciocia Nat”). Teraz już wiemy o co chodziło i bardzo się cieszę, że to nie był żaden sekretny romans, bo to by było zbyt oczywiste i nudne. Przyjaźń i bliskość jest dużo bardziej ciekawa. Natasza dzięki niemu i jego żonie poznała czym jest prawdziwa rodzina i to naprawdę piękne.

Hulk i Czarna Wdowa może nie mają między sobą jakiejś szczególnej chemii, ale Bruce jest w totalnej rozsypce. Jako wściekły zielony olbrzym zrobił coś strasznego i nie może sobie tego wybaczyć. Widać, że ta postać przeszła załamanie i tylko siłą rozpędu towarzyszy przyjaciołom w walce z wrogiem. Dlaczego na końcu zostawia Nataszę? Myślę, że najpierw sam musi sobie wszystko poukładać, a dopiero później wciągać w to wszystko drugą osobę. Nie jest gotowy na związek i nie chce skrzywdzić dziewczyny. Prawdopodobnie najpierw sam chce nauczyć się kontroli.

agif5

Co mi się jeszcze podobało? Ach cudowni bliźniacy Maximoff! Uwielbiam tę dwójkę. Nie miałam pojęcia, że aktorzy grali wcześniej małżeństwo i nie wyczułam pomiędzy nimi żadnej chemii (romantycznej). Za to widać było, że są dla siebie całym światem, bardzo się kochają i jedno dla drugiego jest gotowe wskoczyć w ogień. Ich więź to wielka zaleta tego filmu i była mi bardzo, bardzo przykro i smutno w wiadomej scenie z Quicksilverem. Straszna szkoda, że nie zobaczymy ich już razem w żadnym filmie Marvela. Ich moce są tak odmienne od „Avengersów”, że były miłą odmianą w filmie po naparzance całej reszty. Wszyscy się biją, rzucają różnymi rzeczami, a on szybko biega, a ona… no cóż ona jest dziwna.

Lubię to, że bliźniacy zmienili strony, kiedy zorientowali się jaki jest prawdziwy plan Ultrona, ale bardzo nie lubię tego, że nie mieli żadnej konfrontacji ze Starkiem. To przez niego są tym kim są, to przez niego stracili rodziców i napędzani nienawiścią do Starka wprawili w ruch machinę, która nazywa się Ultron. Bo gdyby Wanda nie pozwoliła Tony’emu wziąć laski Lokiego to nie powstałaby zła sztuczna inteligencja. Myślę, że warto, żeby zamienili ze sobą choć kilka słów i żeby Tony miał szansę się wytłumaczyć. A może z tego powodu w Civil War Scarlett Witch będzie po stronie Kapitana Ameryki? Przecież w to ona zasiała ziarno niepewności w Kapitanie i przez to zaczął patrzeć na Starka z nieufnością.

scarlettwitch the bestttttttttttt

Ultron jako przeciwnik był ciekawy. Sztuczna inteligencja, która raptem po dwóch dniach istnienia postanowiła zniszczyć ludzkość, bo naczytała się za dużo internetu to odmiana w świecie Marvela. To nie jest kolejny wielki Zły, który jest zły, bo jest zły i którego imienia nie pamiętasz w kilka minut po opuszczeniu kina. To prawda, że Ultron był momentami za bardzo heheszkowy, ale przecież wiele ma w sobie ze swojego stwórcy Starka, który jest znany ze swojego sarkastycznego poczucia humoru. Zresztą cała nasza avengersowa banda była za bardzo heheszkowa w tej części. Ilość dowcipasków i ironicznych odzywek podczas walki przekroczyła chyba wszystkie granice, a najbardziej rozwaliło mnie „beep beep” Czarnej Wdowy, która w ten sposób ostrzega ludzi przed swoim rozpędzonym motocyklem. Scenarzysta widocznie przegiął, ale sala kinowa się śmiała, więc nie wiem, czy to wada dla wszystkich. Mi to trochę przeszkadzało.

Nie będzie pewnie dla Was też zaskoczeniem to, że bardziej podobały mi się sceny obyczajowe. Jeśli chodzi o walki to znowu było za bardzo, za dużo, za bardzo rozmazanie, za duża rozpierducha. Moje oczy po seansie były zmęczone. Nie chcę wiedzieć, co byłoby po 3D, którego serdecznie nie znoszę w filmach akcji.

Nie mogę też nie wspomnieć o Visionie, czyli tej dobrej sztucznej inteligencji w nieśmiertelnym ciele. Nie wiem, czemu, ale bardzo przypomina mi Supermena. Ta powiewająca peleryna, ten zachwyt Ziemią i wiara w ludzkość. No i jeszcze świetne sceny z młotem Thora. Jego rozmowa z Ultronem była jedną z lepszych scen, w których rozmawia zły z tym dobrym.

ultron and twins

Nie rozumiem jednego – co się stało z postacią Starka? Zakończenie Iron Man 3 sugerowało, że Tony nie potrzebuje już zbroi, że jakby kończy etap w życiu, kiedy się za nią chował. W Avengersach dostaliśmy Starka, który kolejny raz wspomina o traumie, którą przepracował w Iron Man 3 i dla którego całym życiem jest Avengers i obrona ludzkości. Nie podobało mi się to, że nie zobaczyliśmy nawet prze chwilkę Pepper. Tony był w tym wszystkim strasznie samotny i dlatego popełnił błąd tworząc złą sztuczną inteligencję. Dziwne, że nawet Bruce Banner nie przemówił mu do rozsądku tylko za każdym razem posłusznie robił, co Tony mu każe. Poza tym przecież Banner jest specjalistą od promieniowania, a nie od sieci komputerowych, więc co on robił w całym tym przedsięwzięciu? Słowo „naukowiec” nie oznacza, że to osoba, która potrafi zrobić wszystko, co jest związane z każdą gałęzią nauki. Nie ma ludzi od wszystkiego.  Aha i chyba nie muszę wspominać, że prawa fizyki w tym filmie działają na innych zasadach niż nasze ziemskie?

 

Widzieliście już nowych Avengers? Zgadzacie się ze mną, czy macie odmienne zdanie? Z chęcią podyskutuję i posłucham Waszych opinii.

  • Ha, a ja jestem zupełnie nie w temacie; nie widziałam i prawie na pewno nie obejrzę, chyba że znów spadną mi z nieba jakieś darmowe wejściówki i propozycje nie do odrzucenia, jak przy „Strażnikach Galaktyki”…

    Co robi tam panna Olsen? Zupełnie sobie jej nie wyobrażam w tego rodzaju kinie. Jak jej poszło?

    Uwielbiam te komentarze z „nie zrozumiałeś filmu”, uwielbiam :D.

    • Jesteś świetnym przykładem człowieka „z zewnątrz”, bo nie jesteś „weekendowym widzem” tylko kimś kto się popkulturą interesuje, pisze o filmach i jest blogerem! Dzięki temu widać jaki ten cały shitstorm na Whedona to bardzo mały wycinek internetu, a powoduje tyle emocji i wydaje się takie MEGA ważne osobom, które biorą w tym udział 🙂

      Elizabeth Olsen jako Scarlet Witch jest świetna! Serio dla mnie jest perełką tego filmu i jeszcze ma taki uroczy słowiański akcent! Jest dobrą aktorką i jak widać sprawdza się w każdej roli.

  • Ha, ja jestem jeszcze innym przypadkiem: nie bronię filmu z miłości do Marvela, a raczej z miłosci do Whedona 😀
    Słusznie piszesz o żarcie Starka jako o „nieudanym sucharze, który się w towarzystwie ignoruje”, bo on był, moim zdaniem, z takim zamysłem napisany. Whedon bardzo dobrze czuje postaci i każda mówi charakterystycznym „głosem”. Rzucanie niekoniecznie śmiesznych żartow jest bardzo starkowe i Whedon doskonale zdaje sobie z tego sprawę – stąd takie rozpisanie tej sceny.
    Zgodzę się także co do interpretacji głośnej kwestii Czarnej Wdowy. W ogóle bardzo mnie zdziwiła ta cała burza i zarzucanie Whedonowi, znanego z bardzo feministycznych poglądów, szowinizmu. Uważam, że świetnie poprowadził tę postać i pewnie na dniach skrobnę jakąś analizę jej wątku.
    A propos braku konfrontacji Maximoffów ze Starkiem – jej brak znakomicie rekompensuje, moim zdaniem, wymiana zdań z Hawkeye’em – w ogóle cieszę się, że to on był takim głosem rozsądku grupy.
    Co do humoru – tak jak z reguły nie lubię w wielu produkcjach żartów, bo mam specyficzne poczucie humoru i śmieszą mnie dziwne rzeczy, tak Whedon za każdym razem swoimi językowymi zabawami („You know I totally support your avenging” <3), nawiązaniami do popkultury czy też łamaniem schematów za każdym razem mnie bawi.
    Ogólnie "Czas Ultrona" bardzo mi się podobał. Nawet bardziej niż jedynka. Mimo, że za Marvelem nie przepadam.

    • Ale mimo wszystko z miłości, czylo moja teza się potwierdza 😀
      Z chęcią przeczytam, co napiszesz o wątku Czarnej Wdowy. Tym bardziej, że jej postać dostała wreszcie jakąś głębię i poświęcono jej czas, bo w pierwszej części była głównie kickassem. Wiedzielismy o niej tylko to, co było pokazane w Iron Man 2, czyli bardzo mało. Plus, że znała wcześniej Hawkeye’a i że jej na nim zależy.
      Bardzo podobała mi się rozmowa Hawkeye’a z Wandą. Tutaj doskonale zostało pokazane jaką siłą jest dla drużyny i że jest rozsądnym człowiekiem, który w całym tym szaleństwie wyciąga mądre wnioski.

      Lubię Marvela, lubię pierwszych Avengersów, ale nigdy nie traktowałam tych filmów jako czegoś stworzonego do głębokiej analizy postaci na przykład. Te filmy to przede wszystkim rozrywka. Raz lepiej napisane, raz gorzej, ale zawsze widowiskowe i sprawiające czystą radochę na seansie.

  • Nie no, ja się całkowicie z Twoją interpretacją sceny „jestem potworem” zgadzam – znaczy, wierzę, że taki miał być przekaz. I wierzę, że Whedon pisał te linijki w dobrej wierze. Mój problem polega na tym, że ten dialog był po prostu kiepsko rozpisany i w efekcie można go było bardzo opacznie odebrać, co też wiele osób zrobiło. Sama unikałam spoilerów jak ognia, niczym się nie sugerowałam, a po usłyszeniu tych słów wyrwało mi się ciche „wtf”, mało tego wywołało to taki whiplash, że na wcześniejsze kwestie, na które oryginalnie nie zwróciłam uwagi zaczęłam patrzeć podejrzliwie. I znów – nie uważam, by stały za tym czyjeś złe intencje, ot, większość problemów sprowadza się do tego, że scenariusz był… cóż, koślawo napisany i jakby niewspółgrający z formą.
    Dalej, co do kreacji Wdowy, romans z Hulkiem jest po prostu wydumany. Głównie dlatego, że między aktorami nie ma ani trochę chemii – do tego stopnia, że pozostałe postacie z uniwersum w dość żenujący sposób musiały ten romans sprzedawać -.-” – ale też dlatego, że to imho nie są wątki do poruszania w Avengersach. Bo nie da się ich należycie rozwinąć, ot, cały problem. Chce się robić prosty action-driven film – a proszę bardzo, ja chętnie. Ale wciskanie w to romansów, rozmów o bezpłodności czy co tam jeszcze Whedon nabroił jest zbędne i skazane na klapę. Zwłaszcza, jak te wątki nijak się mają do reszty uniwersum. A momentami wręcz się z tym uniwersum gryzą.
    Rodzina Clinta i ciocia Nat to były całkiem przyjemne fragmenty – co prawda ja raczej fanuję tego nieogarniętego Clinta Fractiona, ale ten też był ujmujący. Bliźniaki też fajne, jestem chyba jedną z nielicznych osób, które wolą aaronowego Pietro od wersji Evana Petersa ^_^ Scarlet Witch… to tylko ja, czy Elizabeth Olsen zbyt często gubiła akcent? I prawda, szkoda, że nie było konfrontacji ze Starkiem. Żeby ze wszystkich personalnych arców rozbabranych w tym filmie zignorować akurat ten… *le sigh*
    Nic to, rozumiem, że innym film się podobał i są w stanie przymknąć oko na potknięcia. No i świetnie, MCU to gigant, masa tytułów się jeszcze pojawi, każdy znajdzie coś dla siebie, o. 🙂

  • Wiesz, że ja zupełnie nie wyłapałam tego suchara Starka odnośnie prawa pierwszej nocy, albo po prostu wyparłam go ze świadomości.. Dziwne… Tak czy siak żart mega nie na miejscu, co nie zmienia faktu, że uwielbiam w tej scenie wyraz twarzy Thora, jak Kapitan próbuje podnieść młot 😉

    Również uważam, że rodzeństwo Maximoff było dobrze zagrane i bardzo podobały mi się te efekty specjalne w momentach kiedy Scarlet Witch używała swoich mocy. Tekst o tym, że „on jest szybki, a ona dziwna” był chyba jednym z lepszych tekstów w tym filmie. A jeszcze w temacie Wandy dwie rzeczy. Pierwsza: owa scena gdy rozmawia z Hawkeyem, naprawdę świetna scena, i druga: dużo wcześniejsza scena również między tą dwójką bohaterów, kiedy Hawkeye ładnie stwierdza coś w stylu, że jemu hipnozy na jedno życie już wystarczy 😉

    Ultron mi się tak umiarkowanie podobał, za to zgadzam się, że żarcików było za dużo i w większości były one średnio trafione i to ze strony Ultrona i ze strony Avengersów.

    Za to w Visionie najlepsze jest dla mnie to, że Paul Bettany w końcu mógł pojawić się w Avengersach nie tylko głosem, ale także ciałem, chociaż ten „make-up” był mało twarzowy 😉

  • O to, to: miałam tak samo z tym „żarcikiem” Starka. Dopiero po filmie się dowiedziałam, że jest o to burza, tymczasem w czasie seansu tylko przewróciłam oczami z myślą „jejku, Tony, ale ty jesteś jednak słaby czasami”. Tyle że, no właśnie, od postaci, które lubimy, wymagamy więcej — a Tony był tutaj napisany dużo słabiej niż w innych filmach, niestety (może pomogłaby właśnie taka scena konfrontacji z bliźniakami?). I nawet nie chodzi o to, jak wszędzie czytam, że „Tony taki jest”. On taki był, ale coś się w nim jednak miało zmienić: może przebłysk dawnego Tony’ego — ale skąd? Brakuje tu jakichś przejść.

    Bardzo podoba mi się to, jak napisałaś o relacji Hawkeye’a i Nataszy. Mnie takie przewrócenie wątku romantycznego samo w sobie nie przeszkadza, zdziwiło mnie tylko wyciągnięcie zza pazuchy rodziny Clinta (bo wydawało mi się to zagraniem nie z gatunku „dajmy więcej czasu bohaterowi” tylko „zróbmy coś takiego, żeby się wszyscy widzowie zdziwili!”) i ten dziwny brak chemii Natasza-Bruce (poza może pierwszą sceną, tą przy barze — reszta była po prostu zagrana na bardzo podobnych środkach, tyle że już bez tego efektu).

    Natomiast jeszcze jeden sens, który chyba wyszedł twórcom przypadkiem, mnie zdziwił: mianowicie ten bastion faszyzmu w ogarniętym wojną kraju Europy Wschodniej. Można tam było lekko pozmieniać akcenty, ale poszli jakoś pełną parą.

  • Bardzo podoba mi się ta recenzja, bo się z nią zgadzam 😀 Plus podałaś trafne argumenty.

    Czekam teraz niecierpliwie na DVD – mam nadzieję, że będzie dużo dodatków! Chcę zobaczyć wszystkie wycięte sceny! 😀