Jesienne powroty serialowe 2014

Ponad rok temu, kiedy wpadłam na pomysł na serię blogową o jesiennych powrotach serialowych i wprowadziłam ją w życie, nie spodziewałam się takiego odzewu z Waszej strony (oczywiście dla mnie szałem było 10 komentarzy pod wpisem). Strasznie żałuję, że przenosiny bloga na własną domenę i zmiana systemu komentowania na disqus sprawiła, że te nasze dyskusje znikły gdzieś w czeluściach internetu. Ta reakcja dała mi kopa do blogowania i chyba właśnie wtedy stwierdziłam, że tylkosubiektywnie to miejsce gdzie się zadomowię. Jesienne powroty serialowe (i nowości, które pojawią się niedługo) niech staną się coroczną tradycją!

Castle – pierwszy odcinek siódmego sezonu nieźle mnie wkurzył. Nie dość, że scenarzyści zostawili nas z wielkim cliffhangerem to teraz bawią się w utratę pamięci (?!) odnalezionego Castle’a, który ostatnie co pamięta to jego wypadek przed niedoszłym ślubem z Kate. Następne dwa miesiące okryte są mgłą i to jeszcze (podobno) z jego własnego wyboru. Co takiego przeżył lub dowiedział się Richard, że świadomie postanowił wyprzeć to z umysłu? No cóż… to będzie nas zajmować przez cały sezon, a w międzyczasie rozwiązujmy inne kryminalne zagadki.

To początkowe wkurzenie sprawiło jednak, że jeszcze bardziej doceniłam następne odcinki. Castle i Beckett są genialną parą. Ludźmi, którzy się kochają, ale przede wszystkim są świetnymi przyjaciółmi i rozumieją się nawzajem. Ich romans nie jest operą mydlaną. [SPOILER] Wreszcie zostają małżeństwem i to bez wielkiej pompy jak to było planowane w finale sezonu szóstego, ale przy najbliższej rodzinie i przyjaciołach w kameralnej atmosferze. [koniec SPOILERA]
Wiem, że sporo ludzi nie lubi kiedy w tym serialu pojawiają się wątki lekko fantastyczne lub sugerujące elementy science fiction, ale mi one nie przeszkadzają i myślę, że właśnie dodają smaczku. Dawno już się tak dobrze nie bawiłam jak podczas odcinka Clear & Present Danger (o niewidzialnym człowieku!), czy Time of Our Lives (równoległa rzeczywistość). Także Child’s Play było fajne z próbą dotarcia Castle’a do świadka morderstwa, który ukrywa się wśród dwudziestki dzieci. Jego próby nawiązania więzi były przekomiczne, ale też słodkie. Zresztą Castle to też dzieciak tylko taki bardziej wyrośnięty. Meme is Murder też ciekawie podjęło temat popularności w social media i Beckett znowu pokazała, że jest genialna w przesłuchaniach i złamania mordercy po to, żeby wyciągnąć z niego informacje. Oczywiście nie brak dziur logicznych, ale to cały czas jest dobry serial i bardzo przyjemny do oglądania. Castle się nie wypalił, oj nie.

castle1

castle2

 

Once Upon a Time – finał trzeciego sezonu dał nam coś po czym piszczeliśmy jak małe dziewczynki, czyli Elsę z Frozen. Fandom oszalał i wymyślał najróżniejsze powody pobytu Elsy w Storybrook. Czekając na czwarty sezon powstało tyle możliwych scenariuszy, że obawiałam się, że twórcy serialu temu nie sprostają, bo dotąd trzymali się klisz i to wymyślonych przez samych siebie.
Jaki jest efekt? Wizualny na pewno świetny. Georgina Haig jako Elsa wygląda pięknie, pasuje do roli i dobrze gra. Jest tą strapioną i zagubioną dziewczyną, którą znamy z bajki. Jeszcze nie do końca panuje nad swoimi mocami i pojawia się w Storybrook, aby odnaleźć swoją siostrę Annę.
Hmmm…no właśnie Anna. Aktorka, która ją gra (Elizabeth Lail) pasuje wyglądem, fajnie pasują do siebie z siostrą i niby ukazuje zachowanie tej bajkowej Anny, czyli trzpiotowatość, naiwność i straszne gadulstwo, ale ma w sobie coś irytującego i jest po prostu źle napisana.

sisters

Dzień przed swoim ślubem postanawia opuścić Arendell i udać się do Enchanted Forest po to, żeby znaleźć odpowiedź na to, czy rodzice wyjechali z jakąś dyplomatyczną misją, czy po prostu bali się Elsy i chcieli znaleźć sposób na pozbycie się jej mocy. Elsa wywnioskowała to z dziennika matki, a dzielna Anna rzuciła wszystko, kazała Kristoffowi zostać, żeby opiekował się jej siostrą i chce odkryć prawdę. Oczywiście coś pójdzie nie tak…
Co mi nie pasuje w Annie oprócz tego, że ogólnie jest denerwująca? Przede wszystkim ona nie rozmawia ze swoimi bliskimi i niczego nie planuje razem z nimi. Ona oznajmia swojemu narzeczonemu, że wyjeżdża, a on ma zostać, a siostrze nie mówi nic, a przecież straciła już rodziców w poprzedniej takiej wycieczce, więc ma świadomość, że może ją skrzywdzić. Nie podoba mi się ta bezmyślność i spontaniczność nie skażona ani chwilą zastanowienia.
Jednak to, co dzieje się w Storybrook jest dużo ciekawsze. Kolejna nowa postać to sama Królowa Śniegu (Elizabeth Mitchell znana z LOST), która ma wiele wspólnego z Elsą (oczywiście, że są spokrewnione!) i z… Emmą. Wszystkie trzy mają moc, wszystkie trzy mają taki dar jako jedyne w rodzinie i przez to czują się czasami osamotnione. Planem Królowej Śniegu jest to, aby ich trójka stała się rodziną. Ciekawie jest to wyjaśnione w odcinku The Snow Queen, który pokazuje nam jej przeszłość i powody, dla których tak bardzo interesuje się Emmą i Elsą.

snowqueen

Powiem tak. Kto lubi Once Upon a Time będzie czerpał przyjemność z oglądania, ale nie widzę tłumu nowych widzów, którzy zostaną z serialem skuszeni postaciami z Frozen. Poza tym dramy z Rumplem na czele już mnie nudzą. Jego żona niesamowicie wkurza. Serio Bella jest śliczna i fajna dopóki się nie odzywa i nie stara być „bohaterką”. Lubiłam Emilie de Ravin w LOST, ale w OUAT widać, że ani ona nie ma pomysłu na swoją postać, ani scenarzyści, czy reżyser.

Co mi się podoba? Moja ulubiona postać z Once Upon a Time in Wonderland, czyli Will Scarlett we własnej osobie. Akcja dzieje się przed wydarzeniami w OUATIW (te skróty stają się coraz dłuższe), więc ciekawie popatrzeć na tego bohatera przed wyprawą z Alicją i przed tą całą miłosną dramą z Czerwoną Królową, która by the way była najciekawszym elementem w OUATIW.

Fajne też są relacje Elsy z nowymi znajomymi i w ogóle tworzy świetny team z Hookiem, Księciem i Emmą. Poniżej przedstawiam Storybrook’s Next Top Model ^^

tapmadlsstorybrook

 

The Walking Dead – bardzo lubię ten serial, ale wybitnie nie umiem o nim pisać. Próbowałam nie raz i nie dwa, ani nawet pięć, ale za każdym razem wychodził z tego kompletny bełkot. Dla mnie najważniejszym elementem TWD są relacje międzyludzkie, które są naprawdę świetnie pisane. Droga jaką przebyły postacie przez te pięć sezonów odbija się w ich charakterach, wyglądzie, poglądach na życie ludzkie i wiele innych spraw. Grupa, która spotkała się przypadkowo podczas apokalipsy i której członkowie dołączali w różnych sytuacjach „po drodze” stała się rodziną i to taką, za którą warto zabijać.
Piąty sezon jak dotąd bardzo mi się podoba. Każdy wątek jest ciekawy (tak nawet ten z Beth) i oczywiście szokowanie widza twórcy serialu opanowali do perfekcji. Nie chodzi mi o zombiaki, bo to już chleb powszedni, ale wątki z kanibalami, mordem w kościele, czy kłamstwem Eugene’a (to oficjalnie najbardziej znienawidzona przeze mnie postać fikcyjna) to naprawdę coś mocnego i angażującego widza emocjonalnie.

Tak jak już wspominałam w To i owo #1 polecam recapy pojawiające się po każdym odcinku na blogu Owcy. Pod każdym wpisem są bardzo ciekawe dyskusje, w których ja też się udzielam.

Poniżej moje ulubione postacie z The Walking Dead, które są jedną z najlepiej przedstawionych relacji w świecie seriali. Uwielbiam ich razem, uwielbiam osobno i nie mogę nadziwić jak bardzo się zmienili od początku serialu.

twd

 

American Horror Story: Freak Show – długo się zastanawiałam, czy umieścić go w powrotach, czy nowościach serialowych. Jednak zdecydowałam, że przecież pojawiają się ci sami aktorzy, a sam twórca powiedział, że w każdej serii znajduje się „coś” co je wszystkie łączy. Mam nadzieję, że da nam kiedyś rozwiązanie tej zagadki.

Aktorstwo na bardzo wysokim poziomie. Sarah Paulson w podwójnej roli bliżniaczek syjamskich jest genialna. Czasami zapominam, że to jedna i ta sama osoba. Zresztą ta postać jest ciekawie pokazywana. Widzimy raz jedną, a raz drugą głowę. Każda z sióstr ma inny charakter, a konflikt między nimi jest bardzo ciekawym zagraniem. Nie tylko osobowościowym, ale też fizycznym. Oczywiście nie można nie wspomnieć o pierwszej damie American Horror Story, czyli Jessice Lange, która w roli niespełnionej piosenkarki o marzeniach wielkiej sławy w Hollywood jest klasą samą w sobie. Oglądałam tylko Murder House, więc nie wiem jak było w Asylum i Coven, ale wydaje mi się, że głównym grzechem jej postaci jest zazdrość. Ta cecha powoduje, że jej bohaterki są dość podobne, a na pewno ich styl bycia. Czy to zamierzone? Czy może Lange zawsze gra z taką manierą?

Wszystkim, którzy oglądają serial ponownie polecam recapy na blogu Myszy.

Freak Show jest dziwne, pokręcone, niepokojące i potrafi przestraszyć. Nigdy nie bałam się klaunów. Nawet ten w „To” Kinga mnie nie ruszał, ale Twisty… ja się go autentycznie boję.

twisty

 

2 broke girls – to już czwarty sezon, ale w dalszym ciągu bawi swoimi pojazdami po wszystkich rasach, orientacjach, narodowościach itd. To jest moja dwudziestominutowa odskocznia raz na jakiś czas. Z tego, co widzę na tumblr, serial jest dla Amerykanów odpoczynkiem od poprawności politycznej i tej ciągłej napinki, żeby broń Boże nikogo nie urazić. Dystans do siebie i otoczenia to jest coś, co człowiek bardzo potrzebuje do funkcjonowania, więc nic dziwnego, że serial cieszy się popularnością.

Sklep z babeczkami Max i Caroline całkiem nieźle prosperuje. Dzielą czas pomiędzy pracę w knajpie Hana a swoim biznesem. Poza tym dzieje się wokół nich wiele zwariowanych rzeczy. Spotykają też  Kim Kardashian, ale nawet jej się dostaje po tyłku ^^

notkim

 

The Big Bang Theory – jestem naprawdę bardzo wytrwałą fanką, ale nie mam zamiaru dłużej tracić czasu. Serial, który był kiedyś moim ulubionym czasoumilaczem zmienił się w jakąś dziwną parodię Friendsów. To taka opera mydlana o czterech parach z czerstwymi „nerdowymi” dowcipami i eksploatowaniem postaci Sheldona do granic możliwości. Ósmy sezon miał być ostatnią szansą i tego się trzymam. Pozostały miłe wspomnienia z pierwszych czterech sezonów.

brain

 

A Wy na jakie powroty najbardziej czekaliście i czy Was usatysfakcjonowały? Pożegnaliście się z jakimiś serialami? A może powitaliście nowe? Jak tak to jestem ich bardzo ciekawa, bo w przyszłym tygodniu będzie wpis o jesiennych nowościach serialowych i może jeszcze coś dorzucę do listy z Waszych propozycji.

  • Kot Bury

    Z wymienionych przez Ciebie w tym wpisie czekałam tylko na Castle, który musiał ukoić mój ból po tym jak Bones się wzięło i zepsuło (do dziś nie mogę odżałować, bo wolałabym, żeby po prostu zakończyli produkcję, zamiast wypuszczać kolejne średnie lub słabe odcinki). Zastanawiałam się czy nie obejrzeć AHS, ale widziałam czołówkę i już ona mnie przeraża, więc nie wiem, czy wytrzymałabym cały odcinek (a jeszcze jak pojawiają się jakieś węże albo pająki to kaplica :D)

    • Nie oglądałam Bones. Kiedyś nawet próbowałam, ale jakoś mi nie podeszło. Poza tym zaraz pojawiło się Castle i wsiąkłam na amen.
      W AHS nie ma węży i pająków! Przynajmniej w pierwszym sezonie, bo drugiego i trzeciego nie widziałam. Jest taka wygoda, że każdy sezon opowiada zupełnie inną historię, więc nic się nie stanie, jak któryś cię ominie.
      Murder House skutecznie odczarował moje banie się horrorów. Fabuła, postacie i wielki plot twist są tak ciekawe, że nie ma czasu na banie się. Ja tak przynajmniej miałam. Czołówka jest straszna i bardzo klimatyczna. Zawsze ją przewijałam 😉

      • Kot Bury

        Mnie na początku Castle wydawało się taką trochę zrzynką z Bones (chociaż chyba nie mają aż tylu wspólnych elementów), ale i tak oglądałam, bo fajne i miłe dla oka, jednak bez większego entuzjazmu. Dopiero w okolicach drugiego sezonu ‚zażarło’ i proszę bardzo, Castle oglądam już tyle lat, a o Bones wiem tyle, że niestety nadal nie skasowali :D.

        Jesteś kolejną osobą, która zachwala AHS. Chyba spróbuję :D.

        • Próbuj! Myślę, że się nie zawiedziesz 🙂

  • Króliczek

    Jeju jak tu u ciebie ładnie się zrobiło. Wcześniej było ok i kojarzyłam twój blog z takim fajnym minimalizmem, ale teraz jest jeszcze lepiej. Tylko gdzie się podziały odnośniki do fejsa, twitta i reszty? Tamta opcja była wygodna. Oglądałam kiedyś Castle, ale później zapomniałam i już nie chciało mi się nadrabiac. Dobrze wiedzieć, że Kate i Castle są razem. Zanosiła się na to od początku. Z nowych rzeczy to całkiem fajne jest Gotham. Chyba, że nie lubisz Batmana to nie oglądaj. Podobno Forever jest podobne do Castla ale nie widziałam.

    • Ikonki z odnośnikami do social media są na samym dole strony po prawej stronie. Można też znaleźć linki do bloglovin, facebooka, twittera, google+, instagrama, tumblra, aska i innych w zakładce na górze „O blogu”.
      Bardzo mi miło, że nowy wygląd się podoba 🙂

      Widziałam piloty zarówno Gotham jak i Forever. Na razie ten drugi bardziej podszedł mi do gustu i rzeczywiście można tam wyczuć podobną atmosferę do tej z pierwszych sezonów Castle’a.

  • Oj, tą ‚Big Bang Theory’ mnie zmartwiłaś – mąż kiedyś oglądał i mi polecał, i planowałam się właśnie za niego zabrać, bo po Scrubsach bardzo brakuje mi jakiegoś przyjemnego serialu komediowego… Nie wiedziałam nawet, że jeszcze go nie skończyli. Szkoda, też jestem wytrwałą fanką (znaczy… jak już nią zostanę ;)) i nie cierpię porzucać seriali w połowie, więc pewnie już w ogóle nie zmotywuję się, żeby go zacząć ;).

    Castle’a uwielbia moja mama, więc od czasu do czasu migają mi jakieś fragmenty odcinków. Wydaje się całkiem fajny, nie powiem :).

    Ja ostatnio oglądałam bardzo fajny japoński serial detektywistyczny, ‚Galileo’ (albo ‚Garireo’ ;)). Schemat dość oklepany: młoda pani detektyw (najgorsza jaką w życiu widziałam, przynajmniej ta z pierwszego sezonu…) i jej starszy, wszystkowiedzący partner wspólnie rozwiązują zagadki, ale zawsze (no, prawie) są to jakieś rzeczy z pogranicza zjawisk paranormalnych. Dziewczyna zostaje przydzielona do rozwiązania sprawy i pojęcia nie ma, co z nią zrobić (bo jej szef jest chyba najbardziej leniwym policjantem na świecie, przyjmie najprostsze wyjaśnienie, byle tylko nie trzeba było głębiej drążyć…), więc biegnie do profesora fizyki, właśnie tego Galileo, który w sumie wcale nie chce jej pomagać, ale zawsze jak usłyszy opis sprawy stwierdza, że jednak „to naprawdę ciekawe” i szuka naukowego wyjaśnienia. Bardzo wciąga, zwłaszcza te logiczne wyjaśnienia najdziwniejszych spraw robią wrażenie :). Tylko ta detektyw jest takim popychadłem, że aż zęby bolą od patrzenia (na szczęście w 2. sezonie wymieniają ją na inną ;)).

    A moim wielkim porzuconym serialem jest ‚Pretty Little Liars’ – odpadłam przy pierwszym odcinku obecnego (?) sezonu, kiedy Ali zmartwychwstała, Mona zorganizowała grupę loserów do mszczenia się na Ali, jakieś pajace w maskach zaczęły skakać dookoła Ali w parku, wołając „A może to ja jestem A? A może ja?”, a osoba, którą -A kiedyś zaszczuło i wyrzuciło z Rosewood okazała się być właśnie -A. No, jednym z wielu . Od czasu do czasu zerkam na Filmwebowe forum i wygląda na to, że dalej jest jeszcze ciekawiej. Niedługo dobiją do poziomu ‚We have to move the island’ (to jeden z moich najulubieńszych cytatów z LOSTa ^^).

    OUAT nie oglądam (jeszcze…^^), więc nie wiem, jak ta Anna sobie radzi, ale wizualnie mi kompletnie nie podchodzi. Jakoś tak… bo ja wiem, głupkowato wygląda. Btw., nie wiedziałam, że rekrutowali do tego serialu ekipę LOST ^^.

    • Haha rzeczywiście wygląda to tak, jakby rektutowali do OUAT ekipę z LOST, bo gra tam Emilie de Ravin, Elizabeth Mitchell. Był też Jorge Gracia jako olbrzym, a w spin-offie, czyli Once Upon a Time in Wonderland głównego złego Dżafara grał Sayid – Naveen Andrews.

      Oj PLL porzuciłam jeszcze wcześniej od Ciebie, ale też wiem, co się dzieje, bo widzę spoilery na tumblr. Wygląda to naprawdę źle. W pewnym momencie już naprawdę oglądałam to na siłę, więc nie było sensu. Bardzo dobry pomysł na początek, ale dalej już nikt nie wiedział i nie wie jak pisać i po co pisać.

      Pierwsze cztery, czy pięć sezonów The Big Bang Theory są naprawdę świetne i bardzo, BARDZO je lubię. Przy żadnym serialu tak dobrze się nie bawiłam, więc możesz zacząć oglądać i zobaczyć, czy w ogóle Ci to podejdzie.

      Castle jest super! Mój tata też go czasami ogląda jak leci w telewizji. Chyba nie da się nie lubić tego serialu 😉

      Czy japońskie seriale przypominają koreańskie dramy? Bo te mi nie podchodzą wcale. Rozejrzę się za Galileo, ale nie wiem, czy nie zareaguję alergicznie na tak skonstruowaną postać kobiecą. Japończycy powoli odchodzą od tego w anime, więc może na seriale też przyjdzie pora?

      • Koreańskich dram nie oglądałam, więc nie wiem, ale podejrzewam, że tak. Ale akurat ‚Galileo’ jest mocno stylizowany na amerykańskie seriale i tej stereotypowej „japońskości” (nie wiem czy akurat to Cię uwiera, ale wiele japońskich dram jest dość głupkowatych i przeszarżowanych…) tu za bardzo nie ma. Momentami, ale daleko temu do paru innych dram, które kiedyś tam widziałam.
        Obawiam się, że na Utsumi trudno jest nie reagować alergicznie, za to w drugim sezonie zastępuje ją dziewczyna, która jest jej całkowitym przeciwieństwem – bardzo dobrze wykształcona, zarozumiała (tzn., jak na japońskie standardy… Ma poczucie własnej wartości), wygadana i bezczelna. Bardzo zdziwiło mnie to, że w pełnometrażówce, która powstała już po obu sezonach, wrócili do Utsumi, a bezczelna Kishitani nawet tam nie mignęła. Za wyemancypowana była jak na Japończyków…?

        Jak na mnie z PLL jest jeszcze gorzej – piszą to dalej w bardzo konkretnym celu, żeby jak najwięcej na tym chłamie zarobić, na zasadzie: wykupili od nas kolejne trzy sezony! Hurra! No dobra, to co by tu teraz do nich wsadzić, żeby przypadkiem zagadka za szybko się nie rozwiązała? Kij z tym, że nie ma w tym już żadnej logiki, byle kręcić dalej. A tyle czasu poświęciłam temu serialowi, ech…

        Przemyślę tego Big Banga ;). Ale póki co Once Upon A Time kusi mnie dużo bardziej :).

        Pozdrowienia! 🙂

        • W takim razie rzucę okiem na Galileo i polecam Once Upon a Time. To rodzaj serialu, który albo pokochasz, albo znienawidzisz 😉

          Pozdrawiam cieplutko również!

  • Guziak

    Castle skończyło się już dawno temu. Dokładnie w tym momencie, kiedy para głównych bohaterów weszła w związek. Serial dopadła klątwa Moonlight. Poza tym Nathan Fillon wygląda już strasznie staro i dziwne, żeby taka laska jak Beckett chciała z nim być. Nie wyglądają razem atrakcyjnie.

    • Oj nie zgadzam się. Moim zdaniem to jeden z bardzo niewielu serialów, którego właśnie nie dopadła klątwa Moonlight. Castle i Beckett są świetną parą i fajnie się ich ogląda. Serial nic nie stracił na dynamice.
      Co do uwagi o wyglądzie Nathana Fillona to mnie zatkało. Oczywiście, że jest starszy niż na początku serialu, bo od premiery pierwszego odcinka minęło prawie sześć lat. Czy według Ciebie gdyby „laska” Beckett rzuciła swojego faceta, bo ma zmarszczki to nadal byś ją lubił/lubiła? Bardzo powierzchowne myślenie…

  • Rany, jaki ja mam problem z OUaT – bo z jednej strony cały czas słyszę narzekania fandomu, z drugiej sam koncept strasznie mi się podoba. No i gra(/ło) tam dużo aktorów, do których mam sporo sympatii – już dla samej obsady chciałam się za ten serial zabrać. A potem doczepili do tego wszystkiego Frozen i nie, nope, do widzenia, jak ja mam dosyć tej historii i hypu wokół niej. I wydaje mi się to tak bezczelnie odciętym kuponem 😡 Ale! Ale trzeba przyznać, że dobór aktorek jest po prostu idealny.

    Oglądałam tylko Murder House, więc nie wiem jak było w Asylum i Coven, ale wydaje mi się, że głównym grzechem jej postaci jest zazdrość. Ta cecha powoduje, że jej bohaterki są dość podobne, a na pewno ich styl bycia. Czy to zamierzone? Czy może Lange zawsze gra z taką manierą?
    Zdecydowanie zamierzone, ogólnie wszyscy powracający aktorzy kreują co sezon postacie oparte na dokładnie tych samych schematach – same story z Sarą Paulson, Petersem, Farmigą… Ale są tak fantastyczni w tym co robią, że ani trochę mnie ta powtarzalność nie nudzi ^_^
    Póki co obejrzałam tylko pierwszy odcinek, AHS to mój serial do binge watching 🙂 I po mocno średnim Coven bardzo mnie cieszy Twoja pozytywna reakcja na Freakshow.

    I pełna zgoda co do Carol i Daryla, najlepszy duet TWD. No i ślicznie dziękuję za (dwukrotne) polecenie, bardzo mi miło *dyg* 🙂

    • Wydaje mi się, że Murphy chce w jakiś sposób kiedyś połączyć te historie. Wnioskuję z wywiadów z nim. Coś za dużo sugeruje tych podobieństw. Może będzie jakiś sezon o powracających duszach czy coś… byłoby fajnie 🙂
      Może będzie jeszcze jeden „normalny” sezon, a później coś, co zwieńczy całość i jakoś to połączy?
      Wiem strasznie fantazjuję 😀

      Nie ma za co! Ja polecam tylko to, co dobre 🙂

      • Oh sthap it, you :]

        A co do AHS – w ogóle mi taka myśl nie przeszła przez głowę, ale damn, to jest naprawdę bardzo dobra myśl. Nie wiem, czy bardziej by mnie to cieszyło, czy martwiło – bo to chyba jeden z tych pomysłów, które równie dobrze mogą się okazać wybitnie dobre, jak i wybitnie złe – ale coś może być na rzeczy. Ech, teraz będzie to za mną chodziło ^_^ Choć swoją drogą, to ponoć ostatni sezon z Lange, nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak taki myk wypaliłby bez niej (w ogóle nie jestem w stanie wyobrazić sobie AHS bez niej, ale tym będę się martwić za rok :/).
        Tylko jedna sprawa: za wcześnie na koniec. Nie spocznę, póki nie dostanę południowego folkloru :3