10 książek, które miały na mnie wpływ

Zostałam otagowana w tym łańcuszku przez Rogue z bloga redheads-thoughts.blogspot.com i jestem jej za to bardzo wdzięczna, bo to zdecydowanie najciekawszy łańcuszek, jaki dotąd powstał i jaki mi się najprzyjemniej czytało. Oczywiście najchętniej umieściłabym tu ze czterdzieści książek, ale to, że musiałam się ograniczyć do dziesięciu, wcale nie sprawiło, że to będzie krótka notka z wymienionymi tylko tytułami. Troszkę się przed Wami otworzyłam, więc polecam owinąć się w kocyk, wziąć coś do picia i przygotować się na dłuuuugi wpis.

Oto dziesięć książek, które miały na mnie duży wpływ:

 

352x5001. „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell 

Nie potrafię słowami wyrazić jak kocham tę książkę i ile dla mnie znaczy. Najpierw był film, który oglądałam z mamą jako mała dziewczynka i uznałam Scarlett za najpiękniejszą księżniczkę na świecie (do dziś uważam Vivien Leigh za najpiękniejszą kobietę jaka kiedykolwiek istniała). Później podbierałam mamie książki, które kupiła sobie jeszcze w liceum (to te słynne trzytomowe wydanie) i zaczytywałam je do granic możliwości. Na studiach kupiłam sobie już swój egzemplarz, który widać na zdjęciu po lewej.
Scarlett O’Hara była i jest moją bohaterką. Próżne i śliczne dziewczątko, które przebyło tak trudną drogę życiową, że stała się twarda niczym skała i zawsze sobie poradziła z każdą przeciwnością losu. Mimo wad, mimo jakiś swoich dziwnych urojeń (miłość do Ashleya), mimo tego, że była bardzo daleka od bycia idealną, to szła prosto do celu i dbała o swój dom i rodzinę.
Zdanie, które pokochała Ameryka „After all… tomorrow is another day” w połączeniu z „I can’t think about that right now. If I do, I’ll go crazy. I’ll think about that tomorrow” są moim mottem życiowym i pomogło w wielu bardzo trudnych sytuacjach. Nie mogę władować sobie na głowę wszystkich problemów i usiąść i płakać. Pomyślę o tym jutro, a na razie carry on
Otwarte zakończenie książki pokazuje, że cały świat może zawalić ci się na głowę i możesz stracić coś najważniejszego na świecie, ale mimo tego życie trwa dalej i musisz je jakoś przeżyć. Poddanie się nie wchodzi w grę.

 

blog_ai_5033582_7873755_tr_hpksiazki

2. „Harry Potter” Joanne Kathleen Rowling

Trochę oszukuję, bo to w końcu siedem książek, ale nie umiem wybrać jednej ulubionej. Poza tym cały cykl miał na mnie równomierny wpływ.
Miałam dziesięć lat i na języku polskim mieliśmy opowiedzieć o swojej ulubionej książce. Wybrałam „Małą księżniczkę”, za którą wtedy szalałam. Było sporo dzieci, które mówiły o „Ani z Zielonego Wzgórza”, „Małym Księciu” i „Kubusiu Puchatku”, aż wreszcie wstał kolega, którego nikt nie podejrzewał o umiejętność płynnego czytania (miesiąc wcześniej jeszcze dukał i nauczycielka machnęła na niego ręką) i z wypiekami na twarzy i błyszczącymi oczami zaczął opowiadać o przygodach małego czarodzieja w szkole dla magów. Wszyscy byliśmy w ciężkim szoku. Okazało się, że jego mama zrozpaczona tym, że nienawidzi czytać kupiła mu książkę, o której przeczytała w gazecie, że dzieci ją kochają i nie można od niej oderwać nawet tych, które do tej pory przyklejone były do gier komputerowych. Podziałało! Dzieciak połknął dwa tomy i gorączkował się, że w sklepach nie ma jeszcze trzeciego!
Niedługo potem dostałam od mamy „Kamień Filozoficzny” i „Komnatę Tajemnic” i wsiąkłam. Pokochałam całym serduchem ten świat. Śmiałam się, bałam, czytałam z latarką pod kołdrą i chlipałam, aż 16 stycznia 2001 roku otworzyłam w nocy szeroko okno i czekałam na sowę z Hogwartu. Mama to odkryła i mi okno zamknęła! Byłam pewna, że to właśnie przez to zamknięte okno nie otrzymałam listu, więc sprawdzałam skrzynkę codziennie udając, że wcale tego nie robię i wcale w to nie wierzę, bo to przecież tylko książka! Zresztą niedługo wyszedł „Więzień Azkabanu” i zaczęło się odliczanie i czekanie na kolejny tom. To był absolutnie magiczny czas.
Czego nauczył mnie Harry Potter? Tego, jak ważna jest przyjaźń, że dobro i miłość zawsze zwycięża zło i nienawiść. Że nie warto czynić zła w imię dobra, że nie można krzywdzić drugiej osoby i że każdy człowiek jest tak samo ważny.
Te książki też mnie lekko skrzywiły. Po ich przeczytaniu uwierzyłam w to, że przyjaźń i miłość to najważniejsza sprawa na świecie i że dla bliskich osób powinno się dawać z siebie wszystko, co najlepsze. Dlatego moje małe serduszko bardzo cierpiało, kiedy okazywało się, że „najlepsza przyjaciółka” mnie obgaduje, albo robi jakieś świństwo i totalnie tego nie rozumiałam. Angażowałam się w przyjaźnie za bardzo i dawałam z siebie za dużo, a życie dopiero nauczyło, że nie warto być człowiekiem z sercem na dłoni.

 

225091-352x5003. „Wichrowe Wzgórza” Emily Jane Brontë

Jedyna książka, jaką napisała Emily Brontë podbiła moje serce swoją mrocznością, niezwykle intensywnie pokazanymi emocjami, a także tragiczną historią wielkiej miłości.
Tę książkę się po prostu świetnie czyta. Wszystkie siostry Brontë miały ten dar, że potrafiły pisać w ten sposób, że nie tylko im współcześni zachwycali się ich prozą, ale także my, ludzie XXI wieku, których tamte problemy nie powinny interesować, ani dotyczyć. Jednak wcale się tak bardzo nie zmieniliśmy. Dalej kochamy i nienawidzimy, dalej mamy swoje sekrety, a także dalej popełniamy dokładnie te same błędy, które były popełniane przez wieki. Historia Cathy i Heathcliffa pokazuje, że namiętność nie zawsze równa się miłość. Ci dwoje wcale się nie kochają, oni są chorobliwie wręcz od siebie uzależnieni i nie chcą szczęścia dla siebie nawzajem jeżeli to szczęście nie obejmuje ich obecności w życiu tej drugiej osoby. Oni siebie nawzajem niszczą i nazywają to miłością.
To opowieść, że nie każdy związek, nieważne jak ognisty, musi być dobry dla uczestniczących w nich ludzi. Można też z niej wiele wynieść o nietolerancji i o tym, że zemsta i nienawiść prędzej, czy później obrócą się przeciwko tobie i nie warto marnować życia na tak wyniszczające emocje.

 

władca4. „Władca Pierścieni” John Ronald Reuel Tolkien

Tolkien jest dla mnie geniuszem pisarstwa. Ten człowiek nie tylko stworzył podłoża fantastyki, a także wspaniałą historię, która porwała wyobraźnię milionów ludzi na świecie. On wymyślił nowe języki, nowe rasy, nowy rodzaj religii, a także rysował mapy i ilustracje do swoich książek. Był także wspaniałym człowiekiem. Dobrym mężem, ojcem, przyjacielem, a także sumiennym pracownikiem. Jestem pod jego wielkim wrażeniem i bardzo podziwiam. Oczywiście nie był człowiekiem bez wad. Pisał wolno i nie lubił tego robić pod presją. Wydawcy z innych krajów na pewno zapamiętali go jako wrzód na tyłku, bo wykłócał się o każde słowo w tłumaczeniu, bo tak się składa, że znał około dwudziestu języków (w tym współczesne i martwe).
„Władca Pierścieni” to epos, a wręcz legenda, w którą łatwo uwierzyć, że działa się w zamierzchłej przeszłości Ziemii. To prosty podział na Dobro i Zło, którego brakuje mi w szarym świecie. W Śródziemiu wiemy przeciw komu walczyć, gdzie podróżować, ku czemu dążyć. To jest piękna, bohaterska opowieść, którą mam bardzo głęboko w sercu i najzwyczajniej w świecie kocham. Śródziemie to dom.

 

anna karenina5. „Anna Karenina” Lew Tołstoj

Przede wszystkim to jest genialnie napisana książka. Za to kocham klasykę. Za cudowne zdania, opisy, dialogi, emocje szargające bohaterami, a także obraz otaczającego ich świata, bo przecież postać nie jest w jakiejś pustce. Ona funkcjonuje w społeczeństwie, które ma wpływ na nią i jej zachowania. Anna Karenina zawiniła jedynie tym, że urodziła się w czasach, kiedy kobietę karano za miłość pozamałżeńską ostracyzmem społecznym, a mężczyźnie miłostki się wybaczało. W dzisiejszych czasach jej romans nie byłby skandalem, ale tylko plotką, która przyprawiłaby jej popularności. W carskiej Rosji XIX wieku ta historia skończyła się tragedią.

Książka fascynuje mnie tym, że za każdym razem jak ją czytam odnajduję w niej coś nowego. Za pierwszym razem najważniejszy był wątek romansowy, czyli romans Anny i Wrońskiego, a także rodząca się miłość pomiędzy Lewinem i Kitty. Te związki były tak od siebie różne, budowane na zupełnie innych podstawach i emocjach, że dla mnie młodziutkiej dziewczyny była to nauka o tym, że namiętność i pożądanie nie zawsze prowadzi do szczęśliwego zakończenia, a relacja opierający się najpierw na poznaniu drugiej osoby, przyjaźni, zaufaniu przeradza się w prawdziwą miłość. Oczywiście w życiu bywa różnie i to jasne, że najpierw w drugiej osobie pociąga nas jej/jego fizyczność. Jednak dopiero po poznaniu siebie nawzajem, próbie dopasowania charakterów i dzielonych wspólnie doświadczeń można zbudować wartościowy związek.

„Ja mogę żyć tylko sercem, wy zaś żyjecie według zasad” 

Ludzie się zmieniają, dorośleją, wyrastają ze starych marzeń, a raczej urojeń. Bo to, co wiemy o świecie w wieku lat nastu jest niczym w porównaniu do nas w wersji starszej. Świetnym przykładem jest Kitty. Ona musiała dorosnąć do miłości Lewina. Fascynacja Wrońskim była tylko przejściowym etapem.

To książka, która uczy szerokiego spojrzenia na różne sprawy. Tego, jak jedne wydarzenie może mieć wpływ na szereg innych. Nieoceniania kogoś na podstawie tego, kogo kocha i jakie błędy popełnił. Obnaża dwulicowość wyższych sfer. Gdyby Anna była po prostu kochanką Wrońskiego i to ukrywała, wszystko byłoby w porządku i każdy przymknąłby na to oko, plotkując tylko po kątach. Jednak ona chciała żyć w zgodzie ze sobą i otwarcie weszła w ten związek mówiąc o wszystkim Kareninowi. Zapłaciła za to bardzo wysoką cenę. Bo nie żyła według zasad narzuconych przez społeczeństwo, ale według serca.

 

igrzyska 6. „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins

Znowu małe oszustwo, bo nie chodzi mi tylko o pierwszą część, ale o całą trylogię.
Był taki czas na studiach, kiedy całkowicie straciłam przyjemność z czytania. W dużej mierze był to natłok zajęć i opracowań naukowych, które musiałam czytać tonami, ale przede wszystkim była to „wina” mojego poprzedniego bloga, czyli Przyjemnostek. Był to blog założony jako książkowy i od początku wpadłam na boom tego typu właśnie blogów. Wydawnictwa dopiero odkrywały możliwość współpracy z blogerami i zalewały tychże książkami za recenzje (czyli powiedzmy sobie szczerze za reklamę). Wydawało mi się to rozwiązaniem idealnym. Kocham czytać i pisać o książkach, więc to dla mnie sytuacja idealna. Niestety, wzięłam za dużo na swoje barki i prowadzenie bloga szybko stało się nieodpłatną pracą. Miałam na miesiąc po kilka/kilkanaście pozycji, a musiałam to jeszcze pogodzić z nauką i życiem, a nie tylko siedzieć i produkować recenzje, bo szybko sprowadziło się to do produkcji. Przyjemnostki stały się obowiązkiem i to coraz bardziej przykrym. Rzuciłam to wszystko, zamknęłam bloga i nie czytałam.

Po jakimś czasie dotarły do mnie wiadomości o czytelniczym szale, w jaki wpadły nastolatki w Stanach. Trylogia „Hunger Games” szybko stała się bestsellerem i kręcono właśnie film do pierwszej części. Kupiłam książkę, wróciłam do mieszkania, zaczęłam czytać i… skończyłam o trzeciej nad ranem. Czy muszę wspominać, że pierwsze zajęcia miałam o ósmej?
To była pierwsza książka od dobrych kilku miesięcy, która mnie porwała, wciągnęła i autentycznie sprawiła przyjemność. Później obejrzany film pogłębił tylko uczucia do tego uniwersum i całość (książki i filmy) odbieram bardzo emocjonalnie i widzę w nich dużo więcej niż zwykłą rozrywkę dla nastolatków. Trylogia jest wyjątkowa, bo tworzy autentycznych bohaterów, którzy po traumatycznych przeżyciach muszą zmierzyć się ze swoją psychiką. Główna postać kobieca Katniss nie jest taka, jaką chciałaby ją widzieć rzesze fanów. Nie jest super wojowniczką, która bez zastanowienia rzuca się, aby ratować świat. Najpierw myśli o sobie i swoich bliskich. Nie ma czasu na romanse, bo tkwi w wiecznym zagrożeniu życia, ale jednocześnie jest młodą dziewczyną, hormony buzują i nie wie jak sobie poradzić z uczuciami.

Nie umiem podejść racjonalnie do tej opowieści. Uważam, że Suzanne Collins napisała świetne książki, które są genialną całością. W momencie kiedy ktoś narzeka na zakończenie Kosogłosa nie biorę udziału w dyskusji, bo wiem, że będzie kłótnia. Wydaje mi się, że wiele czytelników nie zauważa, że postacie nie są kliszami, których oni się spodziewają. Każda z nich ma swój indywidualny charakter i osobowość, którą autorka książek bardzo dobrze przemyślała.

 

jane eyre 7. „Jane Eyre” Charlotte Brontë

Dość późno odkryłam tę perełkę, bo jakieś trzy lata temu, ale zakochałam się i wpadłam po uszy. Myślę, że proza sióstr Brontë to świetny początek dla tych, którzy dopiero chcą zacząć przygodę z klasyką. Ich książki czyta się niczym najnowsze bestsellery. Czasy się zmieniają, ale zarówno „Wichrowe wzgórza” jak i „Jane Eyre’ nie tracą na aktualności. Za to zyskują w porównaniu ze współczesnymi umiejętnościami, bo takim wspaniałym językiem nie pisze już nikt. Trudno pogodzić pomysł, chęć do pracy i talent. Siostry Brontë miały to wszystko i aż żal ściska serducho, że nie stworzyły więcej niezapomnianych dzieł.

Pisałam o książce i filmie z 2011 roku na Przyjemnostkach i moja opinia się nie zmieniła. Lubię film, ale Mia Wasikowska to nie jest Jane Eyre. To wariacja na temat tej postaci. Moja Jane to osóbka, którą owszem krępują konwenanse, ale aż kipi od wewnętrznej pasji i żądzy życia. Uwielbiam tę postać i bardzo podziwiam, bo wiem, że kiedy ona stanęła przed trudnym wyborem moralnym to ja bym się ugięła i wybrała łatwą drogę. Zastanawiam się też ile jest w Jane z Charlotte, bo powieść ma w sobie wiele autobiograficznych wątków.

Czeka na mnie na półce książka o życiu Charlotte, a także DVD z serialem z 2006 roku, za który w końcu muszę się wziąć, bo wiem, że go pokocham i oddalam tę przyjemność w nieskończoność.

 

z pokorą i uniżeniem 8. „Z pokorą i uniżeniem oraz inne powieści” Amélie Nothomb

Amélie Nothomb napisała wiele opowiadań, które lubię, ale największe wrażenie zrobiła na mnie ona sama. Wiele zrozumiałam dzięki wywiadom z nią (które z kolei skłoniły mnie do czytania jej książek), w których opowiada o pisaniu. Sama kocham to robić i wiele jest poutykane po szufladach i folderach, ale cały czas traktuję to jakoś coś bardzo intymnego i tylko mojego. Amélie tłumaczy, że pisarz to kłamca i że wielką głupotą jest doszukiwanie się w tekstach realnych poglądów autora na świat, czy zdarzeń z jego życia, bo pisanie to jedna wielka kreacja, która przeplata prawdę i fałsz. Pamiętam, że te słowa zrobiły na mnie ogromne wręcz wrażenie i nauczyły innego spojrzenia na ten zawód.
Amélie nie jest gołosłowna, bo właśnie w tej książce (w pierwszym i ostatnim opowiadaniu) przedstawia w pierwszej osobie życie zawodowe i prywatne młodej  Europejki w Japonii, które wydają się osobistymi wyznaniami, bo pokrywa się jakieś 80% faktów z jej życiem. Co jest prawdą, a co upiększeniem lub oszpeceniem? To słodka tajemnica pisarki, która ma w tym momencie nad nami władzę, bo my tak bardzo chcielibyśmy wiedzieć, ale to się nigdy nie stanie.

 

nie ponaglaj rzeki 9. „Nie ponaglaj rzeki” James Conroyd Martin

Tę książkę czytałam jako nastolatka, kiedy miałam totalną fazę na to, że wszystko, co amerykańskie i angielskie jest lepsze od polskiego. Muzyka, filmy, seriale i książki polskie były omijane przeze mnie szerokim łukiem. „Nie ponaglaj rzeki” podsunęła mi mama i nie obejrzałam się kiedy kompletnie zafascynowałam się Polską za czasów rozbiorów.

Amerykanin zakochany w Polsce stworzył dzieło, które przez wydawców zostało określone jako połączenie Mitchell i Sienkiewicza. Może bez przesady, ale to naprawdę barwna opowieść o miłości i patriotyzmie. Do dziś ją miło wspominam i dzięki niej sięgnęłam po Jasienicę i jego eseje historyczne.

 

jasienica 10. Paweł Jasienica i jego eseje o historii Polski

Kocham historię. Chociaż przez trzy lata liceum nauczycielka skutecznie obrzydziła swój przedmiot, skupiając się na wyglądzie uczennic, „a resztę doczytacie sobie w domu”, to książki Pawła Jasienicy skutecznie zaszczepiły we mnie fascynację przeszłością. Jego książki stały na półce w domu i traktowałam jej jako coś nudnego, co czytają rodzice. Jednak kiedy zagłębiłam się w „Polskę Piastów” to już nie było zmiłuj i reszta tomów poszła szybko niczym Harry Potter.
Szkoda tylko, że nikt nie skupia się nad tym, co było przed chrztem naszego kraju. Słowianie mnie fascynują i bardzo żałuję, że o własnych przodkach wiemy mniej niż o starożytnych Rzymianach, Grekach, czy nawet Egipcjanach.

 

 

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Jeśli macie ochotę na podzielenie się swoimi książkami, które miały na Was wpływ to zapraszam.

Aha i jeśli ktoś jeszcze nie wziął udziału w tym tagu, a po tym wpisie nabrał ochoty to proszę niech czuje się otagowany ^^

 

  • Historia z Harrym Potterem jest przeurocza 🙂 Muszę za to w końcu zabrać się za przeczytanie „Przeminęło z wiatrem”, bo uwielbiam film, ale książki nigdy nie czytałam.

    • Czytaj, bo warto! 🙂

  • Uwielbiam takie posty :). Gdybym sama miała robić taką listę, to coś mi się zdaje, że musiałabym powtórzyć połowę Twojej… „Przeminęło w wiatrem” czytałam jeszcze w podstawówce i właśnie ostatnio, jak byłam w domu, korciło mnie, żeby ją sobie odświeżyć. Po tylu latach pewnie miałabym wrażenie, że czytam zupełnie inną książkę ;). Muszę się kiedyś za to zabrać! No i skończyć wreszcie „Annę Kareninę”, która też strasznie mi się podoba, ale muszę ją podkradać mamie (więc najbliższa okazja do skończenia przypadnie… hmmm, może na Wielkanoc? ^^).

    Uwielbiam Harry’ego, Władcę Pierścieni i Jane Eyre. Tylko co do „Wichrowych Wzgórz” i „Igrzysk…” mam zupełnie inne odczucia – u Collins bardzo rozczarował mnie pomysł podzielenia uczestników Igrzysk na „dobrych” i „złych” (przez co zamiast jakichś dylematów moralnych na pierwszym planie znalazł się survival…), a „Wichrowe Wzgórza” mnie autentycznie przeraziły ^^. Siadłam sobie spokojnie do czytania, nastawiona na historię wielkiej miłości, a dostałam biografię psychopaty :P.

    Poczułam się zachęcona do Jasienicy :). A ja zawsze myślałam, że to takie podręcznikowe nudy…

    • Ja właśnie polubiłam w Wichrowych wzgórzach tę mroczność i nie oczywistość. Zaczyna się jak historia o duchach, w międzyczasie jest romansem, a później właśnie biografią psychopaty 😛 Świetna książka! Nie jest typowym romansem jak książki Jane Austen na przykład, gdzie celem życiowym bohaterki jest złapanie męża. Oczywiście książki Austen są dobre i świetnie ukazują społeczeństwo, ale to nie moja bajka.

      Myślę, że w Igrzyskach wlaśnie ciekawie pokazano, że jedni traktują je jako przetrwanie, a inni jako szansę dla sławy i wygodnego życia dla siebie i swojej rodziny. Dzieciaki z pierwszego i drugiego dystryktu ćwiczyły się walce i same zgłaszały w Dożynkach. To było dla nich szansą, bo byli przygotowani, a także chroniło inne, młodsze dzieci przed udziałem w Igrzyskach. Dlatego to zazwyczaj oni wygrywali. Nie myślę, że byli „tymi złymi”.

      Właśnie Jasienica pisze ciekawie. To jest wręcz przeciwieństwo podręcznika i suchych faktów. Często da się wyczuć jego sympatię, czy podziw do danego króla, albo wręcz odwrotnie.

      • Austen na początku uwielbiałam, ale już taką np. „Rozważną i romantyczną” ledwie zmęczyłam i aż jej tróję wystawiłam z tej frustracji ;). Jeśli jeszcze nie czytałaś, a chciałabyś dać Austen jeszcze jedną szansę, to polecam ci „Opactwo Northanger” – mega śmieszna książka, z wielkim dystansem do bohaterki, która jest młodziutka, trochę głupiutka i jeszcze nie myśli o tym, żeby złapać męża, tylko marzy jej się przygoda rodem z powieści o duchach ;). Zupełnie inny styl niż w tych wszystkich „Perswazjach” etc…

        No niby dobre te wzgórza, dobre, literacko na pewno, ale pokochać tej książki nie umiałam… Jak na początku Heathcliffowi współczułam, tam potem tylko mnie już przerażał, a tego, co wyrabiał z kolejnym pokoleniem młodych w ogóle nie mogłam ogarnąć. Ale przeczytałam jednym tchem, muszę przyznać ;).

        Nie byli „tymi złymi”…? No nie wiem, trenowali do tych igrzysk, zgłaszali się dobrowolnie, chcieli, rzecz jasna, wygrać i być sławni… Znaczy, nie mieli problemu z tym, że dla tej sławy będą musieli powyrzynać parunastu swoich rówieśników, nieraz nawet dzieci. Biedne dystrykty to to nie były, o przetrwanie nie musieli się martwić, więc nie byli nijak „zmuszeni” do uczestnictwa. A że dzięki temu ci, którzy nie chcieli brać udziału w igrzyskach mieli święty spokój to raczej pozytywny skutek uboczny… Nie, ja nie wierzę w jakiekolwiek ich dobre intencje :P. Ale czytałam tylko pierwszy tom, może dalej to jest jakoś inaczej poprowadzone…?

        A Jasienicę muszę w takim razie gdzieś dorwać! Ja akurat miałam baaaaardzo dobrą historyczkę i zaszczepiła we mnie wielką miłość do historii. Też tak własnie opowiadała, że od razu było wiadomo, który król czy szlachcic jej podpadł ;).

        Pozdrowienia!

        • „Opactwo Northanger” to moja ulubiona książka Austen! Za „Rozważną i romantyczną” nie przepadam. Przeczytałam raz, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia i tyle. Lubię też „Dumę i uprzedzenie” a resztę książek mam w mglistej niepamięci. Emma też mnie chyba znudziła.

          W dalszych książkach Hunger Games nie ma raczej rozbudowania wątków ludzi z pierwszego i drugiego dystryktu, tych tak zwanych „karierowiczów” też nie, ale wydaje mi się, że przyjęli po prostu taką politykę, żeby szkolić młodych do igrzysk, wysyłać przygotowanych do tego siedemnastolatków i liczyć na nagrodę, bo dany dystrykt wygranego otrzymywał chyba większe racje żywnościowe z tego, co pamiętam, no i oczywiście cała rodzina danego zwycięzcy przenosiła się do wioski zwycięzców i żyła w dobrobycie i bezpieczeństwu.

          Zazdroszczę Ci dobrej historyczki. Gdybym ja taką miała to na pewno studiowałabym historię, a nie psychologię. To moja pasja, uwielbiam książki historyczne, ale cały czas czuję, że wiem za mało i chyba tylko studia tę żądzę wiedzy mogłyby zaspokoić 🙂

          Pozdrawiam cieplutko również 🙂

  • Kot Bury

    Ojacie… Mój najulubieńszy łańcuszek ever <3.
    Połowa Twojej listy wygląda jak fragment spisu moich ulubionych książek. Przeminęło z wiatrem doceniłam dopiero przy drugim czytaniu, za pierwszym razem podobały mi się, ale nie miałam wrażenia, że czytam perełkę literacką (wiem, wiem, to brzmi jak herezja). Jeśli chodzi o zmiany w podejściu, to też dopiero za drugim razem polubiłam Scarlett, bo dopiero wtedy zobaczyłam wszystkie zalety schowane pod tym, co może w niej irytować. Vivien Leigh (moja girl crush wszech czasów ;)) to najlepiej dobrana do roli aktorka w historii kinematografii i jeśli ktoś kiedy podejmie się nakręcenia remake'u, to i tak nie znajdzie drugiej takiej.
    A poza tym kocham Margaret Mitchell za to, że konsekwentnie odmawiała napisania dalszych losów Scarlett. To zakończenie jest doskonałe.

    O Jane Eyre mogłabym rozmawiać godzinami, więc zamiast budować ścianę tekstu z wyrazów zachwytu, zapytam jak Ci się podobał serial BBC z 2006 roku? Bo dla mnie to jest jedyna słuszna ekranizacja, a Ruth Wilson stworzyła dokładnie taką Jane jak to opisałaś.

    A na koniec dodam, że przepadłam na Twoim tumblrze ;).

    • Ah… jak można nie kochać Vivien Leigh? No po prostu się nie da.
      Masz rację, że jakikolwiek remake Przeminęło z wiatrem to będzie ogromne wyzwanie dla ludzi zajmujących się castingiem. Jednak na razie nikt tego nie rusza i dobrze, bo moim zdaniem film się wcale nie zestarzał, a inna Scarlett niż Vivien i inny Rhett niż Clark Gable to dla mnie świętokradztwo.
      Z reguły nie przepadam z otwartymi zakończeniami, ale to które napisała Mitchell jest idealne. Tam nie można przyczepić się, ani jednego słówka.

      Oglądałaś może kontynuację? Chyba miała tytuł Scarlett i leciała kiedyś w tv. Mi oczy krwawiły strasznie, a happy end wcale nie ucieszył.

      Wczoraj obejrzałam serial Jane Eyre z 2006 roku. Idealna Jane, idealny Rochester i wreszcie chemia pomiędzy bohaterami. Aż po raz kolejny czytam książkę 😛

      Miło mi 🙂 Podaj link do swojego tumblra ^^

      • Kot Bury

        Kiedyś coś mi się obiło o uszy o planach realizacji remake’a, ale może to były tylko plotki. W każdym razie, jeśli ktoś się kiedyś poważy, będę podziwiać odwagę wszystkich zaangażowanych w produkcję, że nie zechcieli się zmierzyć z taką legendą.
        Niestety oglądałam tę nieszczęsną kontynuację. To było tak marne, że wolę udawać, że moje oczy nigdy tego nie widziały. Podobno istnieje też książka, której nie mam odwagi ruszyć (nie po przygodach z kontynuacjami innych kultowych powieści), podejrzewam, że to takie fanfiction, w którym autor do granic absurdu wykoślawił bohaterom charaktery, bo po co mieliby zachowywać się zgodnie z oryginałem, skoro liczy się tylko to, żeby razem skończyli :D.

        O tak, chemia między bohaterami Jane Eyre była niesamowita, To było dokładnie to, czego tak strasznie zabrakło w wersji z 2011.

        Niestety, nie mam tumblra. Tzn. mam, ale go nie prowadzę. Wolę jedynie przeglądać to, co mnie interesuje, niż mieć jakiś wkład ;).

        • Też słyszałam, że remake był w planach, ale zrezygnowali ^^
          No nie zazdroszczę aktorom, którzy kiedyś będą musieli zmierzyć się z legendą Vivien Leigh i Clarka Gable.
          Nie czytałam kontynuacji, bo czułam, że to będzie świętokradztwo. Miałam nawet w ręku książkę o dalszych losach Rhetta (podobno lepsza niż ta o Scarlett), ale z szacunku do Margaret Mitchell nie zrobiłam tego 😉 Nie kupiłam, ani nawet nie przeczytałam pierwszej strony ^^

  • W Twojej domowej gablotce zawsze fascynowały mnie zbiory grubych książek, szczególnie zawsze chciałam wiedzieć co Ciebie interesowało w historycznych! Przecież to musi być sama nuda 😉 Teraz już wiem 🙂

    Z pokorą i uniżeniem, dzięki Tobie, otworzyło mi oczy na Japonię i jej rzeczywistość, która nie jest urocza i słodka, szczególnie dla kobiet.

    Igrzyska śmierci dały dobrze skonstruowanych bohaterów, którzy są rzeczywiści. Zgadzam się, te książki się czyta na raz, właściwie nie możliwym jest przerwać ich w połowie.

    Ten rok zbliża się ku końcowi… jaka książka z tego roku najbardziej Ci się spodobała? Jest warta wspomnienia? 🙂

    • A Ty musisz w końcu przeczytać Harrego Pottera!!! 😉

      Ciekawe pytanie. Myślę, że chyba „Zaginiona dziewczyna”, bo bardzo dawno nie było tak genialnie napisanej postaci kobiecej. Polecam!

      • Aż wstyd mi, że go jeszcze nie przeczytałam, ale jesienne wieczory przede mną więc mam nadzieję, że wreszcie się za niego zabiorę!

        O zaginionej dziewczynie również słyszałam dobre recenzje…. ale nie mogę doczekać się Twojej! Porównującej książkę i film, co mnie najbardziej interesuje. Kiedy można się go spodziewać?

        • Najpierw finał Doctor Who. Później zobaczę, co pierwsze, czy Zaginiona dziewczyna, czy powroty serialowe. Zobaczę, co się pierwsze napisze.
          Strasznie trudno pisać mi o Zaginionej dziewczynie, bo nie mogę spoilerować, bo spoiler zepsuje całą przyjemność z oglądania, czy czytania 🙁 i nie wiem, jak z tego wybrnąć 🙁

          • Oj tam, napisz spojlery, tylko oznaczaj je tak jak do tej pory, myślę, że znajdzie się wiele osób, które chciałby poznać Twoją opinię o np. zakończeniu, czy też takie którym spojlery nie przeszkadzają.

          • Kurde, ale tam jest rewolucja w fabule w połowie książki/filmu i wywraca wszystko do góry nogami i bardzo bym nie chciała komuś odebrać elementu zaskoczenia. Jeszcze się zastanowię i zobaczę, co wyjdzie w trakcie pisania 🙂

  • Rot

    Szokujące bezguście. Mam tylko nadzieję, że za 10 lat będziesz sie wstydzić tej listy. Poza Jasienicą i Tołstojem nie ma tu kompletnie nic wartego uwagi.