Życie z Doktorem, czyli raz w szkole, a raz na Księżycu – Doctor Who s08e06 & s08e07

Wiem doskonale, że Dwunasty wzbudza kontrowersje i fani serialu strzelili na niego focha po ostatnim odcinku. Ja jednak zacieram rączki, uśmiecham się szeroko i z fascynacją obserwuję tego tajemniczego kosmitę, który niby jest moim Doktorem, ale jednocześnie nim nie jest. Jest inny, magnetyczny, nieprzewidywalny i jestem pewna, że są powody dla jego zachowania. Nie mogę się doczekać, kiedy je odkryję!

Zacznijmy od szóstego odcinka, czyli The Caretaker, w którym Doktor zostaje woźnym w szkole Clary, aby uratować świat przed przebywającym w jej okolicy niebezpiecznym roboto-kosmito-potworem. Szczerze mówiąc „potwór odcinka” nie ma dużego znaczenia. Jest tylko pretekstem do tego, żeby Danny dowiedział się o istnieniu Doktora i jego relacji z Clarą.

Danny nie jest głupi i od dłuższego czasu podejrzewał, że z jego dziewczyną jest coś nie tak. Wiecznie spóźniona, inaczej wyglądająca niż godzinę wcześniej, zakręcona i zbywająca go pół słówkami, kiedy pytał, gdzie była. Ona z kolei jest rozdarta pomiędzy facetem, którego kocha, a podróżami z Doktorem. Stara się pogodzić te dwa „życia”, ale robi się to coraz bardziej męczące. Dlaczego w takim razie nie powie prawdy jednemu i drugiemu? Dziewczyna ma po prostu dobrą intuicję i wie, że ta dwójka nie będzie przyjaciółmi od pierwszego spotkania…
Miała oczywiście rację. Danny nie jest typem, który zachwyca się z miejsca możliwościami Doktora, rzuca wszystko i chce z nim podróżować. On zauważa niebezpieczeństwo i te cechy Dwunastego, których nie chce widzieć jego dziewczyna. To, że był żołnierzem pomaga mu w zobaczeniu Dowódcy. Skutecznego, ale takiego, który prędzej, czy później będzie miał straty w ludziach. Nic dziwnego, że Danny obawia się o Clarę, ale jednocześnie jest mądrym facetem i nie każe jej wybierać. Niech podróżuje, ale w ramach rozsądku, a kiedy tylko poczuje, że Doktor naciska na nią zbyt mocno i wymaga od niej za dużo to niech mu o tym powie, żeby mógł jej pomóc.

111111

222222

Kill the Moon to zupełnie inny kaliber odcinka. Tym razem ludzkość ma do podjęcia straszliwą decyzję – przetrwać, czy zabić nienarodzone jeszcze stworzenie? Najgorsze jest to, że Doktor zostawia Clarę i dwójkę innych kobiet (w tym piętnastoletnią dziewczynę) z tą decyzją same. To od nich zależy nie tylko przetrwanie ludzkości, ale też życie niewinnej istoty.

[SPOILERY]
Nie dziwię się, że Clara wreszcie pękła i nie wytrzymała. Rozumiem jej decyzję. Doktor naciskał na nią zbyt długo i wymagał za wiele. Bardzo ucieszyła mnie reakcja Danny’ego, który na odejście Clary nie zareagował „a nie mówiłem”, albo „dobrze zrobiłaś”, ale zgodnie ze swoim zmysłem obserwatora stwierdził fakt, że to nie może być jeszcze koniec. W ogóle Danny to rozsądny facet i bardzo go lubię. Jest świetnym partnerem dla Clary, który obawia się o nią, kocha, ale nie ogranicza.

Rozumiem reakcję fanów serialu, którzy są źli na Doktora, że zostawił kobiety same z tak bardzo trudną decyzją. Jednak jak miał zareagować skoro po wyjawieniu informacji, że Księżyc to tak naprawdę jajko z wylęgającym się stworzeniem, pierwsze o co zapytała pani astronautka to jak TO zabić. To było takie ludzkie i takie okrutne, czyli coś, czego Doktor w ludziach nie znosi. Dlatego chciał zostawić ich z tym samych. Zresztą jak sam powiedział zrobił to, bo ufał, że Clara podejmie właściwą decyzję.

12
34
56
Dlaczego nie powiedział Courtney, że jest wyjątkowa? Może dlatego, że tego wymagała. Może dlatego, że Doktor ją sobie już sprawdził i wie kim będzie w przyszłości i że masa ludzi będzie uważała ją za wyjątkową.

[koniec SPOILERÓW]
Pamiętajmy, że Doktor zawsze był niejednoznaczną postacią. To nie jest słodki kochany miś, ale kosmita, który przez ponad dwa tysiące lat przeżył i widział więcej od każdej istoty we wszechświecie. Nikt tyle nie wycierpiał, nikt nie stracił tyle ukochanych osób, ale był też świadkiem pięknych rzeczy i wspaniałych zachowań. To bolesny miks i osobowość Doktora możemy nazwać najbardziej skomplikowaną w serialowym świecie.

Ufam Doktorowi i wierzę, że nawet jeśli się zachowuje jak egoistyczna świnia to ma ku temu powody. A nawet jeśli nie ma. Czyż przyjaciela nie akceptuje się z całym dobrodziejstwem inwentarza? Toleruje się jego wady i denerwujące przyzwyczajenia, a także przymyka oko na potknięcia, bo przecież jest wspaniałą osobą tylko nie idealną. Jak każdy z nas.

Co uważacie na ten temat?

  • Kot Bury

    Jestem z tych, którzy strzelili focha.

    • A może jakieś uzasadnienie dlaczego? 😉

      • Kot Bury

        Doktor swoich towarzyszy nigdy nie zostawiał – nie w taki sposób. Musiałabym zacytować kilka fragmentów notki Zwierza, między innymi ten: „Bo na tym też trochę polega podróżowanie z Doktorem. Nie chodzi tylko o to by on zawsze podejmował decyzję, czy o to by zawsze słuchał go towarzysz. Ale zdecydowanie ważne jest to, że nikt nie jest wobec tego co oferuje kosmos sam.”
        Kumam – chodziło o odpowiedzialność, o zrozumienie istoty piękna innych gatunków, ale odbyło się to w formie „Lol, pobaw się sama swoim Księżycem, bo ja i tak wiem, jak to się skończy”

        Nie zrozum mnie źle, nie mam nic przeciwko Doktorowi, który nie będzie kochany i milusi, wiedziałam przecież jakie zmiany się szykują i czekałam na nie. Strasznie czekałam na Capaldiego w tej roli, tymczasem mam wrażenie, że przecudnie gra kiepsko napisanego (moje subiektywne odczucie) Doktora. Kiedy inni jojczeli, że aktor za stary, Matt Smith taki uroczyi to nie będzie to samo – ja byłam nastawiona bardzo pozytywnie. Nie zaczęłam od „oł maj gasz, nienawidzę tego gościa”, tylko od „to będzie znakomity Doktor!”. Ale Doktor, z którego wychodzi tylko buc, który pokazuje nam się przez większość sezonu tylko z tej jednej strony, wydaje mi się płaski i jednowymiarowy. I coraz ciężej zachwycać mi się czasem i galaktykami, kiedy oprowadza mnie po niej ktoś, kogo zaczynam bardzo nie lubić.

        Wiem, że istnieją teorie, że ta konkretna zmiana w charakterze Doktora nie jest przypadkowa i coś poszło nie tak w czasie regeneracji, a Moffatowe towarzystwo jeszcze nas zaskoczy. Problem w tym, że nie wiem, czy chcę na to patrzeć i pod koniec poczuć się oszukana :D. Czekałam niecierpliwie wiele miesięcy na premierę ósmego sezonu, w pierwsze dwa wieczory szarpałam się ze streamem, a teraz coraz dłużej zajmuje mi zebranie się do odtworzenia nowego odcinka (ale jest też dobra strona tej sytuacji – na odtrutkę włączyłam sobie „Empty Child” i potem poszedł cały sezon z Dziewiątym). W sumie nawet tego elaboratu nie chciało mi się pisać – to z sympatii do Ciebie ;).

        Wiem też, że wielu fanów jest zadowolonych ze zmian, z nowego Doktora, z odcinków. I fajnie. Szkoda tylko, że nie potrafię tego zachwytu podzielić ;).

        Plus, wspominałam już o tym u Rusty – ale brakuje mi wspaniałej muzyki w tym sezonie. Niby jakiś tam soundtrack jest, a jednak żaden motyw nie wwiercił mi się w głowę.

        • Dziękuję za tak długą odpowiedź i bardzo mi miło, że spłodziłaś go specjalnie dla mnie 🙂

          Ja biorę Doktora jako całość. Zarówno z wadami jak i zaletami. Czy Dziesiąty był idealny? Nie! Też potrafił być egoistą i już nie wspomnę jak chamsko traktował Mickeya i Marthę. Jedenasty był gotowy zabić niewinne stworzenie (The Beast Below), ale Amy go powstrzymała. Doktor nie jest postacią idealną.

          Jedenasty nie raz i nie dwa zostawiał Amy, która na niego wiernie czekała. Choć na pewno nie samą z TAKĄ decyzją.

          Rozumiem, że Ty i wiele innych osób może tego nie czuć i nie lubić Dwunastego. Ja po prostu tęskniłam za kimś bardziej tajemniczym i nieoczywistym i to właśnie dostałam. Chociaż przyznaję, że czasami Dwunasty jest wręcz nieprzyjemny.

          Masz rację z muzyką. Ostatnio jakiś zapamiętany to chyba Clara’s theme z czasów jeszcze Impossible Girl. Ósmy sezon z muzyką leży. A przecież muzyka z Doomsday do dziś sprawia, że mam mokre oczy. Albo te z czasów Amy… Aż sobie do nich wrócę 🙂

          • Kot Bury

            Wiem, że żaden Doktor nie jest idealny i każdy ma wady. Dziesiątego chciałam zdzielić po łbie za to jak traktował Mickeya i Marthę (za którą nie przepadałam i która nie rozumiała Doktora, ale na pewno nie zasłużyła sobie na to, żeby być najbardziej „olewaną” towarzyszką w New Who) i za to jak potratował Wilfa, Jedenasty chociaż pokręcony i nadpobudliwy, nie był wcale taki krystaliczny a i Dziewiąty miał swoje „Funny little human brains… How do you get around in those things?”. Tylko, że z Dwunastym coś mi nie gra i nic na to nie poradzę. Jest mrok, jest gburowatość, ale brakuje mi czegoś więcej.

            No i przyznaję: nie znam klasycznych serii, może w pewnym sensie stąd się bierze mój brak entuzjazmu dla takiego Doktora.

            Do tej pory nowy Doktor chyba nie ma nawet swojego motywu – trochę skandal :D.

            A! I zapomniałam – coś, co wygląda jak pająk i pojawia się na moim ekranie, od razu skutkuje kolejnymi pretensjami :D.