Poznaj i pokochaj Dwunastego – Doctor Who s08e01 & s08e02

Ten serial albo się ogląda i kocha, albo nie ogląda. Nie możesz oglądać i nie kochać, albo tylko lubić. Ta miłość jednak wiąże się z przyjęciem całego bagażu tego trudnego partnera. Porzucasz swój sceptycyzm, ironię i sarkazm. Nie wysilasz się na szukanie logiki (never apply logic to Who!), a także godzisz się ze zmianami. Doctor Who to serial, który w trakcie swojej pięćdziesięcioletniej historii zmieniał się tyle razy, że trudno zliczyć. Jednak to właśnie zmiany sprawiają, że jest tak wyjątkowy i kochany przez miliony widzów na całym świecie.

 

Przez długi czas myślałam, że moim ulubionym Doktorem jest Dziesiąty (David Tennant) i długo nie mogłam zaakceptować Jedenastego (Matt Smith). Jednak jestem z tym serialem już trzeci rok, widzę jak ewoluuje postać Doktora i z czasem widzę wady Dziesiątego, których teraz już nie byłabym w stanie zaakceptować. Był wspaniały, kochany i przystojny. Nie ukrywajmy tego, że miliony fanek na świecie były oczarowane tylko jego czarującą osobowością. Ładna buźka Tennanta skutecznie przykrywała egoizm Doktora i jego paskudne traktowanie Mickeya i Marty. Jedenasty był nowym oddechem, zachwyconym życiem i wszechświatem. Lekkoduchem, który głęboko skrywał swoje koszmary i ponad tysiącletnią historię. Bardzo trudno było mi się rozstać z Jedenastym, a jego pożegnanie wycisnęło łzy z oczu. Jednak Peter Capaldi w roli Dwunastego wzbudził we mnie wielkie nadzieje. Jako starszy aktor może wreszcie przerwać nieszczęsne pasmo zauroczonych nim towarzyszek (oprócz Donny, ale Donna była absolutnie wyjątkowa). Dzięki odcinkowi specjalnemu (The Day of the Doctor) wiemy już dlaczego Doktor może pozwolić sobie na starszą twarz. On wreszcie w pełni zaakceptował siebie, swoją przeszłość i może ruszyć dalej.

Capaldi jako Dwunasty jest genialny. Przypomina regeneracje z Classic Who, ale też nie traci wigoru i zapału tych młodszych wcieleń. Jest w pełni Doctorem i walczy o akceptację swojej towarzyszki, która jako pierwsza ma problem ze zmianą twarzy swojego przyjaciela. Rose przyszło to bardzo łatwo, bo Dziesiąty po prostu spodobał jej się fizycznie, a Jedenasty poznał Amy z nową twarzą, więc nie było problemu. Clarze trudno zaakceptować, że jej przyjaciel zmienił nagle ciało i wygląda na zupełnie inną osobę. Reaguje jak każdy zdrowy człowiek. Boi się, ale chce też zrozumieć i jednocześnie pragnie, aby ten obcy człowiek okazał się jej Doktorem.

 

Clara stała się oficjalnie moją ulubioną towarzyszką. Dotąd pierwsze miejsce okupywała Donna, ale po dwóch najnowszych odcinkach jestem pod wrażeniem tej dziewczyny. Moffat wreszcie pozwala nam ją poznać. Nie daje tylko atrakcyjnego hasła „Impossible Girl” i ślicznej buźki aktorki, jak to zrobił w poprzednim sezonie. Zresztą Clara sama mówi, że nie jest tylko pretty face. Jest osobą z krwi i kości i niech nikt nie da zmylić się tym, że jeśli jest ładna to też powierzchowna. Powiem szczerze, że ja też dałam się na to nabrać. Ona jest po prostu piękna jak obrazek i lubię na nią patrzeć. Zaakceptowałam ją w roli towarzyszki od pierwszego spojrzenia właśnie z powodu jej urody. Jednak czułam pewne braki w jej osobowości. Moffat wyjaśnił zagadkę za szybko i odrobinę za prosto. Ta dziewczyna nabiera charakteru dopiero w sezonie ósmym i już wiem, że będę za nią straszliwie tęsknić kiedy odejdzie.

Pierwszy odcinek bardzo mi się podobał. Od razu dostajemy dinozaura w wiktoriańskim Londynie, który wypluwa TARDIS ze skonfundowanym Doktorem i przerażoną Clarą. Trafiają oczywiście na dobrze nam znanych bohaterów, czyli Madam Vastrę, Jenny i Straxa. Oczywiście mają tajemnicę do rozwiązania i muszą uratować mieszkańców miasta. Doktor w przeciwniku, który żyje za długo widzi swoje odbicie, a konfrontacja z nim sprawia, że odkrywamy w nim mrok, o który już kiedyś podejrzewaliśmy. W tym sezonie otrzymujemy Doktora, który zadaje sobie pytanie : „Czy jestem dobrym człowiekiem?”. Musi sam znaleźć odpowiedź, bo Clara szczerze mówi, że tego nie wie.

Było jednak coś, co mnie drażniło. Podkreślanie na każdym kroku, że Vastra i Jenny są małżeństwem nudzi. Panie Moffacie wiemy, że wymyśliłeś fantastyczny związek wbrew konwenansom, ale załapaliśmy za pierwszym razem, że jaszczuropodobna samica z prehistorycznych czasów Ziemii stworzyła związek z wiktoriańską pokojówką i razem tworzą duet londyńskich detektywów niczym Sherlock Holmes i John Watson. To genialny pomysł, ale efekt byłby lepszy, gdyby przeszło się nad tym do porządku dziennego, a nie wciskało w każdy dialog pań, że są małżeństwem. Za to Strax jest bezbłędny jak zawsze.

tumblr_nasfhe4yKi1sodiwbo1_500

Drugi odcinek podobał mi się jeszcze bardziej. Wydawałoby się, że to typowa przygoda kosmiczna, gdzie Doktor musi uratować ludzi przed Dalekami, ale okazuje się, że wplątuje się w sytuację, gdzie musi dotrzeć do najbardziej niebezpiecznego miejsca we wszechświecie, czyli do środka Daleka (dosłownie!). Oczywiście pomaga mu Clara i spotkani ludzcy żołnierze. Tradycyjnie da radę się domyśleć, który z nich umrze, ale tempo odcinka nie dawało czasu na zastanawianie się nad przewidywalnością scenariusza. Ponownie konfrontacja z wrogiem daje Doktorowi przemyślenia na własny temat. Potężny Władca Czasu, który miał dwa tysiąca lat na poznanie swojej osoby, dowiaduje się czegoś nowego i niekoniecznie mu to się spodoba.

Mogliśmy też poznać trochę codzienności Clary i jej pracę w szkole. Ta towarzyszka nie opiera całego swojego życia na Doktorze. Podróże w TARDIS to jak sama mówi jej hobby, a poza tym ma pracę, znajomych i właśnie poznała kogoś ciekawego. Nowa postać, czyli Danny Pink narobi pewnie zamieszania w światopoglądzie Doktora, bo jest byłym żołnierzem, a wszyscy wiemy jakie ma o nich zdanie nasz Time Lord. Jestem przekonana, że prędzej, czy później Clara zaciągnie go do TARDIS. Zresztą Danny jest facetem, którego łatwo polubić, więc już zacieram rączki na przyszłe przygody tej trójki.

tumblr_nb5a7qlQQ51rj7z7ro1_500

tumblr_nb5a7qlQQ51rj7z7ro2_500

Muszę wspomnieć też o Missy – tajemniczej kobiecie, która zbiera ofiary przygód z Doktorem w świecie, który nazywa Niebem i twierdzi, że Władca Czasu to jej chłopak. Ta kobieta irytuje mnie od pierwszego wejrzenia. Mam nadzieję, że to nie będzie kolejna River Song. Moffat uwielbia tworzyć supły, więc pewnie nie dowiemy się prędko kim jest tajemnicza Missy. Jednak mam niefajne podejrzenia, że to może być jeden z fabularnych klopsów. Nie chcę narzekać na przyszłość tylko cieszę się tym, co dostaliśmy do tej pory. Ósmy sezon rozpoczął odcinkami na wysokim poziomie i trzymajmy kciuki, żeby tak utrzymało się do końca.

tumblr_naw6yp0twL1qekx3go1_500

Oglądacie Doktora? Jak nie to zacznijcie!
Podobają Wam się takie wpisy? Chcecie, żebym opisywała swoje wrażenia po każdym odcinku?

  • Kot Bury

    Co prawda nie należę do tej części zachwyconej dwoma odcinkami nowego sezonu (no podobały mi się, ale to jeszcze nie jest to „wow, kocham ten serial”), ale Dwunasty Doctor skutecznie zakrada się do mojego serduszka :D. Moim Doctorem jest Dziesiąty i chyba tak zostanie (uwielbiam tę koncepcję „ludzkiego” Doctora, nawet ten egoizm, próżność i butę. Biorę Dziesiątego ze wszystkimi jego wadami), ale Dwunasty jest taką fantastyczną odmianą po Jedenastym, którego polubiłam dopiero pod koniec jego „urzędowania”. Zresztą, byłam przekonana, że z Capaldiego będzie świetny Time Lord pięć sekund po ogłoszeniu, że to on dostał tę rolę ;).

    Cieszy mnie również, że Clarze wreszcie ktoś postanowił dopisać jakiś konkretny charakter. Szkoda tylko, że Jenna wkrótce opuści obsadę, właśnie teraz kiedy będzie miała więcej do roboty na ekranie niż tylko bycie śliczną. Ale to taki serial, który składa się pożegnań i w którym regularnie łamią ci serce ;).

    Mnie Paternoster Gang trochę wkurza – byli dobrzy na raz. No, na dwa. Ale teraz zaczynają mnie irytować, szczególnie to o czym wspomniałaś – podkreślanie jaki bajerancki związek stworzył Moffat.

    Missy mnie nie obchodzi (i zacznie obchodzić tylko jeśli okaże się, że to Master), za to nie mogę się doczekać aż zobaczę Danny’ego w Tardis <3.

    Jestem bardzo, bardzo za, jeśli chodzi o wpisy o Doctorze. Ludzie powinni poznać ten serial :D.

    • Ja się tak strasznie stęskniłam za Doktorem, że już od czołówki miałam jakieś rewolucje w brzuchu 😀

      Czytałam gdzieś, że to chyba ostatni sezon z Jenną, ale ja ją tak bardzo lubię i nie przyswajam do swojej świadomości, że może odejść 🙁 Wiem, że będę rozpaczac tak jak rozpaczałam po Donnie 🙁 Rose lubiłam, ale miałam jej już lekko dość. Martha była takim stanem przejściowym. Amy lubiłam, Rorego dużo bardziej, ale oni tez już byli za długo. Płakałam za Donna i będę płakać za Clarą 🙁

      Masz rację, że wiktoriański skład był dobry na raz, góra dwa razy. Moffat miał fajny pomysł, ale za bardzo sam się nim zachwycił i pisze ich w sposób „Patrzcie jacy oni są fajni! Patrzcie i podziwiajcie! Powtórzę ten sam żart dziesięć razy, żebyście zrozumieli mój geniusz!” ^^

      Danny w Tardis to będzie coś! Czuję to!

      Chciałabym zarazić miłością do Doktora wielu ludzi, ale nie bardzo umiałam dotąd o tym serialu pisać. Po protu kocham, wielbię i Wy też wielbcie! 😉 Mam nadzieję, że się trochę rozkręcę z opisywaniem odcinków na bieżąco i później wrócę do początków nowej serii. Jednak, żeby Doktora pokochać to trzeba przebrnąć przez ten nieszczęsny jeden, albo i dwa sezony, żeby się porządnie wkręcić i zrozumieć ten absolutny brak logiki 😉

      • Kot Bury

        O, a propos czołówki – jest super, co prawda chyba jestem w tej opinii odosobniona, ale te trybiki <3.

        Co do odejścia Jenny chyba nikt ostatecznie tego nie potwierdził. Jeśli to prawda, to będzie bolało. Lubiłam Clarę od początku nawet taką… niedopisaną, w Snowmen skradła mi serce, później było trochę gorzej, a teraz wreszcie staje się taką postacią z krwi i kości.
        Płakałam po mojej ukochanej Donnie (już chyba lepiej umrzeć niż nie móc pamiętać Doctora). Bardzo płakałam. Trochę mniej rozpaczałam po Rose, którą też bardzo lubiłam (nawet w tym jej cwaniackim, trochę bezczelnym wydaniu pt. "Znam Władcę Czasu, podskoczysz?"). Marthę dopiero zaczynałam lubić, gdy odeszła (w wielkim stylu trzeba przyznać). A Amy i River nie lubię. Rory za to był kochany :D.

        Mnie zarażanie znajomych uwielbieniem do serialu idzie słabo – słyszą, że to o kosmicie i uciekają (też tak miałam :D). Dwie koleżanki usadziłam przed komputerem i kazałam obejrzeć "Blink", ale potem i tak potknęły się na pierwszym sezonie. No trzeba przyznać, że miłość do Doctor Who to jest związek, który na samym początku wymaga kliku poświęceń ;).

  • Mnie na razie Capaldi do siebie niezbyt przekonuje. Nie widziałam jeszcze trzeciego odcinka, ale po dwóch pierwszych nie jestem entuzjastycznie nastawiona. Pewnie z czasem się przestawię i przyzwyczaję do Capaldiego w roli Doctora, ale na razie zdecydowanie bardziej pasował mi w roli kardynała Richelieu 😉

    Pierwszy odcinek mnie zawiódł i dopiero kiedy była scena z Jedenastym to łezka zakręciła mi się w oku. Chyba każdy ma swojego Doctora i moim jest Smith 😉
    Drugi odcinek był lepszy, ale czegoś mi zabrakło. Za to podoba mi się postać Danny’ego i cieszę się, że dołączy do serialu na dłużej, mam jednak nadzieję że nie będzie w TARDIS drugich Pondów 😉

    • Każdy ma swojego Doktora, ale ja jakoś biorę tę postać jako całość. Dziewiąty, Dziesiąty, Jedenasty i Dwunasty to jedna osoba w różnych momentach życia. Bardzo długo moim Doktorem był Dziesiąty, przy pożegnaniu Jedenastego bardziej polubiłam Jedenastego, a teraz Dwunasty mnie kompletnie zawojował i odkryłam, że dla mnie Doktor to po prostu Doktor i cyferka nie ma znaczenia 😉

      Eh… nigdy więcej trójcy Pondowie plus River Song. Byli za długo, ich dramy ciągnęły i się ciągnęły… Chociaż czasami tęsknię trochę za Rorym, bo bardzo go lubiłam 🙂
      Mam przeczucie, że Danny Pink w Tardis to będzie TO ^^