Obrabowanie banku to dopiero randka! Doctor Who s08e05

Poprzednie odcinki wzbudziły we mnie wielki entuzjazm i bardzo polubiłam ósmy sezon. Wiedziałam, że prędzej, czy później nastąpi odcinek troszeczkę słabszy (co nie oznacza zły!), bo jest niemożliwe, aby jakikolwiek serial trzymał przez cały sezon tendencję bycia lepszym z odcinka na odcinek. Wtedy do finału musielibyśmy się chyba modlić. Time Heist to typowe moffatowe zagmatwanie, czyli świetny pomysł wyjściowy (Doktor z wybraną przez siebie drużyną musi obrabować najbogatszy bank w galaktyce), ale odrobinę niesatysfakcjonujące zakończenie i wyjaśnienie zagadki, które nasuwa się już od połowy odcinka.

Doktora już zaczyna trochę drażnić samodzielność Clary i że bez niego układa sobie życie, a także nie zwierza się ze wszystkiego. Zauważa randki swojej towarzyszki i jest ciekawy kim jest tajemniczy wybranek. Widzę tu lekkie współzawodnictwo, jakby Dwunasty chciał pokazać, że może zaoferować więcej. Randka z człowiekiem? Nuuuuda. Kolacja, rozmowa i spacer. Spotkanie z Doktorem? Hmmm… niech będzie obrabowanie najbogatszego i najlepiej strzeżonego banku w galaktyce z drużyną, w której skład wchodzi człowiek-maszyna i kobieta z mutacją, która pozwala jej zmienić wygląd w każdego kogo dotknie.

Mimo, że Clara wychodziła już z mieszkania do Danny’ego to telefon dzwoniący w Tardis zaintrygował ją na tyle, żeby nieoczekiwanie rzucić się w wir przygody.

tumblr_nc7w2cqbvi1rteecfo1_500Pomysł z bankiem jest świetny. Wykonanie wizualne też – wygląd planety i samego banku, a także potwór odcinka. Jednak sama droga do dostania się do skarbca lekko mnie rozczarowała. Największym zgrzytem jest przyzwolenie Doktora na „samobójstwa” dla dobra sprawy swojej drużyny. Czy gdyby przytrafiło się to Clarze to zareagowałby tak samo? Co podziało się z tym, że „każdy jest wyjątkowy i równie ważny”? Oczywiście zakończenie to „wyjaśnia”, ale wcześniej Doktor o tym wyjaśnieniu nie wiedział.

Bardzo nie podoba mi się pisanie postaci tylko po to, żeby były mięsem armatnim. Podobnie jak w drugim odcinku ósmego sezonu, gdzie od początku można było zgadnąć kto nie przeżyje podróży w głąb Daleka. To tani chwyt i razi przewidywalnością. Oczywiście słodkie zakończenie tłumaczy, że to przecież nie było tak naprawdę… a to jest jeszcze powszechniejszym zagraniem scenarzystów.

tumblr_ncbg9i3BFU1tz6kfjo1_1280Tym razem duet Moffat & Thompson nie stanął na wysokości zadania, ale nadal to jest fajny odcinek, który przyjemnie się ogląda. Po prostu w porównaniu z poprzednikami wypada słabiej. Nie mogę się doczekać za to kolejnego, gdzie Doktor będzie chciał stać się elementem życia Clary i zostanie… woźnym w szkole, w której pracuje! Oj… starcie Danny vis a vis Doktor może być ogniste!

A Wy jakie macie zdanie na temat tego odcinka? Też myślicie, że był gorszy od poprzednich, a może wręcz przeciwnie?

  • Zgadzam się z tym co napisałaś w 100%. Mnie złości też to, że Moffat pisze takie fajne postaci, do których widz z łatwością się przywiązuje, a potem Moffat je porzuca po tym jednym odcinku. Bo zapewne nie zobaczymy już więcej ani człowieka-maszyny ani mutantki 🙁

    • Mam nadzieję, że jednak jeszcze kiedyś ich zobaczymy. Moffat powrócił na przykład do wiktoriańskiej trójki, ale ich bardzo lubi, więc to może dlatego…
      Nie spodobało mi się też to, że kobieta mutantka (BARDZO przypomina xmenowską Mystique) tak łatwo zrezygnowała ze swojego daru, a Doktor nie próbował jej udowodnić, że jej zdolności to nie jest coś złego, że może poznać kogoś, komu to nie przeszkadza. Kurczę, no co się podziało z tym, że jesteś wspaniały taki jaki jesteś i nie musisz w sobie nic zmieniać, aby podobać się otoczeniu? Przykre to 🙁

  • To był odcinek, który zawiódł mnie najbardziej w ósmej serii, niestety >_< Bardzo "Moffatowy" był również 'Listen', jednak oglądało mi się go świetnie – 'Time Heist' był bardziej wymuszony, co psuło wrażenie. Zastanawiam się też gdzie podziała się Missy, bo – choć chyba nie chcę dowiedzieć się, co Moffat wymyślił tym razem – gdzie ta "ciągłość", gdzie konsekwencje? Co się dzieje z Promised Land?

    • Przy „Listen” Moffat starał się bardziej. Może dlatego, ze to odcinek podpisany tylko i wyłącznie jego nazwiskiem? „Time Heist” bardziej stawiało na fajne efekty. Szkoda, bo fundamentem był dobry pomysł. Gorzej z jego zrealizowaniem i rozwinięciem.

      Nie tęsknię za Missy, ale też się zastanawiam, co się dzieje z Promise Land. Moją teorią jest to, że może chodzić o Gallifrey. Podobnie jak Bad Wolf był znakiem w czasie i przestrzeni, który prowadził do wiadomego finału, to Promise Land jest może takim kierunkowskazem ku rodzinnej planecie Doktora? Nie wierzę, że nie będzie starał się jej odnaleźć po tym, jak ją ocalił przed zagładą.

  • Kot Bury

    Masz rację, to był jeden z tych odcinków Doktora, które nie są ani dobre, ani koszmarne. Po prostu sobie są gdzieś w środku sezonu ;). Szkoda tylko zmarnowanego potencjału – miałam dokładnie tak samo jak w przypadku „Journey to the Centre o f the Tardis” – duże oczekiwania ze względu na fantastyczny pomysł, które nie zostały spełnione.
    Ale następny odcinek, Doktor w szkole Clary to jest coś, co musi się udać :D.

    I znów słówko o samym Doktorze – uwielbiam go, serio, koncept zrzędliwego Szkota w roli Władcy Czasu zawładnął moim sercem, ale jak już poprzednio nieudolnie próbowałam przekazać – trochę zgrzyta mi to, że Doktor nagle tak lekko traktuje inne istnienia. Jednak trochę tęsknię za Doktorem, który uważał ludzi za fantastyczny gatunek, nawet niekoniecznie w wykonaniu mojego Dziesiątego, bo brakuje mi również Doktora, który klęczy naprzeciw homo reptilia i stwierdza tak po prostu z uśmiechem ” You are beautiful” (mam w ogóle straszny sentyment do tej sceny, bo źle zniosłam zmiany w piątym sezonie, a po tych słowach, jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, zrozumiałam, że Doktor to wciąż Doktor). No, ale zaczynam rozumieć, że w ten sposób się nie da. Nie można przecież mieć ciastka i zjeść ciastka.

  • Podzielam Twoją opinię, to nie był jakiś wybitny odcinek pod względem scenariusza, a sam doktor zaczyna mnie trochę drażnić. Dobrze powiedział człowiek maszyna, że Clara wymyśla dla niego dobre wymówki, bez niej nikt nie chciałby się go słuchać, bo to co często proponuje i jak szanuje współtowarzyszy często jest suche i bez emocjonalne. Ktoś tam umiera: spoko, ważne, żeby misja się powiodła. Z jednej strony taki wielkoduszny ratuje inny gatunek, ale jak przychodzi do ludzi to jakoś mocno się nimi nie przejmuje i specjalnie się nie stara.

    Brakuje mi trochę naiwności, dziecinności i lekkiego sarkazmu 11, który potrafił przekonać do siebie nawet obce osoby i nakłonić do współpracy, brakuje mi jego humoru.