Nie bój się bać, czyli Doctor Who s08e04

To niesamowite, że sezon ósmy z odcinka na odcinek jest lepszy. Kiedy myślę, że już nie może być lepiej, Moffat udowadnia, że jednak może. Odcinek, który sam napisał jest wszystkim tym, za co go kochamy. Wykorzystuje strach, z którym dorastaliśmy (co jest pod łóżkiem? co skrzypnęło w domu? co mignęło w lustrze?), lawiruje czasem i robi wibbly -wobbly timey-wimey stuff. Wzbudza też skrajne emocje od nerwowego zerkania na swój kocyk po łzy wzruszenia, a także niezdrową ciekawość. Jest też jedno wielkie niedomówienie, ale tym razem naprawdę uzasadnione. Bo tak naprawdę nie chcemy wiedzieć, co jest pod łóżkiem…

tumblr_nbvr5xGoYi1tbpfr5o1_500

Startem odcinka nie jest tylko Doktor, który sam (czy na pewno?) sobie stwarza zagadkę dnia, ale też nieudana randka Clary i Danny’ego. Są przezabawni w staraniu się, ale też realistyczni w tym, że po prostu nie zawsze się udaje. Można kogoś lubić, czuć chemię, ale tak się zestresować, że od słowa do słowa, od głupoty do jeszcze większej głupoty zepsuć nie tylko wieczór, ale też szansę na następne spotkanie.
Na rozczarowaną Clarę czeka w mieszkaniu Tardis i Doktor, który chce odkryć, czym jest istota, której wszyscy się boimy, o której wszyscy śnimy, ale nigdy jej nie zobaczyliśmy. Daje towarzyszce stery Tardis, żeby mogła wrócić do dnia, kiedy jej się pierwszy raz przytrafił strach przed „tym czymś” spod łóżka, ale rozproszona wcześniejszymi wydarzeniami Clara nieświadomie kieruje ich na linię czasową Danny’ego…

Dostałam w tym odcinku wszystko za co kocham serial. Bałam się (i skopałam kocyk na podłogę), rozczulałam nad tym, jacy są słodcy razem Clara z Danny’m, znowu się bałam, rozkminiałam wibbly-wobbly, zachwycałam Clarą, chlipałam w chusteczkę, a na koniec zrobiłam jedno wielkie awwwwwwwwwww.

tumblr_nbuzxhYh9U1qcwhkeo1_500

Mam ogromną nadzieję, że Clara zakończy przygodę z Doktorem tworząc wspaniałą rodzinkę z Dannym i wychowując małych, przyszłych podróżników w czasie. To wspaniała dziewczyna, która lubi i rozumie dzieci i nigdy nie odwróci się od płaczu jednego z nich. Jest zdecydowanie najważniejszą towarzyszką. Ma największy wpływ na Doktora i to ona podejmuje naprawdę ważne decyzje. Jednocześnie nie zatraca w nim, ale buduje swoje własne, oddzielne życie. To moja towarzyszka i chcę dla niej jak najlepiej, ale strasznie się boję, że Moffat będzie chciał znowu złamać nam serducho. A może dla odmiany dostaniemy szczęśliwe i wymarzone zakończenie? Clara i tak już swoje przeszła będąc Impossible Girl i poświęcając się dla Doktora nawet, kiedy jeszcze go dobrze nie znała.

Zazwyczaj mam lekki problem z akceptacją nowych postaci w ukochanych serialach, ale przyznam szczerze, że Danny Pink natychmiastowo wręcz zdobył moją sympatię. Ma w sobie coś, co nie pozwala go nie lubić. Nie jest postacią stworzoną tylko po to, żeby pasować do Clary i widać, że nie będzie jej się podporządkowywać jak Rory Amy. Ma swoją historię i tajemnice, nie jest łatwo otworzyć mu się przed drugą osobą, ale Clara prowokuje go do wyrażania głęboko drzemiących emocji. Tak był żołnierzem, zabijał ludzi, ale też kopał studnie i chronił ludność cywilną.
Jestem baaaaaardzo ciekawa, jakie będą jego relacje z Doktorem.

tumblr_nbwhn2MOu21qe9t4zo1_500

P.S. Wiem, że u mnie ostatnio na blogu tylko doktorowo, więc planuję wziąć udział w dwóch tagach i chyba szykuje się też wpis o pewnym anime.
P.S.2 Oczywiście zapraszam do dzielenia się ze mną wrażeniami po tym odcinku, bo dyskusja z Wami to jeszcze większa przyjemność niż pisanie tego posta ^^

  • Ten odcinek był zdecydowanie najlepszym z Dwunastym. W pierwszej scenie ze śmiechu prawie oplułam monitor 😉
    Cały odcinek tak ładnie składał się na końcu w całość. Moffat pokombinował i tym razem mu wyszło 😉 Clara była przeurocza, a Danny wygrywa w tym odcinku nagrodę za pierdołę roku 😉 Jego prawnuk zaś był dość dziwny, taki trochę ospały i znudzony mi się wydawał.

    • Prawnuk troszkę posiedział na tym końcu wszechświata, więc mógł się troszkę sponiewierać strachem. Pewnie mało spał, bo COŚ mu pukało do drzwi ;]
      Co ciekawe Doktor dość często trafia na kraniec wszechświata i za każdym razem wygląda on inaczej.

      Masz rację, że ten odcinek ładnie się złożył w całość. Trochę przypomina mi to starego Moffata, kiedy jeszcze pisał „pod dowództwem” Russella T Daviesa. Przecież to były piękne odcinki, oddzielne historie, które można było oglądać w oderwaniu od fabuły. W „Listen” nawet nie było wątku z Missy i to mi się bardzo podobało 🙂

  • Kot Bury

    Wyjdę na okropną marudę, ale mnie ten odcinek nie przypadł do gustu. Wszystko ślicznie, scena, w której Clara uspokaja małego Doktora jest genialna, sama pointa, że nie trzeba bać się strachu, bo on jest ważnym towarzyszem dla człowieka też piękna. Atmosfera grozy też była, tylko że… mam wrażenie, że Moff gra cały czas tymi samymi środkami – kiedy już łaskawie daje nam odpocząć od pościgów i wybuchów, odgrzewa nam kotlet pt. „najstraszniejsze jest to czego nie widać, czego nie można się spodziewać”. Przez to, że serwuje kolejny raz coś tak podobnego… przestał mnie zaskakiwać. Przy creepy „Empty Child/Doctor Dances” mało nie posikałam się ze strachu, „Blink” było cudownie klimatyczne i niepokojące, Cisze już mnie nie porwały, a to… Czekałam, czekałam i nic z tego nie wynikło.
    Plus nie jestem przekonana, czy podoba mi się, że Clara najwyraźniej będzie kolejną towarzyszką z zamoffaconym życiorysem, taka… hm, kosmiczna ingerencja w jej relację z Dannym trochę mnie uwiera. Wolałabym, żeby była po prostu dziewczyną, którą Danny Pink pokochał bez żadnych bajerów, a nie dziewczyną, która w takim stopniu ukształtowała jego przyszłość.

    Mam też problem z samym Doktorem. Dwunasty jest fantastyczny i z jednej strony skradł mi serducho, ale z drugiej mam wrażenie, że jest trochę źle przez scenarzystów napisany. Wytłumaczyli nam czemu Doktor „postarzał się” i że nie zależy mu już na tym, by podobać się ludziom (choć w związku z tym wcale nie jest pewny siebie ->jego reakcja w 3. po tym jak ucałowała go uratowana przez neigo dziewczyna), ale mam wrażenie, że nie wyjaśniono nam innych fundamentalnych zmian jego charakteru. Tak samo jak miałam kłopot z tym, że Władca Czasu, który był pacyfistą (Dziesiąty, a nawet i Dziewiąty) nagle przestał mieć opory przed bronią, tak samo nie kumam tego jakim cudem ktoś dla kogo „nie było nikogo, kto byłby nieważny” zmienił się w osobę, dla której inni są raczej maluczcy ;). Nie kupuję tego, że Doktor zrobił się arogancki, trochę opryskliwy, „bo tak”.

    Natomiast bardzo podobało mi się to, że znów mieliśmy Doktora, który analizował, badał, rozwiązywał zagadki – tego mi brakowało, za tym tęskniłam i takiego Doktora chciałabym widzieć częściej.

    PS. Tak, wiem, hejtując Moffata, jestem super oryginalna 😀
    PS2. Muszę przestać tworzyć elaboraty w komentarzach u Ciebie ;).

    • Twórz elaboraty, bo uwielbiam je czytać! <3
      Bardzo cenię Twoje odmienne od mojego zdanie, bo to daje pole do dyskusji 🙂

      To prawda, że Moffat jedzie na ustalonym przez samego siebie schemacie, ale na mnie to cały czas działa. Nie bałam się Ciszy. Za to kamienne Anioły napawają mnie lękiem po dziś ^^

      Odcinek był śliczny, był fajnie napisany, był tak po staremu moffatowy i to mi się podobało. Nie było nawet żadnego nawiązania do Missy (super!!! jakoś mnie irytuje ta kobieta).

      Coś czuję, że Danny zakocha się w Clarze bez wiedzy o tym, że jest towarzyszką Doktora. Chociaż ona już na przykład "wie", że to chyba jej przyszły mąż 😉
      Poza tym trudno być obecnym w życiu Doktora i nie mieć pokręconego życiorysu. Chociaż panna Oswald i tak się stara pielęgnować swoją "normalność".

      Dziesiąty był pacyfistą, bo miał świeżo w pamięci wojnę, w której stracił swoją planetę. Dopiero Jedenasty pod sam koniec urzędowania odkrył prawdę, a teraz kontynuacją tego jest Dwunasty, więc jego zmiana w zachowaniu dotyczącym broni może być uzasadniona.

      Kochana! A Dziesiąty nie bywał arogancki i opryskliwy? To nie jest wcale nowa cecha. Doktor już się po prostu z tym nie kryje 😛

      • Kot Bury

        Z Aniołami mam tak samo – jak widzę kamienne figury, od razu uruchamia mi się „don’t blink”. Analogicznie mam z maskami gazowymi i „Are you my mummy”. Ale to dawne dzieje kiedy Największy Troll BBC miał na głowie tylko pisanie cudownych odcinków a nie snucie całej historii ;).

        O tak, Missy choć pojawia się na kilka sekund jest irytująca; mnie irytuje, bo pachnie sztampą, jest pisana w podobny sposób co Amy, River, Tasha Lem – buńczuczna, trochę bezczelna i przecwaniacka ;). W pewnym sensie ten odcinek był fajny, tylko że nie tak fajny, jak potrafią być odcinki Doktor Who ;).

        Wiem, że pokręcony życiorys to konieczność, gdy podróżuje się z Doktorem (nawet Marcie się to nie do końca udało, mimo że sama porzuciła Doktora za co ma u mnie szapoba do końca życia), ale czy trzeba aż tak komplikować towarzyszom życie? Taki zwrot fabularny typu „jeszcze nawet go dobrze nie poznała, a już zdążyła namierzać w ich strumieniach czasowych i wie, że prawdopodobnie będą rodziną (chociaż „rodzinna tradycja podróżowania w czasie” trochę mnie rozmiękczyła ;)) mnie nieco odstręcza. Po prostu nie chciałabym takich niesamowitości jak u Pondów ;).

        Bywał opryskliwy, nieznośny i w ogóle (zwłaszcza u kresu swojego życia). Tak samo Dziewiąty. Wszyscy poprzedni Doktorzy stawiali siebie wyżej nad ludzką rasę (zresztą dzięki temu mamy ten gif 😀 http://data3.whicdn.com/images/50004076/large.gif), miałam jednak zawsze wrażenie, że nie uznawali zwykłych ludzi za całkiem nieważnych
        (Muszę jeszcze raz obejrzeć pierwszy odcinek, bo oglądałam bez napisów i nie ogarnęłam czy powiedziano dlaczego Doktor już się z tymi cechami nie kryje i czemu nie zależy mu na aprobacie).
        Poza tym to nie tylko o to chodzi: nie kumam skąd ta „aspołeczność” u Doktora, skąd się wzięło cudowne skądinąd „not a hugging person now”. Jak doszło do tego, że wprawdzie przestał się zadręczać skończyły się dramy i płaczliwe przemowy, ale zaczął być zrzędliwy, trochę zagubiony i mniej niż przedtem rozumiejący ludzi – gatunek, z którym spędził mnóstwo czasu (tak częste docinki dotyczące rzekomych niedostatków urody u prześlicznej dziewczyny? kamą, kupuję to w wykonaniu Straxa, ale nie u Doktora :D)? Pomysł na Dwunastego jest świetny, ale jeszcze mniej niż al dente .
        Wiem, że never apply logic to Who, jednak mimo wszystko pewne rzeczy powinno się napisać do końca. Charakter postaci czy fabułę, bo dziur fabularnych to się trochę uzbierało (Gallifrey wtf, Moffat jak Ty z tego wybrniesz…) :D. Nie wszystko da się oprzeć na paradoksie.

        Tak czy inaczej, kocham ten serial za to, że wywołuje u mnie skrajne emocje i skłania do rozmyślań :D.

        • Oj to prawda, że sobie narzekamy, ale i tak oglądamy każdy odcinek z wypiekami na polikach i będziemy zawodzić jak ranne zwierzęta, kiedy Moffat odejdzie.

          Wydaje mi się, że przy regeneracji zmienia się nie tylko wygląd Doktora, ale też niektóre jego cechy. Dlaczego na przykład Dziesiątemu było tak cholernie ciężko odejść? Bo wiedział, że będzie już jakby inną osobą. To nie będzie w stu procentach on. Doktor zresztą też dojrzewa (o ile można mówić o dojrzewaniu kogoś, kto ma 2000 lat ^^) i się zmienia z wiekiem, z wydarzeniami i ze zmieniającymi się towarzyszami. Takie jest moje zdanie dotyczące tej postaci 🙂

          Myślę też, że to mówienie Dwunastego o budyniogłowych ludziach to taka trochę zasłona dymna mająca sprawić, że wszyscy mają myśleć, że już mu tak bardzo nie zależy. A wiadomo, że zależy i będzie zależeć. Po coś w końcu ciągle wraca na tą Ziemię, nie? 😉 (a teraz mam zboczenie, że powinnam napisać tĘ Ziemię, ale przecież Ziemia to ona, więc przecież TA)

  • Nie będę się już tak rozpisywać jak u siebie na blogu, bo pewnie nie chcesz u siebie trzech stron recenzji (xD), aczkolwiek odcinek był zdecydowanie bezbłędny. Danny Pink również zdobył moją sympatię od pierwszej sceny (nie wiem, skąd bierze swój urok – charyzma aktora jest po prostu niezaprzeczalna) i dawno nie bałam się tak mocno na odcinku Doctora Who, brrr. Moją ulubioną towarzyszką co prawda była raczej Donna, bądź Rose i nigdy nie lubiłam Clary lecz twórcy pozwolili jej rozwinąć się w ósmym sezonie i zaczyna rosnąć w moich oczach. Zobaczymy, czy nabawię się sympatii do tej postaci, kto wie. Pozdrawiam 🙂

  • Mam mieszane uczucia co do tego odcinka. Z jednej strony fajnie pokazany był strach przed skrzypieniem, co jest pod łóżkiem, ale…. jakoś Clara wydaje mi się za idealna w swoich tekstach i byciu sobą. Z jednej strony jest przeciętną normalną dziewczyną, taką fan-girl doktora, która realnie wpływa na jego przyszłość i przeszłość, a z drugiej jakoś nie do końca ufam jej idealności i tekstom na każdą sytuację, czasami mnie one irytują. Każdy ma swój gust 🙂 Donny jest za to bardzo fajnym normalnym facetem! Brakuje takich na ekranach, faceta z uczuciami i ciekawą przeszłością, który nie jest tylko łamaczem serc, ale posiada właśnie tą normalność, ludzkość. Nie jest zapatrzony w Clarę jak „tamten” w Rose, co jest jego dużym plusem. Tworzą zgrana parę, ciekawa jestem interakcji Doktora z Dannym 🙂 BO doktor nienawidzi żołnierzy, teoretycznie 😉

    Wiemy po tym odcinku, że ich przyszłość będzie opatrzona co najmniej jednym wspólnym dzieckiem, więc możemy trzymać kciuki za dalszy rozwój sytuacji ;]

    • Ja tam uwielbiam Clarę. Jest idealna, ale ma też swoje wady (control freak na przykład i słowotok). Poza tym, która Towarzyszka miała wady? Doktor zawsze wybiera dobrych ludzi i utwierdza ich w swojej wyjątkowości.

      Danny jest świetną postacią. Lubię go już bardziej niż Rory’ego, a to wielkie osiągnięcie 😀
      Cieszę się, że to Clara musi się o niego starać, a nie lata za nią jak głupi, jak np. Rory za Amy, czy Mickey za Rose…

  • O jakim anime napiszesz?!?!?! Chociaż małą podpowiedź daj!

    • Wiesz… drużyna pływacka i inne takie 😛

      • YEEEESSS!!!!!

        • Poczekam tylko, aż obejrzę ostatni odcinek 😀
          Mam nawet gifki przygotowane! ^^