Dalej nie lubię Hannibala, ale jaki to dobry serial!

Tak, jak pisałam o pierwszym sezonie, tak i o drugim mogę napisać podobnie. Nie lubię tej lepkiej atmosfery zła sączącej się z ekranu. Nie lubię morderstw, które wyglądają jak dzieła sztuki. Nie lubię tego, że tam wszystko jest tak straszliwie poważne, na serio, a postacie prowadzą tylko i wyłącznie inteligentne rozmowy pełne aluzji i drugiego dna, a nigdy nie powiedzą sobie, co u nich słychać, albo, gdzie lubią robić zakupy. Jednak moja Przyjaciółka uświadomiła mi jedną ważną rzecz – Hannibal to alternatywna rzeczywistość, kompletnie inny świat od naszego, który rządzi się swoimi prawami. Poza tym dla genialnej gry Madsa Mikkelsena i Hugh Dancy’ego warto poświęcić jeden weekend na połknięcie sezonu. Ten świat uzależnia. Za nic nie chcesz się w nim znaleźć, ale lubisz go obserwować.

Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, że pisanie o drugim sezonie serialu oznacza spoilery do sezonu pierwszego?

Otóż wszyscy wiemy, że Will został oskarżony o wszystkie morderstwa popełnione przez swojego psychiatrę (Hanibcia of course). My to wiemy, Will to wie, Hanibcio też, ale wszyscy dookoła uważają naszego biednego Willa za chorego psychopatę. Zbliża się proces i nieuchronna kara śmierci. Nikt nie wierzy w prawdę, a nawet jeśli ktoś ma choć ziarno wątpliwości (Jack, Beverly) to na wykwintnego kanibala nie ma żadnych dowodów.

Willowi zostaje tylko jeden sposób. Może się odwołać do Hannibalowej słabości, czyli pragnienia, aby to właśnie on (ze swoją wyjątkową umiejętnością empatii) stał się przyjacielem, a także partnerem w zbrodni. Ta strategia działa, ale Will musi się postarać, aby nie polec w pojedynku na umysły z mistrzem manipulacji.

tumblr_n7zpjcVrZd1sp9f4bo1_r1_500

tumblr_n7zpjcVrZd1sp9f4bo2_500

Drugi sezon jest bardzo dobry. Moim skromnym zdaniem jest zdecydowanie lepszy od pierwszego. Uwielbiam temat intryg, manipulacji i to jak dzięki słowom można wpłynąć na drugą osobę. Między Hannibalem i Willem było takie napięcie, że aż powietrze między nimi drżało. Genialne aktorstwo to jedno, a sama historia (świetnie napisana) dawała nam wiele do myślenia i prawie do samego końca nie wiedzieliśmy, czy Will chce udowodnić kim naprawdę jest Hannibal, czy przemienia się na jego podobieństwo. Wiem, że wszyscy podniecają się Madsem, ale warto zwrócić uwagę na Hugh, który aktorsko przechodzi samego siebie.

Co mi się nie podoba? Cała sytuacja z tym, że wszyscy są tam tacy mądrzy i ponad przeciętnie inteligentni, a wyjawiają osobie postronnej (Hannibal), która nie pracuje w FBI, dokładne informacje dotyczące morderstw i tego, co FBI wie na ten temat i na jakim jest tropie. Wszyscy się przyjaźnią, wcinają u Hanibcia kolacyjki i nie wpadną na pomysł, żeby po kryjomu skubnąć trochę mięska do badania. Super mądry Jack Crawford prosi o przekąski na wynos na przyjęciu pełnego ludzi, które Hanni organizuje i spodziewa się rezultatu? Serio? Hanibcio byłby taki tępy, żeby na imprezie podawać ludzinę? Gdzie nie ma kontroli nad tym, co kto sobie schowa do torebki?

tumblr_mng1mq5EZt1sp9f4bo1_500

tumblr_mng1mq5EZt1sp9f4bo2_500

Jednak jestem w stanie te drażniące mnie fakty upchnąć w szufladkę pod tytułem „heeeeloł to alternatywna rzeczywistość i rządzi się innymi prawami” i jestem bardzo za to wdzięczna mojej Przyjaciółce, bo dzięki temu jestem w stanie cieszyć się serialem.

Co jest bardzo dobre? Reżyseria, scenariusz, perfekcyjny montaż i genialne efekty. Nie mogę nie wspomnieć o muzyce, która nerwowo rozstraja, ale skutecznie buduje napięcie.
W tym sezonie były dwa momenty, które mnie emocjonalnie rozwaliły (oprócz finału, ale o tym później). Mianowicie śmierć mojej ulubionej postaci kobiecej (jedynej ogarniętej babki, która mogła przyskrzynić Hannibala i nie uległa jego urokowi) i moment, kiedy jeden z psów Willa był w niebezpieczeństwie i został zraniony. Możecie robić z ludzkich zwłok ule dla pszczół i drzewne kompozycje, ale trzymajcie się z dala od piesków Willa!

Myślałam, że będzie mnie drażnić seksualna relacja Alany i Hannibala (miałam wielką nadzieję, że jego postać jest aseksualna). Na szczęście nie zrobiono z niej jedynie obiektu seksualnego, miała coś tam od siebie do dodania, ale i tak bardzo nie lubię tej postaci. Jest przecenionym psychiatrą. Jej terapia, czy próby relacji z psychopatami są tragiczne. Myślę, że osiągnęła wiele dzięki swojej atrakcyjności (takie sprawia wrażenie), bo nie mogę nazwać inteligentną kobietę, która próbuje budować związek najpierw z jednym, a potem drugim podejrzanym o morderstwa i jedzenie swoich ofiar. Ja wiem, że nie jest łatwo nie ulec facetowi, który jest idealnym kucharzem, artystą, psychiatrą, kochankiem i wygląda jeszcze jak Mads Mikkelsen, ALE skoro jej najlepszy przyjaciel (Will) wprost ją ostrzega przed tym człowiekiem, a ona i tak w to brnie to nie dziwię się, że w taki sposób skończyła. [wielki SPOILER] Poza tym w finale zachowała się jak typowa głupiutka bohaterka horrorów. Goni cię morderca? Uciekaj na górę. Idziesz na konfrontację z mordercą? Zapomnij sprawdzić, czy masz naładowany pistolet. Morderca ofiaruje ci możliwość ucieczki? Uciekaj to może uda ci się uratować twoich przyjaciół! [koniec SPOILERA] Mam serdecznie dość Alany i wolę już nawet wkurzającą Freddy, która chociaż stara się zrobić użytek ze swojej mózgownicy.

tumblr_n7oskqt9mv1sp9f4bo1_500

tumblr_n7oskqt9mv1sp9f4bo2_500

Spodobała mi się za to nowa postać kobieca, czyli Margot Verner w wykonaniu pięknej Katharine Isabelle. Świetna historia o uzależnieniu od brata. Krzywdzona przez lata (fizycznie i psychicznie) próbowała go zabić, ale jej się nie udało. Za to on czerpie perwersyjną przyjemność z bólu siostry. Hannibal jako jej psychiatra próbuje jej pomóc. Nie tylko z dobrego serduszka, ale przede wszystkim dlatego, że Mason Verger (Michael Pitt) jest wszystkim tym, czym Hani gardzi. Jest chamski (eat the rude!) i w swoim okrucieństwie zupełnie inny od Hannibala i jego poczucia estetyki. Poza tym Margot wchodzi w relację z Willem, a stare powiedzenie mówi, że przyjaciele przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, a wrogowie przyjaciół naszymi wrogami.
Margot jest fascynująca w swojej sile. Brat już dawno mógł ją złamać, ale ona jest daleka od poddania się. W pewnym momencie myślałam, że stanie się dla Hannibala i Willa odpowiednikiem Abigail, ale z wiadomych względów cieszę się, że tak się nie stało.

bfa41582a3721ffab8dd049179619375

12e7e1d0497ad94f57a2738039736d9fFinał? Finał był absolutnie genialny. Wiem, że to słowo pojawia się w tym wpisie często, ale jest adekwatne do poziomu serialu. Jestem w szoku, że przy tym rozwoju wypadków twórcom udało się uniknąć patosu i nie wiem, jak oni to zrobili.
[SPOILERY]
Rzeźnia to dobre słowo, bo to właśnie się stało. Serce mi się krajało widząc Hannibala zdradzonego przez Willa, czyli namiastkę rodziny, jaką sobie stworzył. Jego chore poczucie bliskości sprawiło, że zachował nawet dla niego Abigail. Teraz pewnie stanie się zimnym mięsem, które znamy z Milczenia owiec. Ciekawe, czy Bedelia będzie odpowiednikiem Clarice Starling. Wszystko na to wskazuje, ale z tym serialem nie możemy być niczego pewni. [koniec SPOILERÓW]

Jakie są Wasze przemyślenia o tym serialu? Zgadzacie się z moim zdaniem, czy wręcz odwrotnie? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

  • Kot Bury

    Zgadzam się, że drugi sezon był zdecydowanie lepszy od pierwszego. Wiele osób twierdzi, że twórcy przesadzili i serial nie był już tak dobry jak w pierwszej serii, ale ja nie jestem skłonna się z tym zgodzić.
    To, co w drugim sezonie było najlepsze, to przemiana Willa Grahama. Opanowany, chłodny, nieco cyniczny Will Graham to postać o niebo lepsza i ciekawsza niż w poprzednim sezonie, to Will, którego lubię. I to trochę smutne, jak rzadko fani zauważają, że druga seria to przede wszystkim znakomity popis aktorski Hugh. Tak, też jaram się Madsem, ale on w gruncie rzeczy poza finałem niczym mnie nie zaskoczył, a Hugh Dancy? Mój Boże, jakie to było dobre aktorstwo.

    Alany nigdy nie lubiłam, pośród tylu silnych, intrygujących postaci, zawsze wydawała mi się jakaś rozmemłana. A jak ją porównać z Margot Verger czy Bedelią, to wypadała bardzo blado. Ale miała w finale dwie przepiękne wizualnie sceny – to, jak tonęła w czerni czy późniejsza scena w deszczu – cudo.

    Nie mogę się doczekać trzeciego sezonu. I dodam jeszcze tylko, że Hannibal to serial, który należy oglądać z pewnego dystansu, z przymrużeniem oka, wówczas nie wydaje się ciężki i niestrawny. A jeśli dodatkowo śledzi się poczynania fandomu na tumblrze, to w ogóle jest świetna zabawa :D.

    Ach i jeszcze zapomniałam: KOCHAM DOKTORA CHILTONA :D.

    • Mads Mikkelsen to zdecydowanie mój ulubiony współczesny (żyjący) aktor. Jest niesamowicie utalentowany, panuje nad ciałem, mimiką, a nawet spojrzeniem postaci. Fascynujący facet.
      Jednak nie można nie zauważyć Hugh Dancy’ego, bo tak jak napisałam, w tym sezonie aktorsko przeszedł samego siebie. W pewnym momencie byłam już pewna, że stał się Hannibalem 2 (mimo, że znam tę historię i wiem mniej więcej, co się wydarzy ^^).

      Alana w serialu ładnie wygląda. Ma piękne estetycznie sceny i macha włosami. Jeśli chodzi o charakter… nie umiem jej polubić i zrozumieć.

      Fandom Hannibala to najlepszy fandom jaki istnieje! Gdyby nie brali tego wszystkiego na humor (zresztą fantastyczny), tylko na serio to już dawno by powariowali 😉 Twórcy serialu przesympatycznie komunikują się z fanami i to też jest fajne 🙂

      Chilton jest fantastyczny, a jego miny na przyjęciu u Hanibcia, gdzie mówi, że na pewno nic nie zje, są zajebiste 😀 Mimo wszystko, kiedy mam porównanie: historia Chiltona i historia rodzeństwa Verger to wybieram tych drugich 🙂

  • Merenwen

    Też chyba drugi sezon uważam za lepszy – nie pamiętam, kiedy ostatnio bawiłam się tak dobrze w snucie teorii spiskowych, kto ile wie, kto kogo podejrzewa i kiedy mówimy o przemyślanych zasadzkach, a kiedy o przypadkowym zbiegu okoliczności – chociaż mam wrażenie, że gdyby nie aktywny fandom dzielący się chętnie i często swoimi teoriami, bawiłabym się chyba nieco gorzej. 😉
    Alanę trochę usprawiedliwiam, bo a) zaczęła dopuszczać do siebie możliwość, że Hannibal może sobie robić obiadki z płucek tamtej pani albo nerki tego pana, ale odniosłam wrażenie, że nie chciała w to uwierzyć tak całkiem, więc jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że nie sprawdzała dziesięć razy dziennie, czy broń jest naładowana (zresztą nie wiem, czy ktoś to w ogóle robi?), b) myślę, że w analogicznej sytuacji we wszystkich odezwałby się instynkt przetrwania i z możliwości ucieczki nie skorzystałby tylko osobnik pozbawiony emocji typu strach (tym bardziej, że co mogła zrobić więcej bez broni). Co nie zmienia faktu, że też jej nie lubię i nie byłoby mi bardzo smutno, gdyby się okazało, ze nie przeżyła.

    A zakończenie mnie zdezorientowało całkiem, co jest w sumie pozytywnym komentarzem ;).
    Pozdrawiam

    • Alana wiedziała, że wieczorem będzie rozpierducha i że Jack i Will planują rozprawić się z Hannibalem. Powiedzmy, że „szła na bitwę” i nie sprawdziła, czy ma naboje w magazynku?? Dla mnie to jest totalnie głupie i nielogiczne, bo przecież uczyła się strzelać, a nauczyciele przy podstawach wbijają do głów, żeby ZAWSZE ogarniać, czy broń jest odbezpieczona, czy nie i czy ma się naboje, ile w magazynku, a ile gdzie indziej i tak dalej.
      Sprawa ucieczki. Mogła skłamać i powiedzieć Hanibciowi: „Eeeej słuchaj nic nie widziałam, idę sobie na chatę popijać winko i oglądać Oprah”, a w rzeczywistości ostrzegłaby Willa, zadzwoniłaby nie po zwykłą policję, ale po FBI, bo przecież jeden z ich agentów wykrwawia się w spiżarce.
      Jeśli już nie skłamała i było za późno, bo chciała do niego strzelić to mogła uciekać drogą, którą przyszła, czyli na zewnątrz i narobić rabanu (postawa psychologii: krzycz, że się pali, a nie że cię mordują to wtedy ludzie zareagują i szybciej wezwą pomoc), a nie biec jak ostatnia głupia gęś na górę, gdzie ucieczki nie ma.

      Nie chcę, żebyś zrozumiała, że chciałabym, żeby Alana była idealna, ale jej postać jest kreowana na mega mądrą, inteligentną, logiczną i rozsądną postać. To wszystko sypie się w drugim sezonie, bo jej zachowanie o tym przeczy.

      Pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Uwielbiam „Hannibala”, też niektóre rzeczy może mnie wkurzają, ale uwielbiam, uwielbiam mimo wszystko. Klimat, fabuła, cała skomplikowana gra między Willem a Hannibalem, aktorstwo (masz rację, Mads jest genialny, ale ludzie przy wychwalaniu go często zapominają o Hugh, który jest równie świetny). Też uważam, że drugi sezon był lepszy. Nie jestem natomiast wciąż pewna, co mam myśleć o finale. Chyba wciąż mam mętlik w głowie.

    Margot to świetna postać. Podobnie jak doktor Chilton, dlatego trochę jestem zła na to, jak potoczył się ten wątek. No ale teraz czekamy na trzeci sezon 🙂

    • Jestem strasznie niedobra, bo zapomniałam napisać o Chiltonie 🙁 Bardzo go lubię, rozchmurzał tą posępną atmosferę i bardzo się o niego bałam, ale wiedziałam, że Hanni w jakiś sposób go dopadnie lub się na nim zemści.

      Oj ten finał… rozwalił mnie całkowicie, ale jeszcze większe WTF spowodowała scena po napisach. Bedelia to jedna wielka zagadka.

  • Chaberie

    Świetny wpis! Zgadzam się właściwie ze wszystkimi stwierdzeniami i dziękuję, za uznanie oraz za kolejną możliwość dyskusji o tym serialu.

    Podobała mi się w tym sezonie dodatkowo jedna, ale ważna rzecz. Obok śmierci ważnych dla kogoś osób postanie nie przechodziły obojętnie. W 99% seriali jak ktoś z obsady umrze, to trudno na drugi dzień wszyscy żyją jak dotychczas i śmierć nikogo nie wzrusza, tu pewnie jakby było podobnie nikt nie zwróciłby na to uwagi, przecież na co dzień wręcz zdarzają się masakryczne zbrodnie, to co tam jedna osoba. Tutaj podobała mi się reakcja postaci na śmierć Beverly Katz. Każdy był na swój sposób tym załamany. Chociaż jeszcze lepsze „wspominanie” otrzymała Abigail. Jej postać do końca wydaje się motywować Willa do tego co robił, przy pierwszej lepszej okazji wypomina Hannibalowi to że ją zabił, chce namówić Freddie żeby o niej nie pisała… on po prostu ciągle o niej pamięta i to jest świetny zabieg. Godny pochwały 🙂

    Ten sezon był bardziej mroczniejszy, ale też mniej „straszny” było o wiele mniej momentów, czysto horrorowych, a więcej lepkiej intrygi i manipulacji 🙂

    • To prawda, że tutaj śmierć nie przechodzi bez echa. Oczywiście chodzi mi o śmierć jednego z głównych bohaterów. Will wspomina Abigail, bo ją po prostu pokochał (nie w sensie erotycznym) i czuł się za nią odpowiedzialny. Jej śmierć ciążyła na jego relacjach z Hannibalem i dlatego Hanni zostawił ją sobie „na później”. Niby mówił, że dla niego też jest ważna i że przypomina mu jego nieżyjącą siostrę, ale myślę, że Abigail miała być tylko i wyłącznie „nagrodą” dla Willa. Hannibal nieźle musiał zryć jej psychę przez ten czas 🙁
      Śmierć Beverly mnie bardzo zasmuciła. Bardzo ją lubiłam. Dopóki nie pojawiła się Margot, była najciekawszą kobiecą postacią. Była bardzo profesjonalna, ale jednocześnie lojalna wobec przyjaźni. Potrafiła spojrzeć na Hannibala z dystansu, a nie z jakąś dziwaczną dozą zaufania jak reszta bohaterów (Jack i Alana na przykład).

      Był mniej straszny, bo nie było akcji z wciąganiem kogoś pod łóżko (to był cios poniżej pasa ^^). Najbardziej obrzydliwe i straszne momenty to jedzenie samego siebie przez jedną z postaci podczas kolacji u Hannibala i jedzenie swojej twarzy przez inną postać. Obrzydlistwo. Poza tym się nie bałam. Chyba, że o pieski!!!!

      Dziękuję Ci Kochana, że dzięki Twojej uwadze (alternatywna rzeczywistość) mogłam w pełni cieszyć się tym serialem i go docenić, a nie czepiać się i narzekać 😉 :*

  • Dla mnie genialny w Hannibalu jest sposób w jaki serial pogrywa z widzem. Chodzi mi o to, że my wiemy kim jest Hannibal (w tym sezonie Will też, potem powoli również inni) i tylko czekamy na jego ruch i możemy tylko patrzeć jak bezradni są Jack i spółka. Czasami niektóre zdania wypowiadane przez Hannibala są jak przyznanie się do winy, do swojego małego sekreciku, ale nikt tego nie wyłapuje, a widz przeciera oczy ze zdumienia, że oni się jeszcze nie domyślili, albo potrzebują jeszcze wiecej dowodów.

    Mistrzostwem świata są również te niesamowicie klimatyczne sceny rozmów Hannibala z Willem. Nie wiem jak oni to robią, ale oni tylko siedzą i rozmawiają, a ja nie mogę oderwać wzroku od ekranu komputera. Te sceny przebiły moje ulubione sceny z pierwszego sezonu, a mianowicie sceny wizyt Hannibala u Bedelii.

    Żal mi było Beverly, a Alana irytowała mnie na każdym kroku. Jak dla mnie w tym sezonie jej postać była bardzo niekonsekwentnie prowadzona. Za to polubiłam Freddie, w tym sezonie stała się całkiem sympatyczna jeżeli kogokolwiek oprócz Winstona można nazwać w tym serialu sympatycznym 😉

    Pozdrawiam 🙂

    • Oj tak Hannibal pogrywa widzem, ale też nim manipuluje i stawia w dziwacznej sytuacji. Wiemy, że Hanni morduje i zjada swoje ofiary, ale czasami się zapominamy i… jesteśmy po jego stronie? Albo po prostu usprawiedliwiamy i uważamy, że słodka jest jego fascynacja Willem (a jest chora).
      Dlatego fandom jest taki radosny i dowcipny. Żartowanie z tego wszystkiego trzyma nas w umiarkowanym zdrowiu psychicznym 😉

      • Czy w umiarkowanym? Czasami aż przeraża mnie to, że bawią mnie niektóre żarty o ludzinie. Ale w tym tkwi cały „urok” Hannibala i jego cudownego fandomu 🙂

  • Barbara Silver

    Ubawił mnie ten gif o zamrażalce, dzięki X,D….

    • Fandom Hannibala jest przezabawny 😉