W Wielkim Skrócie, czyli ostatnio oglądane, czytane i słuchane #3

Znowu uzbierało się filmów, seriali i książek, które nie będą miały oddzielnych postów, ale chciałabym napisać na ich temat kilka słów. W tym odcinku The Grand Budapest Hotel, The Lone Ranger, Hugo oraz najnowszy odcinek True Blood i trochę muzyki, której ostatnio słucham. Nie obejdzie się też bez książek. Tym razem o drugim tomie „Niezgodnej” i „Listach” Tolkiena.

OSTATNIO OGLĄDANE The Grand Budapest Hotel to podobno film, w którym można się zakochać. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale połowicznie. Można się zakochać w formie, czyli w genialnych zdjęciach, kolorach, montażu, niezwykłej dbałości o każdy rekwizyt, kostium i jakikolwiek element, który znajduje się w kadrze. Jednak treść to już inna bajka. Za każdym razem mam ten sam problem z Wesem Andersonem. Jego filmy to przerost formy nad treścią. Doskonałej formy, od której nie można oderwać oczu i średnio ważnej treści. Baśń dla dorosłych, specyficzna gra aktorów i ciekawy humor to interesująca mieszanka. Wydaje mi się, że Wes Anderson jest naturalnie utalentowany w sztuce filmowej, instynktownie wyczuwa, co pasuje do kadru, a co nie. Na pewno jest perfekcjonistą i za to go szanuję, bo wkłada ogrom pracy w zaplanowanie i zrealizowanie tego wszystkiego. Mimo wszystko jeszcze ani razu nie uwiódł mnie fabułą (chociaż w Moonrise Kingdom było blisko).
Polecam wszystkim obejrzenie The Grand Budapest Hotel. Nawet jeśli się nie zakochacie, to przeżyjecie ucztę estetyczną i wizualną.

tumblr_n3w3q8qfCj1qldu74o1_500

Żeby docenić The Lone Ranger musicie mieć za sobą obejrzany choć jeden western i wziąć pod uwagę, że ten film jest jego parodią.
Mój Tata lubi westerny i do dziś czasami sobie ogląda jakiś staroć z lat 50-tych, czy 60-tych. Ja najczęściej na nich zasypiałam, ale kojarzę wiele sytuacji, bohaterów i zwrotów akcji charakterystycznych dla tego gatunku. Dlatego dobrze bawiłam się na Jeźdźcu znikąd, ale nie dało się oglądać tego filmu bez pauz. Jest stanowczo za długi i jakby sam nie mógł zdecydować się czym jest: typową parodią, komedią, dramatem, czy komentarzem społecznym? Jest zbyt drastyczny dla dzieci i zbyt naiwny dla dorosłych.
Aktorsko wypadło dobrze. Johny Deep po raz kolejny gra podobną rolę. Zamiast wiecznie szalonego i ekscentrycznego pirata, zagrał szalonego i ekscentrycznego Indianina, ale nikt nie gra tej roli jak on. Jest świetny. Specyficzny i przesadzony, ale tak miało być. Armie Hammer (którego kojarzę tylko z roli księcia w Mirror, Mirror) jako postać tytułowa też wypadł dobrze. Jest takim typowym sympatycznym i praworządnym facetem, którego nie da się nie lubić. Niestety, rozczarowały mnie postacie kobiece. Helena Bonham Carter znowu jest dziwaczna i tylko to jest jej cechą, a Ruth Wilson ponownie jest ukochaną głównego bohatera i trzeba ją ratować. Szczególnie szkoda zmarnowania potencjału tej drugiej, bo Helena sama zamknęła się w takiej szufladce, a Ruth to bardzo dobra aktorka i bycie tłem nie jest dla niej (podobnie jak w filmie, o którym pisałam, czyli Saving Mr. Banks).

tumblr_mvixoeEbGV1r20fsao1_500

Hugo to film absolutnie przepiękny, urokliwy i bardzo przyjemny. Dla wszystkich wielbicieli kina to najlepszy prezent, jaki mogli dostać. Jestem w wielkim szoku, że facet, który wysłał na Oscary film, który mnie odrzucił i zmarnował trzy godziny z życia (Wilk z Wall Street) ma w sobie tyle wrażliwości, aby stworzyć tak wyjątkowe dzieło, jakim jest Hugo. Jeśli jeszcze nie widzieliście to koniecznie obejrzyjcie. To będzie dobrze spędzony czas dla każdego kinomaniaka.

tumblr_mvmu3sG8Lc1re6b50o1_500

Ostatni sezon True Blood zaczął się całkiem ciekawie. Cieszę się, że tym razem akcja skupi się na Bon Temps, bo podróże naszym wampirom nie służą (chyba, że do Atlanty, ale królowej już dawno nie ma). Sookie dalej jest denerwująca, ale wreszcie mówi, co leży jej na wątrobie i może to jakoś rozrusza jej postać. Chociaż i tak pewnie znowu będzie miała rozterki miłosne, bo Alcide jest dla niej stanowczo za normalny (oprócz tego, że jest wilkołakiem). [SPOILER] Mam nadzieję, że tym razem śmierć Tary będzie ostateczna i nie wyciągną jej jak królika z kapelusza za kilka odcinków. Chyba żadna serialowa postać mnie tak nie wkurzała, jak ona. [koniec SPOILERA] Nie płaczcie, że nie ma Erica, bo Pam na pewno znajdzie go w następnym odcinku. Główny powód oglądania tego serialu dla tysięcy kobiet nagle nie wyparuje.
Jestem bardzo ciekawa, czy twórcy serialu zakończą go z klasą i na poziomie, czy napłodzili kolejne głupawe odcinki jak w poprzednim sezonie. Mimo wszystko True Blood uzależnia i trochę szkoda, że znika już w tym roku. Z drugiej strony to już chyba ostateczny moment na zakończenie, żeby zostawić po sobie pozytywne wrażenie.

tumblr_n7qkohMYC01qiy2w3o2_500

OSTATNIO CZYTANE

352x500Bardzo długo czytam „Listy” Tolkiena, ale to głównie dlatego, że nie chcę ich skończyć. Uwielbiam i podziwiam tego człowieka. Ogrom pracy i zaangażowania, jaki włożył we „Władcę Pierścieni” (jedna z moich ukochanych książek) jest absolutnie nie do ogarnięcia przez przeciętnego człowieka. Stworzył nie tylko nowy świat, ale też rasy, języki, legendy, system rządów i bogaty kontekst historyczny, a także rysował mapy i postacie. Był w tym wszystkim bardzo skromny i peszyła go wielka popularność jego książek. Odpowiadał wyczerpująco na każdy list czytelnika. Kłócił się (bardzo kulturalnie) z wydawcami amerykańskimi o wydanie książek, o ilustracje, a także z niemieckimi o tłumaczenie. Znał ponad 30 (!) języków, wykładał na Uniwersytecie, pisał i jednocześnie był wspaniałym mężem i rodzicem. Duże wrażenie zrobił na mnie jego list do syna, gdzie delikatnie, ale stanowczo pokazuje swoje stanowisko w sprawach damsko-męskich. Nie ocenia, ale mądrze doradza i robi to bez skrępowania, chociaż z klasą i wyczuciem. Nie chcę jeszcze się z nim rozstawać, więc dawkuję sobie „Listy”.

352x500 (1)

Oj to już jest cięższy kaliber. Utknęłam w połowie i nie mogę ruszyć. „Niezgodna” była całkiem fajna. Szybko się czytało, bo szczególnie pod koniec akcja pędziła jak szalona. Drugi tom ciągnie się jak flaki z olejem, ale jakoś go przemęczę, bo nie znoszę porzucać książek. Dlatego czytam na raz jakieś pięć i każda leży w swoim kącie, albo na Kindelku. Myślę, że główną wadą „Zbuntowanej” jest to, że autorka znowu chce zastosować chwyt z pierwszej części, czyli na początku poznawanie świata i jego reguł, a dopiero później wydarzenie goniło wydarzenie. W drugiej części my ten świat już znamy i dlatego odbieramy to czajenie się bohaterów jako coś irytującego i niepotrzebnego. Mamy okazję poznać życie w innych frakcjach, ale jest ono tak stereotypowe, że nie daje satysfakcji. Zobaczymy jak to dalej pójdzie, ale na razie nie wiem, kiedy ją skończę i czy nie spadnie na ostatnią pozycję do czytania.

OSTATNIO SŁUCHANE
 

 

 

 

 

A Wy? Co ostatnio oglądaliście, czytaliście i słuchaliście? Może mi coś polecicie?

  • Namówiłaś mnie na Hugo :). Ostatnio szukałam właśnie czegoś takiego, ale przychodziła mi do głowy tylko ‚Maleficent’, a póki co w necie są tylko kamerówki…

    Mam to samo zdanie co do Heleny, niestety. Chociaż jakby się przyjrzeć jej filmografii to gra też w normalnych rolach, i to nawet dość często, ale te zdziwaczałe jakoś to przyćmiewają… Nie widziałam ‚Lone Ranger’ i raczej nie mam ochoty. Nie znam się na westernach i nawet nie lubię Johnny’ego Deppa (zbrodnia, wiem :P).

    Muszę w końcu sięgnąć po ten Hotel…!

    Co oglądałam wiesz :). Czytałam: ‚Our Land was a Forest: An Ainu Memoir’ Kayano Shigeru, a teraz, tego samego autora ‚A Romance of the Bear God: Ainu Folktales’. Bardzo przyjemne, prosto i szczerze napisane, aż miło się czyta. Autor jest Ajnem, japońskim nie-Japończykiem, który niesamowicie przyczynił się do pielęgnowania ajnuskiej kultury, języka, wierzeń… Właściwie gdyby nie on, to prawdopodobnie ajnuski byłby dziś już martwym językiem. Polecam, jeżeli też ciekawią Cię dziwne plemiona, o których mało kto wie, że w ogóle istnieją ^^. Tyle, że pewnie ciężko z dostępnością…

    Słucham za okrągło muzyki z ‚Frozen’ i prawie niczego więcej.

    A dzisiaj dowiedziałam się, że EA usunęło małe dzieci z najnowszych Simów i jestem strasznie niepocieszona. Chyba z rozpaczy zainstaluję z powrotem dwójkę ^^.

    Pozdrowienia…! 🙂

    • Dwójka jest najlepsza! Niestety komuś ją pożyczyłam i nie wiem komu i niedawno naszła mnie ochota Simsy, a tu nie mam 🙁
      Może napiszesz coś u siebie o tych książkach? ;>
      Hugo BARDZO Ci polecam! Myślę, że Ci się spodoba. Grand Budapest Hotel jest według mnie najlepszym filmem Wesa, więc też polecam 🙂

  • Barbara Silver

    Pierwszy i drugi film na pewno obejrzę. Pierwszy – ze względu na scenerię, dzięki za polecenie 😉 A drugi – wiadomo – zwg. na Johny’ego D. Mam słabość do tego skubańca od czasu …. Edwarda Nożycorękiego, ech… Dobre, stare czasy. A potem nasz mały, cwany „wróbelek”. W każdym razie parodia nt. „Białego Mustanga”, o którym czytałam ostatnio legendę na amerykańskiej stronie indiańskiej-braci, jak najbardziej mi przypadnie do gustu. Wiem to od razu ;D

    Link: http://nativeamericanencyclopedia.com/the-legend-the-white-horse-plain/

    True Blood nie znoszę (poza muzyką – jest momentami fenomenalna, pisałam raz o niej, parę lat temu), bo nie znoszę ogólnie tematyki wampirokłaków. Obrzydza mnie sama myśl, że ktoś mógłby żywić się krwią a jak pomyślę, że główna bohaterka, kiedyś tak dobra aktorka, szkoda, że tak upadła nisko, sypia w w.w. serialu ze zdechlakiem, to już – jak dla mnie, rzecz jasna, nie zamierzam nikogo urazić – czysta nekrofilia. Czytałam sporo o mezopotamskich i słowiańskich demonach a tam, niestety nazywa się je po imieniu a nie infantylizuje postać „demona” a więc czegoś z gruntu złego, co by sprzedać za pomocą pop-kultury dla piętnastolatków, którym szaleją hormony. Wybacz mi tę dosadność, ale nie potrafię udawać, jak coś jest w moich oczach paskudne, mówię to z góry. Nie chcę jednak żeby ktoś pomyślał, że poprzez swoje prywatne zdanie, kogoś oceniam czy atakuję. Każdy ma prawo do swojego gustu.
    Nie przepadam też za Laną Del Rey. Ale tylko dlatego, że to nie mój typ muzyczny. Nie pasuje mi jej barwa głosu, tonacja, fochy i cała ta sentymentalno-babska otoczka. Pisałam kiedyś, że nie ma we mnie ani krzty romantyczności, jednak z drugiej strony, lepsza ona niż np. szarpidruty wyjące do księżyca i rżnące w gary, przy dźwiękach od których nawet wampirokłaki dostałyby gęsiej skórki.
    To tyle, nie zamęczam… X,D…

    Polecone przez ciebie filmy na pewno obejrzę, dzięki raz jeszcze za polecenie i przypomnienie :))
    Pozdrawiam

  • Mnie lata zajęło „poddanie się” urokowi filmów Andersona. Najbardziej ku temu przyczynił się „Fantastic Mr. Fox” (bo filmowi dla dzieci jestem w stanie wybaczyć więcej niż filmowi „dla dorosłych”), a potem „Moonrise Kingdom”, w którym zakochałam się na amen. Autentycznie nie wiem, co mnie tak ujęło w „Moonrise”, ale dzięki niemu nauczyłam się przychylniejszym okiem patrzeć na wcześniejsze produkcje Andersona (np. „The Royal Tennenbaums”) za którymi wcześniej nie przepadałam.
    A co do „Hugo”… o boże, jak ja się na tym filmie wynudziłam. Okej, oglądałam go z koleżanką późno w nocy, lekko… hm ‚zawiana’, ale obie byłyśmy filmem mocno znudzone. Do tego stopnia, że potem, aby go „odchorować”, obejrzałyśmy „Twilight: Breaking Dawn” XD

    • W takim razie może jeszcze wszystko przede mną. Nie mogę odmówić Wesowi talentu, wyczucia estetyki, czy ciekawego prowadzenia kamery i aktorów (tylko u niego grają w tak specyficzny sposób), ale żaden z jego filmów do mnie nie trafił emocjonalnie. Żaden nie został ze mną na dłużej. Oprócz Moonrise Kingdom, ale to w dużej mierze zasługa genialnej muzyki.

      The Royal Tennenbaums obejrzałam na siłę. Ponownie – świetne zdjęcia, montaż, kolory, estetyka i „dziwna, ale wyjątkowa” gra aktorska, ale fabuła mnie kompletnie nie obeszła.

      Pokochałam Hugo w dużej mierze dlatego, że swojego czasu fascynowałam się początkami kina i rewolucją dźwięku, czyli kiedy wielkie gwiazdy spadały z piedestału, bo były świetne w niemej konwencji, ale już w dźwiękowej nie mogły się odnaleźć. Jak nasza Pola Negri na przykład. Poza tym dostałam film w wersji blu-ray i nie mogłam odwrócić wzroku od pięknych zdjęć i tych wszystkich cudownych szczególików. Hugo to hołd dla kina. Naiwny i śliczny, ale mnie chwycił za serducho 🙂

      • Rzeczywiście, pod względem emocjonalnym filmy Wesa… może nie szwankują, ale widać, że jego priorytetem jest estetyka i strona wizualna, ewentualnie odrobinę zwariowana fabuła.
        „The Royal Tennenbaums” mnie przez lata denerwowało (bo co to za film, w którym nie lubię -żadnej- postaci?), ale potem mi przeszło. Ale nadal mam opory by sięgnąć po „brakujące” filmy Wesa, czyli te, których wciąż nie obejrzałam. Do „Rushmore” robiłam już kilka podejść i nie cholery nie mogę się zmusić.
        No właśnie mnie jakoś ta warstwa nie ujęła. Jestem ją w stanie obiektywnie docenić, ale moim zdaniem najlepszym (a na pewno moim ulubionym) filmem o konwersji z kina niemego na ‚talking pictures’ jest nieśmiertelne „Singin’ in the Rain” ^__^