Dlaczego True Detective jest dobry?

True Detective to nie jest serial w klasycznym tego słowa znaczeniu. To długi film w odcinkach, dzięki czemu możemy lepiej poznać bohaterów i rozwiązać zagadkę wolniej, ale w bardziej satysfakcjonujący sposób. Mamy czas na dogłębną analizę charakterów, doświadczeń i motywów działań postaci. Pod tym względem jest  to serial genialny.

tumblr_n501btDxM71tthisqo1_1280

Początkowo nie byłam nastawiona pozytywnie do True Detective. Swoją niechęć budowałam na gifach z tumblr’a (ładnie upozowana ofiara z jelenimi rogami za bardzo przypominała Hannibala, a teksty Rusta wyrwane z kontekstu brzmiały jak tanie pseudo mądrości) i opinii wielu ludzi (blogerów, recenzentów i całej reszty), że to serial wybitny i koniecznie trzeba go obejrzeć. Trafiłam też na tekst, że jak ci się nie spodoba, to oznacza, że jesteś głupi i nieinteligentny i w ogóle ogarnij się. Niczego tak nie lubię, jak przymuszania do „lubienia” czegoś i brania pod ambicję. Dlatego odkładałam oglądanie w nieskończoność. Ostatecznie skusiła mnie obsada. Chciałam zobaczyć, jak wykazał się zdobywca tegorocznego Oscara, czyli Matthew McConaughey. Poza tym lubię Woody’ego Harrelsona (Haymitch z Hunger Games), Alexandrę Daddario (Annabeth z filmów o Percy’m Jacksonie) i zainteresowała mnie obecność Brighton Sharbino, która była bardzo dobra w ostatnim sezonie The Walking Dead.

Najpierw obejrzyjcie sobie świetną czołówkę z nastrojową muzyką, która jest idealnie dopasowana do serialu:

 

Martin Hart (Woody Harrelson) jest przeciętnym policjantem w mieście w stanie Luizjana, gdzie nic się nie dzieje. Jako typowy samiec alfa kocha swoją rodzinę, lubi się napić z kolegami i „odreagowuje” swoją pracę sypiając z kochanką. Nic nie mąci spokojnego życia do momentu, w którym dostaje za partnera mrukliwego faceta z Teksasu. Rust Cohle (Matthew McConaughey) albo się nie odzywa, albo wygłasza depresyjne monologi o tym, że życie nie ma sensu. Na początku go to drażni, ale z czasem potrafi przyznać koledze rację. Smutną prawdę źle się przyjmuje, bo łatwiej jest żyć w przyjemnym kłamstwie.

„I think human consciousness, is a tragic misstep in evolution. We became too self-aware, nature created an aspect of nature separate from itself, we are creatures that should not exist by natural law. We are things that labor under the illusion of having a self; an accretion of sensory, experience and feeling, programmed with total assurance that we are each somebody, when in fact everybody is nobody. Maybe the honorable thing for our species to do is deny our programming, stop reproducing, walk hand in hand into extinction, one last midnight – brothers and sisters opting out of a raw deal.”
Rust Cohle, True Detective

 

Relacja Rusta i Martina to przeplatanka niechęci, szacunku, nienawiści i przyjaźni. To nie są prości bohaterowie, którzy się prostu lubią, albo nie. Życie i różne wydarzenia sprawiają, że ich wzajemne stosunki się zmieniają, a z czasem dojrzewają. Wiele ich dzieli, ale łączy sprawa, którą myślą, że rozwiązali w 1995 roku. Przeszłość dogania ich 17 lat później. Okazuje się, że winowajcą nie był (tylko) człowiek, którego dopadli. Za znikaniem dzieci w przeciągu kilkunastu lat stoi ktoś bliski władzy. Obrzydliwe rytualne praktyki mogą zostać odkryte tylko przez dwóch byłych partnerów. Dlaczego? Bo tylko im zależy.

tumblr_n4vp5vcVUP1tqde0ao1_500

Te osiem odcinków wciągnęło mnie niesamowicie. Obserwowanie życia Rusta i Martina, tego w jaki sposób się zmieniają, dojrzewają i jakie popełniają błędy było fascynujące. Kryminalna zagadka interesowała mnie trochę mniej. Dosyć szybko domyśliłam się „kto zabił”, ale jestem wyrobiona oglądaniem Sherlocka, Elementary i Castle. Mimo wszystko prawda odkrywana na temat popełnionych zbrodni wstrząsnęła nie tylko bohaterami, ale też mną. Na ekranie nie trzeba było pokazywać wszystkiego dosłownie. Grymas przerażenia na twarzy Harrelsona powiedział widzowi wszystko.

Aktorsko jest znakomicie. Tak jak pisałam w mojej relacji z filmów Oscarowych, moim zdaniem Matthew McConaughey nie powinien dostać nagrody za najlepszą rolę męską (byli lepsi), ale za True Detective dałabym mu worek nagród. Był znakomity, a jego postać pamięta się długo po zakończeniu serialu. Woody Harrelson też był dobry, ale dla mnie był jednak tylko dopełnieniem duetu. Nie lubiłam jego postaci, chociaż pod koniec zyskał trochę w moich oczach.

Nie mogę nie wspomnieć o świetnych zdjęciach, dzięki którym mogłam poczuć duszny klimat Luizjany i jej specyficzną atmosferę. Serial pokazuje brzydszą stronę Stanów Zjednoczonych. Pod tym względem jest naprawdę prawdziwy. Nie ma tu pięknych wnętrz, czyściutkich, kolorowych miast i bogactwa. Brud, bieda, budynki w stanie rozkładu i ludzie, którzy nie są piękni, a po prostu normalni to wielka zaleta, ale też wada dla kogoś, kto chce odetchnąć od codzienności i popatrzeć na ładne obrazki. Jeśli ktoś pragnie gorzkiego realizmu to na pewno się nie zawiedzie.

Pierwszy sezon to historia zamknięta. Jeśli będzie następny to z inną sprawą i innymi bohaterami. Bardzo mi się ten pomysł podoba, bo brakuje takich seriali na amerykańskim rynku. Na razie możemy poznać tylko plotki o rzekomym udziale Brada Pitta w kolejnym sezonie. Nie wiem, czy to prawda, ale na pewno jest to pewnego rodzaju rewolucja, że aktorzy głównie filmowi (i to jeszcze zdobywcy Oscara) grają w serialu. Przenosi to ten gatunek na wyższy szczebel i kto wie? Może w niedalekiej przyszłości aktorzy będą się bić o role w serialach, a nie filmach? To, co można pokazać w kilku lub kilkunastu odcinkach jest na pewno bogatsze od historii upchanej w niecałe dwie godziny.

  • Ostatnio coś cienko stoję z serialami i w ogóle odeszła mi ochota na nie – od czasu do czasu, dla przypomnienia, oglądam pierwsze odcinki ‚Lie to me’, od czerwca pewnie znowu ruszę z kolejnym (oby ostatnim…) sezonem ‚Pretty Little Liars’… i to wszystko. Pozaczynałam parę seriali HBO, ale żaden nie wciągnął mnie tak jak Borgiowie, których tak nagle urwali :(. Więc pewnie i na ten serial się (przynajmniej póki co) nie skuszę. Zwłaszcza że niespecjalnie lubię takie pesymistyczne podejście do życia…

    Chociaż czołówka jest faktycznie klimatyczna, muzyka kojarzy mi się trochę z ‚Frantic’… No i Cary Fukunaga mi gdzieś tam mignął, a bardzo podobała mi się jego ‚Jane Eyre’ :). Ale nie, na razie podziękuję :).

    Pozdrowienia!

    • Pretty Little Liars porzuciłam jakoś w trzecim sezonie. Za dużo rozpoczętych i porzuconych wątków, za dużo ludzi w A team, dramy „nastolatek” mnie znudziły i w ogóle przestało mnie to wszystko obchodzić. Jednak widziałam na tumblr, że jakieś ciekawe akcje się zadziały i chyba wreszcie powrócono do wątku Alison jako postaci, a nie tła. A Ty co o tym uważasz? Oglądasz na bieżąco? Warto?

      The Borgias kocham całym serduchem i bardzo mnie zabolała kasacja serialu ;/ Szczególnie, że najpierw mówiono, że powstanie jeszcze jeden ostatni sezon, który będzie miał tylko kilka odcinków, ale podomyka wątki. Później, że powstanie film zakańczający wątki. Podpisywałam jakieś petycje nawet 😛 Niestety, chyba nic z tego nie będzie 🙁

      True Detective ma tylko 8 odcinków i cała fabuła jest w nich zamknięta, więc jakbys się kiedyś nudziła lub nie miała, co oglądać to bardzo polecam. To fakt jest pesymistyczne podejście do życia (Rusta), ale nawet on na końcu widzi światło. (malutki spoiler) Nie umiera, ale widzi świat w jaśniejszych barwach 🙂

      Pozdrawiam również! 🙂

      • Hmmm, jak tylko 8 ich jest to może faktycznie za jakiś czas się skuszę :).

        Całe szczęście, że PLL przestało Cię obchodzić – nie wracaj do niego! ^^ Ten serial jest tak z kosmosu wzięty, że aż mi głupio, że go oglądam. Trzyma mnie przy nim chyba tylko ciekawość, jak scenarzyści wybrną z tego wszystkiego, co tam naplątali. Jestem na 100% pewna, że oni sami nie wiedzą, kim jest A i wymyślają nowe wątki na bieżąco, i będą to robić, dopóki oglądalność im drastycznie nie spadnie… Bardzo mnie to zniechęca, bo po co ja mam się zastanawiać nad tymi zagadkami, skoro właściwie nie mają rozwiązania…? No i do szału mnie doprowadza to, że wszystko tam musi być tak ściśle tajne, że nikt nie wpadnie na to, żeby z drugą osobą porozmawiać. Tylko stoją naprzeciwko i mrocznie na siebie patrzą.

        Do Alison rzeczywiście wrócili i w następnym sezonie powinno być jej sporo. Może wreszcie dociągną tę historię do końca…!

        Mnie PLL często bawi, nawet mówię na niego „Dzieci Sztyrlica” ^^. Te wszystkie ich super tajne akcje z głowami wystającymi zza krzaków itp. zwalają mnie z krzesła… Raz aż zrobiłam print screen – sama zobacz, co one wyprawiają ^^.

        • Hahahaha 😀 Dzięki za ostrzeżenie!