Oscary 2014 – Ona

Nareszcie trafiłam na perełkę! Na film, który przeżyłam bardzo emocjonalnie, który trafił do ulubionych i nie mogę się doczekać, kiedy obejrzę go ponownie. Her otrzymuje mojego prywatnego Oscara i na pewno będzie zapamiętany na bardzo długo.

Akcja dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Nie uświadczymy tu latających samochodów, dziwacznych uniformów zamiast ubrań, czy technologii rodem z science-fiction. Mamy miasto i ludzi, którzy tak jak my chodzą do pracy, a później wracają do mieszkań. Jedyne, co nas różni to trochę inna moda. Przestały być popularne fancy wdzianka, a stawia się raczej na wygodę i trochę retro look. Poza tym ludzie w metrze nie są przyklejeni do swoich smartfonów, ale każdy z nich ma słuchawkę w uchu, która pełni wszystkie funkcje naszych telefonów, tabletów itd. Trochę zabawnie to wygląda – tłum, który nie patrzy na siebie nawzajem, każdy człowiek ma spuszczony wzrok lub patrzy w neutralną pustkę i prowadzi rozmowę z niewidzialnym przyjacielem. Dziwne prawda? Ale czy nie dziwne wydawałoby się człowiekowi przeniesionemu z lat 90-tych obserwować ludzkość, która nie może oderwać się od przedmiotów, które wydają się im być całym światem. Jakby świat nie był dookoła nich?

Theodore (Joaquin Phoenix) jest pisarzem, który pracuje w firmie zajmującej się pisaniem listów na zamówienie. Polega to na tym, że klient przesyła informacje o swoim związku, zdjęcia, temat, a pisarz tworzy list do osoby, która została wskazana jako adresat. Theodore jest jednym z najlepszych, jego listy są bardzo emocjonalne, czułe i przede wszystkim empatyczne, bo facet potrafi być wdzięcznym wnuczkiem, wiernym kochankiem, współczującym rodzicem lub zakochaną małolatą.
Niestety, w życiu prywatnym idzie mu gorzej. Jest w trakcie rozwodu z kobietą, którą bardzo kochał i odwleka podpisanie papierów. Ma jedną przyjaciółkę, której może się wygadać, a poza tym jest samotnym człowiekiem. Wirtualny seks, gry i praca to całe jego życie.

Wszystko się zmienia, kiedy instaluje nowe oprogramowanie na komputerze. Szeroko reklamowany OS to intuicyjny, spersonalizowany program, który wydaje się wręcz żywym organizmem. Po kilku pytaniach do użytkownika Theodore, zamiast neutralnego głosu, otrzymuje Samanthę (Scarlett Johansson), która okazuje się nie tylko niezwykle pomocna, ale też dowcipna, miła i inteligentna.

Nowy głos towarzyszący mu codziennie nie tylko przekazuje korespondencję, potrzebne informacje, czy podkreśla błędy ortograficzne w tekstach, które pisze. Samantha czyta maile i na ich podstawie wnioskuje jakim człowiekiem jest Theodore. Rozmawia z nim o sprawach, z których ciężko mu zwierzyć się nawet przyjaciółce. Poznają się bardziej i w końcu zakochują, a Samantha coraz bardziej się rozwija, uczy, poznaje, odczuwa.
[Spoilery] Od wielkiego pragnienia posiadania ciała przechodzi w stan, w którym stwierdza, że przecież fizyczność tylko by ją ograniczała, bo przecież jest potężniejsza od ludzi. Ona potrafi w 0,3 sekundy przeczytać książkę, nauczyć się fizyki kwantowej i komponować muzykę, a także kontaktować się z innymi OSami, które podejmują samodzielne decyzję i w pewien sposób manipulują „swoimi” ludźmi. [koniec spoilerów]
Theodore nie jest osamotniony w swoim dziwnym związku. Panuje moda na OSy i mnóstwo ludzi się z nimi zaprzyjaźnia, czy tworzy bliskie relacje. W jaki sposób to wszystko się potoczy? Co tak naprawdę oznacza bycie „osobą”?

W tym filmie podoba mi się wszystko. Jego kameralna atmosfera i specyficzny klimat, piękna muzyka i choć sztucznie stworzony świat to rzeczywista wizja niedalekiej przyszłości. Co raz bardziej odsuwamy się od bezpośrednich kontaktów z ludźmi, uciekając w wirtualność i to będzie się tylko pogłębiać. W filmie każdy człowiek ma większe lub mniejsze problemy ze sobą, a internet jest ucieczką i zrzuceniem odpowiedzialności za angażowanie się w prawdziwe relacje z ludźmi. Strach przed odrzuceniem, oceną, otworzeniem się znika, kiedy użytkownik rozmawia ze swoim OSem, który rozumie go jak nikt inny na świecie.

Tak jak Scarlett Johansson mówi w wywiadzie, z którego pochodzi gif powyżej, bez obrazy dla Siri, ale Samantha jest milion razy lepsza. To nie tylko oprogramowanie, ale też towarzyszka życia i organizm, który zyskał świadomość i wielką żądzę wiedzy i poznania. Głos Scarlett jest idealny w tej roli. Potrafi być zabawna, zamyślona, seksowna, niezadowolona, oddalająca się od „swojego” człowieka. Nie wyobrażam sobie nikogo innego jako Samanthy. Z kolei Joaquin Phoenix dosłownie tworzy ten film. Słyszymy jego rozmowy z OSem i widzimy twarz, która choć nie wypowiada słów to przekazuje wszystkie emocje. Jest genialnym aktorem, którego bardzo cenię od czasu Gladiatora i Zatrutego pióra i bardzo się cieszę, że staje się jeszcze lepszy (jakby to było możliwe). To naprawdę dziwne, że nie ma jeszcze ani jednego Oscara. Choć w przeciwieństwie do Leonarda DiCaprio wcale o to nie zabiega. Moim zdaniem jest to najlepszy żyjący aktor i jeszcze nie raz nas zaskoczy.
Lubię też Amy Adams w tym filmie. Zrobiła na mnie dużo większe wrażenie niż w American Hustle. Może dlatego, że wolę ją w tej naturalnej wersji, bez dekoltu do pępka (dosłownie) i ciężkiego makijażu. Jest prawdziwą przyjaciółką Theodora, jedyną osobą na świecie, która go tak naprawdę rozumie i ta jej normalność i życiowe zagubienie wypadają bardzo prawdziwie. Lubię ich razem na ekranie. Ich spojrzenia i zwykłe bycie w swojej obecności to obraz przyjaźni, która nie wstydzi się rozmawiać o problemach, czy o głupotach. Oni po prostu czują się dobrze i naturalnie w swoim towarzystwie. Nie muszą zapewniać się o dozgonnej przyjaźni. Oni po prostu dla siebie nawzajem są i to jest piękne.

Uwielbiam Her i polecam wszystkim. Już dawno nie miałam podczas seansu tyle przemyśleń. O sobie, o życiu, o bliskich mi osobach, o świecie i o ludzkości w ogóle. Polecam zatopienie się w tym filmie, nie robienia pauz i sprawdzania maili w międzyczasie. Tylko ten obraz, Wy i Wasze myśli. Myślę, że się nie zawiedziecie.

  • Od razu zaznaczę, że po Her spodziewałam się mimo wszystko trochę większego rozwinięcia wątków sci-fi. Bo to wątki, które mi się najbardziej podobają i które zawsze mnie fascynowały. W filmie zostały potraktowane po macoszemu, w sposób zupełnie podporządkowany historii miłosnej. I chociaż niby Samantha zdobywa świadomość i emancypuje się od ludzi to robi to jednak na marginesie właściwej historii. Co mnie boli.
    Ogólnie sam film wydał mi się strasznie rozwlekły i płytki. Liczyłam na przejmujące studium związków, a dostałam właściwie jeden związek w trzech odsłonach („zmieniamy się i chociaż się kochamy, to już nie możemy być razem”). Liczyłam na wizję społeczeństwa, w którym rozkładowi uległy więzi między ludzkie, a dostałam film z panem, który kocha komputer. No i liczyłam na sci-fi, ale o tym już pisałam.
    Dla mnie Her było typowym filmem na raz.

    • To mi się podoba w filmach – każdy odbiera je inaczej 😉
      Wiedziałam, że nie otrzymam za dużo science-fiction, więc się na to nie nastawiałam. Zmiana w relacjach międzyludzkich polega na tym, że każda postać, którą poznajemy jest jakaś „dziwna”, ma problem z zaangażowaniem się, poznaniem drugiej osoby (choćby dziewczyna grana przez Olivię Wilde lub mąż przyjaciółki Theodora). Tak zmieniamy się, ale nie wiem, czy zauważyłaś, że ani Theodore, ani jego żona, ani Amy i jej mąż nie starają się naprawiać związku, ale po prostu odchodzą. Dlatego OSy zyskują taką popularność (są blisko, są zawsze, rozumieją, ‚czytają’ wręcz w myślach). Każdy z nich ma cholerne problemy z rozmową, z otwarciem się do drugiej osoby. To wręcz choroba cywilizacyjna. Łatwiej się zamknąć w swoim świecie, a trudniej otworzyć.

      Może nad interpretuję, ale przeżyłam ten film emocjonalnie (ten typ tak ma) i moim zdaniem jest idealny. Nie zmieniłabym ani jednej klatki 😉

      • Ale z drugiej strony mamy szefa Theodora ze swoją dziewczyną, którzy wyglądają jak zakochane nastolatki. Postać Olivii też jest aż nadto zaangażowana skoro zrywa kontakty z Theodorem gdy ten nie może jej zagwarantować stałego związku 😉 Tak więc moim zdaniem obserwujemy po prostu nieumiejące się zaangażować jednostki, a nie ogólny trend.

        • Hmm… postać grana przez Olivię to dziewczyna tak spragniona bliskości i uczucia, że po pierwszej randce i znaniu faceta od zaledwie kilku godzin proponuje mu stały związek, a wręcz chce go na nim wymusić i nawet w trakcie całowania mówi mu, co dokładnie ma robić. Ja tu widzę kobietę, która ma chorą wręcz potrzebę kontroli.
          Szef Theodora i jego dziewczyna reagują na jego związek z programem komputerowym (!) tak jakby to była najzwyklejsza sprawa na świecie. Są trochę zbyt tolerancyjni i to też jest nieco dziwne, że idą na podwójną randkę z kolegą i jego dziewczyną, której… nie widzą, bo jest hmm… oprogramowaniem i traktują ją jak zwykłą dziewczynę.

          • Ja w Olivii, mimo wszystko widziałam kobietę, która zdaje sobie sprawę, że nie będzie młodsza (to „w moim wieku”), zegar biologiczny tyka, instynktu już dłużej nie uda jej się oszukiwać więc rzuca się całą sobą na pierwszego (choć z tym pierwszym to właściwie nie wiadomo) faceta. Nie widzę w niej potrzeby kontroli, a raczej ogromną potrzebę związku jako takiego. Zresztą podobnie odnoszę się do postaci prostytutki (?), która też była dla mnie zagubioną duszą poszukującą związku za wszelką cenę.
            Postać szefa i jego dziewczyny to dla mnie jasny dowód, że ludzie w tym społeczeństwie są otwarci, tolerancyjni i potrafią kochać. To Theodor jest kaprawy 😀

          • Oj dziewczyna, która przyszła jako „ciało” dla Samanthy to w ogóle smutna i zagubiona postać. Było mi jej bardzo szkoda. Dla mnie Olivia mimo wszystko była zbyt natarczywa i żądna kontroli nad drugą osobą.
            Theodore miał głębokie problemy ze sobą, podobnie jak reszta postaci, a jego szef mi wygląda na ten amerykański typ, który jest aż za bardzo tolerancyjny. Zwróć uwagę jak zareagowała na związek Theodora jego była żona, czy nawet Amy, która nie przyklasnęła od razu, jakie to fajne i normalne, ale że słyszała o podobnych przypadkach. Nie osądzała Theodora, ale też nie zareagowała na to jak na normalniejszą sprawę na świecie ;]

          • Szef jak szef, ale dziewczyna szefa? Dla Theo to przecież osoba całkowicie obca, osoba, która nie musiała mu absolutnie niczego udowadniać, a mimo wszystko zachowała się bardzo tolerancyjnie i nawet zakumplowała z Samanthą. Zresztą ciało Samanthy (zdecydowanie bardziej wolę Twoje określenie od mojego prostackiego „prostytutka”) też była dla całego związku bardzo, bardzo tolerancyjna i wyrozumiała. Chyba tylko Cathrine stała w opozycji, ale znowu, nie wiemy czy to jej poglądy czy chęć zranienia Theodora.

          • Samantha mówiła, że dotarła do społeczności, która „pomagała” związkom OSów i ludzi i stąd wzięła dla siebie ‚ciało’ (trochę strasznie to brzmi :P).
            Szkoda, że nie pokazano reakcji społeczeństwa na takie związki i OSy w ogóle (szczególnie jak zaczęły sobie odważnie poczynać, np. stworzenie zmarłego filozfa jako OSa), ale chyba chodziło, żeby pokazać ten bardziej kameralny wymiar zjawiska relacji ze „sztuczną” inteligencją.
            Nie mówię, że szef i jego dziewczyna byli dziwnymi ludźmi. Byli bardzo sympatyczni i otwarci, ale troszkę zbyt tolerancyjni moim zdaniem. Bo w końcu Theodore przez Samathę był odcięty od relacji z rzeczywistymi kobietami.

  • Barbara Silver

    Zaciekawiłaś mnie tym filmem, naprawdę się za nim rozejrzę. Dawno nie widziałam Joaquina w żadnej roli. Pozdrawiam 🙂 :*

    • Myślę, że z Twoją wyobraźnią ten film będzie strzałem w 10-tkę i dostrzeżesz w nim duuuuużo więcej niż przeciętny widz. Byłabym bardzo ciekawa Twojej opinii 🙂
      Pozdrawiam również :*** 🙂

      • Barbara Silver

        Nie przeceniasz mnie aby?
        Ale jak obejrzę na pewno podzielę się wrażeniami 🙂
        Pozdrawiam 🙂 :*

        • Nie przeceniam. Twoje zdanie i wnioski na pewno będą ciekawe 🙂

  • Po oglądaniu „tych wszystkich” plakatów i zapowiedzi byłam bardzo negatywnie nastawiona do tego filmu. Nie lubię takich „uczłowieczeń” przedmiotów, które zawsze, pomimo nawet tej swojej inteligencji pozostaną przedmiotami – czymś co nigdy nam nie dorówna.

    ale

    ale jeśli Judith uważa, że warto to obejrzeć i nawet poświęca temu filmu cały post to nie mogę nim wzgardzić ;]

    • Naprawdę warto go obejrzeć. Jest taki „inny”, naprawdę zmusza do prywatnych przemyśleń i myślę, że odbiór tego filmu zależy też od doświadczeń, jakie my sami przeżyliśmy (związki, przyjaźnie, relacje z ludźmi, zamykanie się w swoim świecie).
      Myślę, że Ci się spodoba, a jeśli nie to i tak z wielką przyjemnością wymienię poglądy z Tobą przy kawie/herbacie/tymbarku 😉